Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapki. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Tak od czapy.

Już tak bywało, już o tym pisałam. Mam co robić, mam bierzące do uszycia (czeka moja osobista torba na wszycie rączek i strój na bal przebierańców). Tymczasem nachodzi myśl: uszyję czapki i kominy do tego! No i szyję :-). Wyciągnęłam resztki dzianin, są w wielu miejscach posztukowane (co dodało im uroku i charakteru), i taaa daaam. Dziewczynki same dobierały dodatki. Trwało nie krócej niż szycie takiej czapki ;-). 



Zdarzenie to miało miejsce pod koniec poprzedniego tygodnia. Po czym w weekend rozpoczął się proces chorobowy. Na początku powolny, żeby wczoraj władować mnie do łóżka. Zdjęcia z telefonu, zrobione na piątkowym spacerze. Jak widać telefon nie poradził sobie z taką ilością słońca. Bez obróbki, niektóre tylko spionizowałam, dlatego są nierówne. Wpis potrzaskany jak moje zatoki ;-).




Co tu pisać, nie ma co zwalić choroby zatok, bo czapki wszyscy bardzo lubimy i chętnie nosimy. A rozwaliło mnie tak, że nie przeszkadzały mi okruchy pod stopami, które leżą wszędzie (może dlatego, że ich nie słyszałam ;-). Jednak nie na tyle żeby dokończyć jednak to przebranie na balik, który odbył się wczoraj...



 Jak już leżałam wczoraj w tym łóżku to pooglądałam trochę telewizji (czytać nie dałam rady, bo litery się rozjeżdżały). Przeraziłam się reklamami leków i suplementów... Nawet nie ilość mnie przeraziła (choć może), oglądałam z ciekawości (pracowałam przez kilka lat w aptece). Suplementy na odwodnienie organizmu (żeby schudnąć) i trawienie (to samo) i przeczyszczenie (j.w.). Próbują mi wmówić, że mój organizm nie potrafi strawić jedzenia, które jem, albo to, że wszyscy jedzą niezdrowo (więc ja też). Natomiast włosy i paznokcie nie urosną jeśli im nie pomogę. Druga rzecz to ilość leków, które kilka lat temu była na receptę, teraz jest bez. Niektóre to poważne leki, które doprowadzały do chorób osoby, zażywające je przez lata. O lekach na przeziębienie to nawet nie ma co gadać... Jestem przerażnona, co można sobie zrobić tymi "pomocnikami". Rozregulować organizm tak, że rzeczywiście nie będzie potrafił samodzielnie funkcjonować.... Może właśnie o to chodzi? 


wtorek, 29 października 2013

Jesień wierszem malowana.

To tytuł szkolnego przedstawienia. W ciepły jesienny wieczór, w kraciastej spódnicy dumnie maszerowałam na szkolną aulę. Świetne przedstawienie: wiersze, piosenki, deszczowe tańce.... było pięknie. Dzieci tak urosły... Helenka chciała ubrać się jesiennie i chyba się udało. Na początek beret - kiedyś mój. Ostatnio podczas przeprowadzki wyjęłam moje berety (sztuk 5). Helena była nimi zachwycona i teraz ona przejęła beretową pasję ;-) Był czas, kiedy to było moje ulubione nakrycie głowy. Jeden z kolekcji (zielony) miałam haftowany. Pamiętam, że planowałam ozdobić wszystkie, ale nie pamiętałam dlaczego skończyło się na tym jednym. Teraz sobie przypomniałam. Bardzo ciężko i powoli haftuje się wełnę, trudno przechodzi przez nią igła. Ten został ozdobiony na potrzeby przedstawienia :-) Czas: 3,5 godz...



