Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koktajle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koktajle. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 września 2017

Projekt 52 - część 4. Koktajle.

Projekt 52, to moje postanowienia na 2017 rok. Zdecydowałam, że w tym roku poznam 52 smaki nowych posiłków. 52, czyli jeden nowy smak / potrawa na tydzień. O szczegółach pisałam TUTAJ, w pierwszym wpisie z tej serii. Koktajle potraktowałam jako jeden nowy smak, a raczej element posiłkowy. Jak sami zobaczycie jest ich sporo i byłoby bez sensu każdy traktować oddzielnie. A z drugiej strony od stycznia 2017 roku często stanowią jeden posiłek w ciągu dnia i dbam o jego urozmaicenie, więc zdecydowanie powinny znaleźć się w zestawieniu projektu 52.



Koktajle. Moda na nie jak świat długi i szeroki, a ja się temu nie dziwię. Gdy nabrałam odrobinę wprawy i przygotowuję conieco wieczorem (choćby umycie składników) udaje mi się go wypijać w trakcie szykowania dzieci do szkoły, dzięki temu mój głód nie potęguje nerwowości poranka...

Koktajl najlepiej wypić w ciągu kilku minut po przygotowaniu, bo wtedy ma najwięcej cennych właściwości. Wiele substancji (np. witamin) szybko się utlenia co można obserwować po zmianie koloru koktajlu.

Jak przygotowuję koktajl? Niby proste, ale w książeczce (jednej malutkiej) z przepisami bardzo często występuje zdanie: sok z..... wycisnąć w wyciskarce. Wyciskarki nie posiadam, ale na myśl wyciskania soku z owoców/warzyw w jednym urządzeniu, po to by przelać je do drugiego i dalej przygotowywać specyfik nadal mam ciarki...
Tak więc wszystko umieszczam w blenderze kielichowym. Nawet twarde warzywa typu burak, marchewka, te potrzebują nieco dłuższego miksowania.
Z jabłek i gruszek wycinam środek, miksuję ze skórką.
Właściwie to zazwyczaj zostawiam skórkę na owocach, obieram tylko marchew, buraczki lub pietruszkę - korzeń.
Z pomarańczy obcinam tylko pomarańczową skórkę i całą pomarańczę wrzucam do blendera. Ta biała skórka pod nią (albedo) jest bardzo wartościowa i najlepiej ją zostawić, jednak to już rzecz gustu i przyzwyczajenia, jest bowiem gorzka. Jestem zdania, że koktajl ma nam smakować, to nie lekarstwo. Choć muszę przyznać, że do niektórym smakom musiałam dać szansę. Jeden z nich stał się nawet jednym z ulubionych.
Tak przygotowany koktajl w zasadzie nadawałby się do jedzenia łyżką dlatego zazwyczaj dolewam do niego wodę, tyle ile trzeba aby pić go przez słomkę.

Jak wspomniałam pomocą dla mnie jest książeczka o koktajlach, która była darmową wkładką do jakiejś gazety. Książeczka okazała się bardzo pomocna, bo nie wpadłabym na wiele połączeń, które okazały się tak trafione smakowo. Po dziesiątkach wypitych koktajli już wiem: nie lubię połączeń wielu smaków, 2-3 składniki i woda - to odpowiada mi najbardziej. Staram się także aby koktajl zawierał warzywo, wtedy jest bardziej odżywczy i sycący. I tutaj mam na myśli powszechny podział na warzywa i owoce. Chodzi mi o to, że pod pojęciem "warzywo" w tym przypadku mam na myśli także np. ogórki, pomidory i paprykę, które biologicznie rzecz ujmując są owocami (w nich zawarte są nasiona).
I oczywiście najlepiej gdy jest zielony, ale nie robię z tego głównej zasady. Jako zielone składniki używam: pietruszkę (uwielbiam), jarmuż i młody owies.

19. Koktajle



To mój ulubiony koktajl - wzmacniający. Podczas przeziębienia dodaję sporo imbiru.

*Papryka 
*Pomarańcza 
*Imbir (opcjonalnie)
*Woda





*Papryka 
*Pomarańcza 
*Młody owies
*Woda














*Pomarańcza
*Jarmuż
*Woda




*Gruszka
*Ogórek
*Natka pietruszki
*Młody owies
*Woda



Ten koktajl zajmuje drugie miejsce w ulubionych. To on zupełnie nie smakował mi za pierwszym razem, ale dałam szansę. Jest prosty i bardzo orzeźwiający

*Jabłko
*Cytryna
*Natka pietruszki



*Jabłko
*Młody owies
*Cytryna
*Woda



*Jabłko
*Seler naciowy
*Cytryna
*Woda



*Burak
*Papryka
*Jabłko
*Pomarańcza
*Rooibos - herbata






*Burak
*Jabłko
*Woda



*Gruszka
*Botwina
*Woda



*Pomarańcza
*Mango
*Woda




*Rabarbar
*Jabłko
*Woda




Wypróbowałam dwa razy. Jednak surowe szparagi to za duży kaliber dla mojego brzuszka...

