Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breloczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breloczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

Z zimowego snu obudziły się stwory...




Nie, nie będę pisała, że wśród tych stworów jestem ja, że ciężkie przedwiośnie, że ogarnąć się nie mogę. Wręcz przeciwnie. Dzieje się bardzo dużo i do sms-a, którego pisałam w piątek do mojej imienniczki nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak dużo. Tak więc nie ma mnie na blogu, bo czasu już brakło. Dzieje się jednak sporo i robi się całkiem sporo. Mam nadzieję wkrótce uzupełnić braki. Zobaczymy. Ostatnio poczytałam jednak o tym przedwiośniu i zmianach zachodzących w organizmie na skutek wydłużającego się dnia. Wniosek jest jeden: nie należy przeginać i naszemu "nosicielowi" duszy pomagać. Dziś jednak nie o tym. Z pierwszymi promieniami wiosny zaczęłam ogarniać to, czego nie ogarniam od kilku tygodni, a nawet miesięcy. Dokończyć, dokończyć, dokończyć, mówi mi wszystko dookoła. Miałam nadzieję, że w tym czasie zabiorę się za NOWE, ale jednak dokończyć ciągle woła moja głowa. Zaczęłam od koszyczka z pracami do szycia. I tam od kilku tygodni leżał niedokończony breloczek, dzieło moje i córki oraz niedokończone nowe ubranko dla przytulanki dziecka numer 3. 



Kilka lat temu, a dokładnie TUTAJ, moje dziewczynki zaprojektowały sobie maskotki. I wtedy uszyłam każdej z nich po jednej, a pozostałe projekty odłożyłam na kiedyś. Moja młodsza córka nie dawała mi spokoju do teraz... Obie uznałyśmy jednak, że fajnie będzie zrobić z projektu breloczek, zwłaszcza, że projekt uwzględniał hak na ogonie. Projekt został nieco zmieniony, ale podobieństwo jest i to nieprzypadkowe. Stwór został nazwany Spiki, i to się nie zmieniło przez te 3 lata...







W koszyku "niedokończone" stwór spotkał drugiego stwora - gołego... Niedobrze... Otóż Krokodyl zmienił swoje wymęczone, dziurawe, kraciaste ubranko na śliczny i twarzowy (?) kraciasty ;-) przyodziewek. No nic, zmiana jest zasadnicza. Dostał też nowy plecak. Jest gotowy na podróże: małe i duże.







Na przedwiośniu dokończyliśmy rodzinnie jeszcze jedną ważną sprawę. Odwiedziny w nowym domu naszych Przyjaciół. Z tej okazji do życia został powołany jeszcze jeden stwór. Stwór - maskotka - poduszka - przytulak. Kurczak? Sowa? Bocian? Zdania były podzielone. Jaki jest? Każdy widzi!



Takie to stwory obudziły się u nas na wiosnę. Jest kolorowo i wesoło. Serdecznie Was pozdrawiam i dużo zdrowia życzę!


niedziela, 7 lutego 2016

Co jeszcze powstało z drewnianych plasterków.

Mąż do Żony:
- I dla Ciebie też coś kupiłem... 
-????
- Zestaw wierteł do drewna.
- :-) :-)

Żona posiadła bowiem umiejętność, która od dawna była jej marzeniem: obsługiwania wiertarki ;-). 







I jeszcze wymarzone: drewniane ciężkie guziki na rolety w przedpokoju i kuchni. Z najbardziej malowniczych plasterków. Nawet ich nie gładziłam papierem, są cudne....



Te wcześniejsze też nie były złe, zwłaszcza gdy się dowiedziałam, że to nie jest plastik tylko kokos :-). Zawsze wydawały mi się za ładne jak na plastikowe... Zapodam poniżej zdjęcia, które już były, dla całkowitego spojrzenia na sprawę. Bardzo lubię te rolety. Odkąd je uszyłam nie założyłam tych wcześniejszych. Ostatecznie po praniu zawsze wracają na okno...


Dobrej Niedzieli Drodzy Czytelnicy. I całego tygodnia także.


sobota, 25 kwietnia 2015

Moja torba.

Długo mnie nie było. Taki czas, dużo się działo, jeszcze więcej pracowało. Powroty są trudne, ale mam nadzieję, że mi się uda :-). Dziś pokazuję torbę, którą noszę już dwa miesiące. Jestem z niej bardzo zadowolona. 
Zazwyczaj robię zakupy przy okazji spaceru, albo spacer przy okazji zakupów...  Od dawna myślałam, żeby uszyć sobie torbę podręczną i na zakupy w jednym. Nie wiedziałam czy się sprawdzi, czy będzie wygodna. Jedyną możliwością na zdobycie tej wiedzy było uszycie i używanie.  