I spełnione marzenie Heleny - dłuuuuuga spódnica. Czas beretów był dla mnie także czasem długich spódnic i to dokładnie takich. Uwielbiałam je - długie, proste z szeroką falbaną na dole. Takie a'la Maria Skłodowska - Curie. Jaka matka taka córka? Bywają chwile, kiedy nie mogę się nadziwić jak bardzo jest do mnie podobna.... Pomarańczowe ponczo (także moje, sprzed lat) i kropelka elegancji, czyli biała koszula dopełniają jesienną stylizację. No i były jeszcze korale z jarzębiny. Wyglądała ślicznie i ciepło :-) Taka właśnie jest Droga Helena...



Na zdjęciach tego nie widać więc jeszcze kilka słów. Spódnica w pasie ma wszyty pasek, a w pasku jest guma Sprawdzone rozwiązanie: dzięki temu, że jest pasek można spokojnie wpuścić bluzeczkę i całość wygląda ładnie. Gumka sprawia, że spódnica jest wygodna i jak to mówią "rośnie z dzieckiem". W pasku zamontowałam też szlufki. Przez które przełożyłam taką szarfę zakończoną liśćmi :-) Miałam oczywiście niebywałą radość z szycia :-)


 Na zakończenie: mglisty poranek na 10 piętrze... Zachwycam się każdego dnia...



Ciepło i jesiennie pozdrawiam


czwartek, 27 września 2012

Równonoc jesienna, mosiądz i modelka...

...czyli co ma piernik do wiatraka? 
Chciałam zacząć, że będzie o tym jak żegnaliśmy lato. Jednak zważywszy na to, jaki nacisk kładzie się obecnie na pozytywne myślenie napiszę: O tym jak witaliśmy jesień :-) Jesień przywitaliśmy w pięknych warunkach krajobrazowych. 
Niestety nie mam zdjęć ukazujących szerzej te okolice ale mam kilka, które opiszą nastroje panujące :-) 




Przyjęliśmy zaproszenie do domku w Wiktorowie nad jeziorem Ostrowieckim. Domek uroczy, z dużą ilością drewna i... mosiądzu. To trzeba napisać: co chwila naszym oczom ukazywał się kolejny zjawiskowy okaz. Budząc naszą radość i zainteresowanie. I muszę przyznać, że w tych okolicznościach wyglądały wszystkie idealnie i nienachalnie. W mosiężnym dzbanku stała Nawłoć Pospolita*, mosiężny dzwon zwoływał na posiłek mosiężny osprzęt przycinał knoty i gasił świece, które stały w mosiężnych świecznikach. A ile ich było? Tak, zadaliśmy sobie to pytanie i urządziliśmy konkurs. Osobiście zajęłam trzecie miejsce, moje dziecko drugie, a nasza Gospodyni pierwsze. Nikt nigdy nie liczył tamtejszych cudów, więc powołaliśmy komisję liczącą, a przed przystąpieniem do liczenia przyjęliśmy zakłady. Miałam plan: jeśli wygram to wmówię gospodyni, że nagrodą miał być jeden mosiężny przedmiot (uroczy świecznik;-). Oczywiście komisyjnie zostałby on usunięty wtedy z domowego spisu. Tak się jednak nie stało, a 80 sztuk mosiężnych okazów pozostało na swoim miejscu :-)


Jako, że jesień zabraliśmy odświeżone jesienne nakrycia głowy i szyi. Miałam nadzieję, że w sprzyjających warunkach dzieci posłużą mi za modele. Ostatecznie, moja córka wyraziła chęci, zaznaczyła jednak, że sesja na Jej warunkach... czyli Ona pozuje i wybiera zdjęcia na bloga ;-) Tak więc me pierworodne dziecię pozowało jak modelka... Byłam zaskoczona. Wygladała uroczo i bardzo profesjonalnie. Prezentuję więc moje i nie tylko, szycie i nie tylko TADAM...


To nie ustawka, odświeżona odzież nie zdążyła wyschnąć w domu...