*Truskawki
*Szparagi
*Woda












*Jabłko
*Rabarbar
*Seler naciowy
*Woda














Jeśli jesteś ciekawy czego próbowałam w ramach projektu linki poniżej:




niedziela, 21 lutego 2016

Na zdrowie. Mikstura na przeziębienie. Syrop na kaszel z cebuli. Jak podać dziecku trrrran.



Niestety sezon chorób przed nami. Z jednej strony w powietrzu czuć (albo chce się czuć) wiosnę, a z drugiej jeszcze ponad miesiąc zimy. I to właśnie teraz zarazki budzą się ze snu... Nas też nie ominęły. Przepisy, które dziś podaję już były na blogu. Postanowiłam jednak je przypomnieć, bo gubią się w czeluściach bloga i mojego gadania... Mikstury naturalne, więc sprawdzą się dla kobiet w ciąży, jeśli je przełkną oczywiście. Ja osobiście leczyłam się nimi z powodzeniem będąc w tym stanie.

Mikstura na przeziębienie

Bardzo skuteczna, przynajmniej dla mnie. Smak średni, ale traktuję ją jak lekarstwo i nie biorę zbyt dużo, więc do przeżycia. TUTAJ pisałam jak ratowała mnie z opresji.


Składniki:
  • 125 ml wody
  • 10 cm świeżego kłącza imbiru
  • 2 cytryny
  • 10 ząbków czosnku
  • 3 łyżki miodu
Przygotowanie:

Cytryny dobrze szoruję i zcieram na tartce skórkę, lub ją obieram cieniutko do pojemniczka blendera. Cytrynę filetuję (filmiki można znaleźć na You Toube, chodzi po prostu o wydobycie miąższu owoca bez białych skórek) i umieszczam w tym samym pojemniczku. Obieram ząbki czosnku i imbir i dodaję do cytryn. Imbir kroję na nieco drobniejsze kawałki. Dodaję miód i wodę i wszystko miksuję w blenderze. Gotową miksturę przechowuję w lodówce. 

Sposób użycia:

3-4 razy dziennie po 2 łyżeczki. Z miksturą nie należy przesadzać, gdyż składniki są bardzo silnie skoncentrowana i można podrażnić sobie żołądek czy wątrobę. Jeżeli chcemy podać ją dziecku można zbierać tylko część płynną znad zawiesiny. Jak wspomniałam, traktuję ją jak lekarstwo i nie popijam przy każdym podejściu do lodówki.

Syrop z cebuli.

Jego smak bardzo kojarzy mi się z chorowaniem w dzieciństwie i muszę przyznać, że to dość miłe wspomnienie... Leczyłam się nim także z dość silnego kaszlu w ciąży i bardzo mi pomagał. Jak dla mnie smaczny, ale to już indywidualna kwestia. Syrop działa przeciwbakteryjnie, przeciw wirusowo i wykrztuśnie. W sieci można nawet znaleźć fragmenty z publikacji naukowych. Wyczytałam, że składniki zawarte w soku z cebuli zabijają prątki gruźlicy! TUTAJ moje wcześniejsze zmagania z chorobą w towarzystwie tego syropu.


Składniki:
  • Cebula
  • Cukier

Sposób przygotowania:


Cebulę kroję w kostkę i przesypuję cukrem. Zostawiam aż cebula puści sok (3-4 godziny). Gdy cebula daje dużo soku i pijemy go dłużej niż jeden dzień to syrop należy przechowywać w lodówce. Zazwyczaj zużywam jedną cebulę na dzień.
To cebulowe panaceum można też przygotować na bazie miodu (zamiast cukru). Można także dodać plastry cytryny (poprawi smak). Ja zawsze przygotowuję klasycznie.

Sposób użycia:

3-4 razy dziennie po łyżce stołowej. W przypadku dzieci: 2-3 razy dziennie po małej łyżeczce. Syrop należy stosować jak lekarstwo, duża ilość soku z cebuli może podrażnić wątrobę. Takie dawkowanie jest wystarczające i daje rezultaty. 

Jak podać dziecku tran, czyli witaminy Pana Kleksa.