Z jednej strony torby mam kieszeń, która zajmuje całą powierzchnię. Potrzebuję takiej np. na książeczki zdrowia, gdy chodzę do lekarza z dziećmi. Fajne jest szycie dla siebie. Dokładnie wiem czego brakowało mi zawsze w torbach gotowych, albo co w jakiejś szczególnie lubiłam. Teraz mam wszystko w jednej. Co jeszcze? Torba ma rączki i długi, odpinany pasek. Używam obu opcji. Na rączki i pasek naszyłam kawałki skóry, dzięki czemu nie zsuwają się podczas użytkowania. Poza tym torba jest zapinana, co nie częstko zdarza się w przypadku takich dużych toreb. Zamek jest rozdzielczy, więc gdy go rozepnę całkowicie, to jakby go nie było i nie zmniejsza mi, że tak napiszę, "wlotu" do torby, co zdarzało mi się w innych torbach tego typu. W środku oczywiście duża kieszeń na zamek z miejscem na portfel, komórkę itp. To chyba tyle tytułem opisu. No i ważna sprawa, wymiary: 50cm ✕ 40cm  ✕ 10cm. 


To moja pierwsza taka duża torba i zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Pokazuję Wam ją po kilku tygodniach użytkowania i stwierdzam, że jest super. Mimo wielkości jest wygodna i praktyczna. 


No i jeszcze tkanina. To IKEA na zewnątrz i w środku. Muszę kupić sobie jakiś mały zapas, bo te tkaniny, które szczególnie spodobają mi się w IKEA bardzo szybko z niej znikają... A ta podoba mi się szczególnie właśnie ;-). Zapomniałabym! Zrobiłam sobie też nową zawieszkę  do kluczy z tegoż!


Pozdrawiam Was serdecznie. 


niedziela, 15 września 2013

Breloczki.



Ostatnio wspomniałam, że lubię bardzo duże i teoretycznie przeszkadzające breloki :-) Teoretycznie, bo w praktyce nie przeszkadzają mi w ogóle. Wykopałam zdjęcia z wiosny tego roku, kiedy to uszyłam jeden breloczek dla siebie (ten różowy) Pozostałe dla osób, którym podobały się te moje "przeszkadzajki" ;-) Mają już kilku fanów wśród znajomych. Ja swój breloczek zmieniam z porami roku, tak mam, a kto mi zabroni? ;-)




Trzeba przyznać, że są bardzo rozpoznawalne. I gdy na przykład zostawimy kluczyki z takim brelokiem w szatni przedszkola to zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie wiedział do kogo zguba należy :-) Nie wiem jak inni właściciele tych breloczków, ale ja noszę je tak, że wystają z torebki. Klucze gdzieś na dnie torbiszcza, a kwiatek na zewnątrz. Uprzedzam pytania: nigdy mi klucze nie wyleciały (torbę zapinam) i nikt mi kluczy nie wyjął (torbę zapinam).




Z pozdrowieniami

środa, 11 września 2013

Torba na wakacje...

Dużo się dzieje ostatnio i choć mam podszykowanych kilka wpisów to nie po drodze mi je zakończyć i opublikować. Dziś mała mobilizacja. Wspomnienie lata, choć czas już szykować jesienną ramówkę ;-)
Taką torbę uszyłam sobie na wakacje, ale jej nie nosiłam... Sama nie wiem dlaczego. Jak przypuszczam (aż trudno to napisać na głos ;-) nie chciało mi się przepakować do niej wszystkich rzeczy... Jaka jest każdy widzi ;-) Duża i lniana. Jak widać jest też breloczek. Breloczków mam już kilka na koncie. Bardzo je lubię. Ten powstał celem dyndania przy torbie. Zazwyczaj szyję z pojedynczym kwiatkiem do kluczy.



Torba na moim ramieniu. Takie zdjęcie najlepiej pokażą jej wielkość. Taka nie bardzo duża, ale spora. Uszyłam z końcówki lnu i wielkość musiałam dostosować. Tym razem mój rozmach został ograniczony ;-) Mam już w planie znacznie większą, jesienną. Kupiłam nawet materiał.



W środku kieszenie. Bardzo praktyczna duża kieszeń z gumką - z myślą o portfelu, który zawsze trudno znaleźć. W takiej kieszeni będzie łatwo dostępny. Druga kieszeń, zapinana na zamek, na inne przydasie.



Z pozdrowieniami