Zestaw różowy. 
Pierwsza powstała czapeczka i wyszła spod mojego szydełka. Czapeczka wszystkich rozbawia, posiada bowiem 3 otwory na kitki :-) Zawsze mieliśmy problem z kitkami pod czapką. Zrobiło mi w głowie "DZYŃ" i wydziergałam czapkę, w której swobodnie czuje się fryzura jedno lub dwu, a nawet trzykitkowa! (tak, bywały i takie, ale to zupełnie inna historia). Uszyłam także chustki pod szyję z aplikacjami. Mięciutki polar daje ciepełko, a delikatna dzianinka otulenie. To bardzo wygodne "przydasie". Używamy ich cały sezon. Zapinane na rzep, szybko zdejmowalne, bez supełków pod szyją.






Zestaw czerwony. 
W zestawie czerwonym udział brała moja mama, która na drutach wydziergała golfik. Wygodny, szybki i ciepły. Moim dziełem jest czapeczka, nieco cieplejsza od różowej, z grubszej włóczki. To jest czapeczka młodszej córeczki, ale Ona bawiła się z ciocią i nie miała ochoty na zdjęcia...




Zestaw pomarańczowy.
Druga chusteczka pod szyję, dla drugiej córy w Jej ulubionym kolorze. To było w ubiegłym sezonie i zdaje się, że teraz chętnie założyłaby fioletową... To ze względu na Nią uszyłam te chustki. Ona nie znosi szalików, dusi się, nawet jeśli są zawiązane na wysokości pasa, a nie szyi... Jakoś mnie to nie dziwi, mamy już taki przypadek w rodzinie ;-) Tak więc, sposobem... mamy okrycie szyjne dla wymagających przypadków. Śliczne ponczo to rękodzieło cioci Dobrochny. Takie piękne, rzadkie imię, a my mamy aż dwie ciocie Dobrochny yyy :-) (To jest charaktrystyczne przeciąganie ostatnich liter wyrazu celem pochwalenia się i zaznaczenia wyjątkowości sytuacji. Intonacja charakterystyczna dla dzieci i nie tylko ;-)







Indianska Jesień :-)


Zielono - żółte getry. 
To prezent od Cioci Kasi. Cioć Kaś mamy kilka, a ta dzierga na drutach ;-) Ciocia Kasia ma także zdolności prorocze, bo dla drugiej córy wydziergała getry fioletowe, który to jest Jej ulubionym kolorem w tym sezonie (widać je na zdjęciu z suszącym się praniem).



Warunki sesji zdjęciowej.
Poza wymienionymi wyżej warunkami wzięcia udziału w sesji, obiecałam mojej modelce, że będzie mogła stanąć także po drugiej stronie obiektywu. I oto co pokazała:





Szewc w butach: dla siebie uszyłam urokliwy szaliczek, bardzo
dziewczyński. Różowy polarek i kolorowa dzianinka,
 oj lubię, lubię...
*P.S. Miałam już zakończyć, ale mnie męczy jedno zagadnienie... Blog jest mój, więc piszę co chcę, a czytelnicy mogą nie czytać ;-) Super!
Otóż na naszym wyjeździe pojawił się temat Nawłoci i Mimozy. Te zapowiadające jesień żółte kwiaty to z pewnością Nawłoć Pospolita. Z Mimozą nie ma właściwie NIC wspólnego. Dlaczego u nas taka nazwa funkcjonuje? Nie mam pojęcia. Czy to tylko za sprawą słynnego: "Mimozami jesień się zaczyna..." J. Tuwima (śpiewana przez Czesława Niemena). Mamy sporo mylnie funkcjonujących nazw botanicznych, niektórych powodów pomyłek domyślam się (np. duże podobieństwo kwiatów czy liści). Tutaj powodu nie znam i jakoś nie mogę znaleźć. Zapodaję takie śliczne morfologiczne grafiki (zdjęcia pochodzą z Wikipedii), a kto ciekaw tematu to zapraszam do zgłębiania :-)



 
Mimoza wstydliwa


Nawłoć Pospolita