Ci którzy oglądali "Akademię Pana Kleksa" z pewnością pamiętają Jego szaloną i kolorową kuchnię. Tak nazwaliśmy tran z sokiem, żeby wizualnie i fonicznie pozytywnie podać go dzieciom :-).


Z doświadczenia wiem, że nawet te smakowe trany, choć pachną dość przyjemnie, w smaku już wcale takie nie są (używamy od lat M⍥llers).  I ten pomysł powstał, jak wiele super pomysłów, przez przypadek. Pamiątka po pewnej miłej sąsiadce Gosi :-). Dzieliłam się nim wiele razy z posiadaczami dzieci i wiem, że jest stosowany z sukcesem :-). Do kieliszka wlewam łyżeczkę nierozcieńczonego soku malinowego, a następnie odpowiednią dawkę tranu. Tran to olej dlatego utrzymuje się na powierzchni soku, co bardzo podoba się dzieciom. Zostaje wypity jako pierwszy, a jego przykry posmak szybko łagodzi słodki sok z malin :-). Ot cała tajemnica, niby nic, a od kilku lat (w sezonie jesienno-zimowym) moje dzieci w ten sposób spożywają tran. Podaję go w maleńkich (wielkość kieliszka) słoiczkach po konfiturach. Są z grubego szkła i przez to bezpieczniejsze dla dzieci. Nie lubię podawać tranu w plastikowych kieliszkach, bo bardzo trudno domyć je po tranie i "ten" zapach pozostaje. 


Koktajl wzmacniający

Dochodzę do siebie po przeziębieniu, które zadziwiająco szybko mija. Wspomagam się moim odkryciem: koktajlem wzmacniającym: paprykowo-pomarańczowo-imbirowym.


Składniki:

  • Czerwona papryka
  • Pomarańcza
  • 2 plasterki imbiru
  • 1/2 szklanki wody
Sposób przygotowania:

Paprykę myję i wycinam gniazdo nasienne, kroję na nieduże kawałki. Pomarańczę obieram i filetuję (wycinam sam miąższ). Imbir obieram i odkrawam dwa plasterki. Wszystkie kawałki owoców, imbir i wodę umieszczam w blenderze i miksuję. Jeśli koktajl jest za gęsty dolewam wodę. 

Miłej niedzieli Drodzy Czytelnicy i dużo zdrowia Wam życzę!



czwartek, 6 sierpnia 2015

Truskawki-podsumowanie sezonu.


W tym sezonie zjedliśmy i wypiliśmy naprawdę dużo truskawek. Dzisiaj zebrałam zdjęcia w jeden wpis. Truskawki nie zniknęły zupełnie z rynków, więc raz po raz jeszcze korzystamy. Na początek koktajl truskawkowy. Był świetnym drugim śniadaniem albo podwieczorkiem. Orzeźwiający, smaczny i sycący. Dzieci bardzo chętnie go piły i niemal codziennie znikał cały dzbanek gęstego specjału.



"Kto z kim przestaje takim się staje"... Nigdy nie przepadałam za maślanką. Natomiast mój mąż uwielbiał od zawsze. I w tym roku ja poczułam owo uwielbienie, o czym będzie jeszcze za chwilę. Wracając więc do koktajlu: przygotowywałam go z maślanki. Truskawki były doskonałe, nie używałam cukru, a maślanka jeszcze podkręcała smak. A wyglądało to tak:


Na drugim miejscu frużelina truskawkowa. Korzytałam z Tego przepisu. Frużelina to owoce w żelu. Powstają błyskawicznie i są fantastyczne do deserów i naleśników. Nie pasteryzowałam jej, robiłam i zużywaliśmy na bieżąco przechowując 2-3 dni w lodówce. Dzieci uwielbiały. Tutaj również niewiele dodatkowego cukru. 


Opowieść tuskawkowa trwa :-) Do frużeliny pyszny deser Panna Cotta. Z widzenia znałam go od dawna, ale jakoś nie po drodze nam było. Zazwyczaj przygotowuje się ją w naczyniach, z których wyjmuje się tę pannę, podając na talerzyku. Ja zachwyciłam się koncepcją podawania deserów w słoiczkach.  Widziałam takie desery na kilku blogach np. TUTAJ. Po pierwsze bardzo odpowiada mi to wizualnie. Takie skrajnie proste. Po drugie bardzo to praktyczne. Deser należy przechowywać w lodówce. Gdy zastygł słoiczki zamykałam. Nie przechodziły zapachy lodówkowe w żadną stronę. Przygotowywałam więcej słoiczków i mogłam je ustawić w lodówce jeden na drugim. No uwielbiam po prostu. 


