czwartek, 7 stycznia 2016

Przebranie.

Postanowiłam zrobić trochę porządku na blogu. Ze względu na jego (mój) charakter (dużo różnych tematów) trudno po czasie odnaleźć na nim konkretne rzeczy np. przebranie, albo przepis. Zwłaszcza, że często wplatam je w jakąś historię ... Mam więc nadzieję, że powoli ujarzmię menu pod nagłówkiem. Na początek temat bieżący, czyli karnawał. W zakładce Przebranie pojawi się zestawienie jak poniżej uzupełniane o kolejne pozycje. Karnawał w tym roku wyjątkowo krótki (Środa Popielcowa już 10 lutego) więc bale przebierańców zaraz ruszą. Zapraszam na przegląd. Oczywiście linki odeślą Was do wpisu na temat przebrania.





























środa, 6 stycznia 2016

I Czej Królowie ;-).


Tytułem żarcik z serii gwara poznańska :-). Tyle już lat, a nie przyzwyczaiłam się do niej zupełnie. Niektórych wyrazów nadal szczerze nie znoszę. Przykładowo naduś = naciśnij. Dla kilku naszych poznańskich przyjaciół byliśmy zwiastunami złej nowiny, że taki wyraz w języku polskim nie istnieje! Natomiast liczebniki w tejże bardzo mnie rozśmieszają. Zakupy, które kończą się magicznym czy (3), albo moim ulubionym pisiont (50) dają mi wiele radości ;-). To tyle dygresji, bo wpis dotyczy Trzech Króli i zawieszek świątecznych, na których się pojawili.



Te powyżej, zawisły na naszej choince. Poniżej to prezenty dla rodziny i przyjaciół. Wiem, że w niektórych domach wiszą na choince, w innych w postaci girlandy :-). Zawieszki zostały wymalowane przeze mnie, na plastrach drewna z jabłonki. Gałęzie pociął mój Tato w wakacje. Już wtedy miałam na nie pomysł. I myślałam oczywiście, że szybko zabiorę się do pracy i prezenty będą gotowe wyjątkowo wcześnie. Tak się OCZYWIŚCIE nie stało. Już straciłam złudzenia, że kiedyś będzie inaczej. Chyba potrzebuję jednak presji czasu i nastroju świątecznego... Zdążyłam jednak i nawet własnoręcznie wywierciłam w nich otwory wiertarką :-) Było super!










Zawieszki pakowałam w uszyte przeze mnie woreczki.




Pozdrawiam serdecznie Drodzy Czytelnicy. I życzę żeby Was gwiazda prowadziła.


niedziela, 3 stycznia 2016

Jaki Nowy Rok, taki cały rok? Niech tak będzie!

Wyjątkowo spokojnie u nas. Spokojnie i świątecznie.  Zastanawiam się, czy rzeczywiście jest spokojnie, czy coś się zmieniło. Właściwie codziennie od pierwszego dnia Świąt są u nas goście, albo my kolędujemy u kogoś. Dzieci w domu więc ciągły harmider, "coś chcenie" na wciąż. A jednak... Jakoś niespiesznie. Z jednej strony mała śnieżna radocha, z drugiej 38,5 na jednym z czterech małych czół. Chciałam napisać dekoracji niewiele, ale widzę, że jednak trochę, może niezbyt czerwono i błyszcząco.



Na początek duży pokój i półeczka nad TV. Zawieszki z masy podobnej do solnej, ale bardziej białej i jednolitej. To moje absolutne odkrycie. Myślę, że zrobię o niej oddzielny wpis. W tegoroczne święta (tak, to już w tym roku) prawdopodobnie zaszaleję i powstanie więcej zawieszek i ozdób z tej masy. 





Jest i choinka. Jest miłosne wyznanie (na drzewie, jakże by inaczej) i ozdoby ręcznie przerobione (bombka owinięta sznurkiem). Podgryzane pierniki (nawet te ubiegłoroczne, choć w słoju z tegorocznymi dna nie widać ;-). I ozdoby z pierwszej wspólnej (małżeńskiej) choinki.





W przedpokoju. Drewniane zawieszki mojej produkcji, ubiegłoroczna gwiazda z patyczków laryngologicznych i niezwyczajne wydanie stajenki.





Miałam w planie większą ilość wianuszków, ale skończyło się na jednym. Resztę gałązek eukaliptusa cieszyło delikatnym zapachem podczas pakowania prezentów oraz w słojach i słoiczkach.



Pierniczki. Cała masa pierniczków. W tym sezonie upiekłam około... 500 sztuk. Ze 100 zjedliśmy zanim zostały wylukrowane. Na choinki w przedszkolu i szkole. Na wigilie klasowe. Na prezenty dla rodziny i przyjaciół. Dla nas :-). Jeszcze trochę mamy, ale niewiele... Moje dzieci wyjątkowo entuzjastycznie zabrały się do dzieła. Dziewczyny zapraszały na lukrowanie pierniczków swoje koleżanki. Na zdjęciach można zobaczyć stanowisko do pracy z piękną girlandą (to prezent :-). Lukier domowy z wykorzystaniem barwników spożywczych oraz posypki wszelkiej maści sprawiły, że nasze pierniczki powodowały oczopląs... Dla mnie, miłośniczki minimalistycznych,koronkowych ozdób lukrowych, to niemal szok ;-)




Dzieło mojej Marysi i Jej koleżanek z klasy.
Zabrały swoje pierniczki do domów, oczywiście.

W tym roku zaopatrzyłam się w celofanowe woreczki do pakowania. 
Do podpisania wykorzystałam wspomniane zawieszki.

Kilka wylukrowałam "po swojemu", ale kolor i posypki
dominowały :-).

Gwiazdka w wydaniu dziewczyńskim ;-).

Naszą stajenkę już widzieliście, ale niech będzie i w tym wpisie:

Pozdrawiam Was serdecznie w Nowym Roku Drodzy Czytelnicy. Dziękuję, że do mnie zaglądacie. 



poniedziałek, 28 grudnia 2015

Tajemnica Bożego Narodzenia.


Nasza stajenka. Zupełnie zwyczajna. Kamienna grota, pustynia, pasterze, zwierzęta. Niebo z wielką gwiazdą, z dala nadchodzą królowie, Józef, Maryja i na końcu Jezus. Zupełnie nie wiedziałam o czym napisać w ten świąteczny jeszcze czas. Nie było szaleństwa, choć pracy sporo. Raczej spokojnie i w zamyśleniu. Bez zamieszania zakupów, choć wieloma metrami papieru do pakowania prezentów. Przeżywając stary, a jednak całkiem nowy etap. Na końcu narodził się Jezus... Narodził się we mnie zupełnie zwyczajnej. Tej w trampkach, nie w elegancki botkach. Tej, która przesoliła świąteczną pieczeń. Tej z dłońmi, które mimo świąt haczą szorstkością o wełniany szalik. Tu jest Jego miejsce narodzenia. Niekomfortowa grota za miastem... Narodził się tam, gdzie potrzeba światła. Żeby rozegnać ciemność błędnego myślenia. Żeby nadać ważność i majestat... 







Tajemnica Bożego Narodzenia.... Prawdziwa i napełniająca pokojem. Nie tam daleko, pod wielką gwiazdą, ale tutaj blisko, bliziuteńko, JEST. 
Tego przekonania Wszystkim Wam Życzę

P.S. Kamienie na grotę zebraliśmy podczas wakacji nad Bałtykiem :-)