Panna Cotta ze świeżymi owocami...

 Panna Cotta ma wiele wersji. Podstawą (chyba zawsze) jest śmietana kremówka i bardzo dużo cukru. To deser włoski, a włoskie desery są zdecydowanie słodkie, dla mnie za słodkie. Użyłam połowy cukru z przepisu. Poza tym dodaje się mleko, czekoladę, jogurt lub maślankę. Wersji jest bardzo dużo. Dodatków jeszcze więcej. Do wypróbowania: z galaretką z espresso! Jak już pisałam na początku, mnie zachwyciła maślanka. Moim zdaniem jej kwaśny smak dodaje świeżości i charakteru i w tym przypadku. Chciałam w tym miejscu zapodać link do deseru i przekonana byłam, że pochodzi ze strony Moje Wypieki, ale nie mogę go tam znaleźć. Polecam stronę, bo zawera kilka wariacji Panna Cotta. Tymczasem podaję przepis z moimi zmianami. Jako dodatek rzeczona frużelina.


Panna Cotta na maślance (lub jogurcie).  (3-4 porcje)

Składniki:
  • 150 ml śmietany kremówki
  • 300 ml maślanki (lub jogurtu)
  • 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią (w oryginalnym przepisie połowa laski wanilii)
  • 4 łyżki cukru (w oryginalnym przepisie 8 łyżek - zrobiłam tak pierwszy raz i to było za dużo...)
  • 1 łyżeczka żelatyny ( w oryginalnym przepisie 3,5 łyżeczki. W moim zamyśle deser jest jedzony z naczynia i ma luźniejszą konsystencję. Jeśli planujemy go wyjąć należy zwiększyć ilość żelatyny. Moim zdaniem wystarczy do 2 łyżeczek. Nie lubię takich sztywnych deserów, ale to już kwestia gustu)
Przygotowanie:

Żelatynę umieszczam w niewielkim naczyniu i zalewam 2 łyżkami zimnej wody, odstawiam.
Połowę śmietany podgrzewam na małym ogniu z cukrem i cukrem waniliowym lub połową laski wanilii i wyskrobanymi z niej ziarenkami) do jego rozpuszczenia. 
Odstawiam i dodaję namoczoną żelatynę, mieszam do jej rozpuszczenia. Zostawiam do lekkiego przestudzenia. 
Stopniowo dodaję maślankę. Nie od razu żeby nie powstały grudki żelatyny. Jeśli tak się stanie można przelać całość przez sitko. Za pierwszym razem powstały mi drobne grudki, bo za szybko wlałam maślankę. Należy, zwłaszcza na początku, dodawać maślankę małymi porcjami (po łyżce).  Na końcu dodałam ubitą na sztywno drugą część śmietany. Masę przelewam do pojemniczków. Wstawiam do lodówki, najlepiej na całą noc. Można podawać z konfiturami lub po zastygnięciu zalać warstwą galaretki. 


Miejsce trzecie: bezy z bitą śmietaną i truskawkami. Kiedyś przygotowywałam duży torcik bezowy. W tym roku z okazji urodzin córki zapodałam takie małe deserki. Znacznie wygodniejsze w podaniu. Jeśli użyjemy tylko ubitej śmietany kremówki trzeba je zjeść dość szybko, bo beza mięknie, Jeśli chcemy żeby deser mógł postać chwilę dłużej do kremówki można dodać serka mascarpone. TUTAJ pisałam o takim właśnie kremie, który przygotowuję do tortów. Deserek ozdobiony i podkręcony listkami mięty ogrodowej.





Miejsce czwarte, co nie oznacza najniższe: konfitura truskawkowa :-). Tutaj zdecydowanie bardzo słodko. Wypróbowałam na części truskawek żelfix. Wyszło nieźle. Są plusy i minusy. Jednak jestem w tym względzie tradycjonalistką i nawet większa ilość cukru wygrywa na rzecz tradycyjnej konfitury. 

Składniki:

  • 2 kg truskawek
  • 1 kg cukru
  • sok z jednej cytryny


Przygotowanie:

Połowę truskawek zasypałam cukrem, wycisnęłam sok z cytryny i gotowałam na małym ogniu ok 2-3 godz. Gdy konfitura dość mocno zgęstniała dodałam drugą część truskawek i znów gotowałam do zgęstnienia. Dzięki temu, że część truskawek dodałam później w konfiturze mam także całe, nierozgotowane owoce. 

Pozdrawiam serdecznie Drodzy Czytelnicy. Truskawki mijają, lipiec minął. Lata jakby ubywa. Żniwa... Jesień? Nieeee....