Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Napoje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Napoje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Zjadając ostatni kawałek sernika....



Zjadając ostatni kawałek sernika cynamonowo-kajmakowego na wyszczerbionym talerzyku myślę sobie o tych kilku dniach za nami. Zdrowa część naszej rodziny (3/6) pojechała dziś, po obiedzie, z misją specjalną do Dziadków i nie tylko. Było nam razem bardzo dobrze i spokojnie, chociaż wcale niełatwo. Doświadczyłam kilku ważnych sytuacji, które pozostaną ze mną na zawwsze. Po pierwsze Wigilia bez opłatka i 12 potraw to ciągle Wigilia.


Zapomnieliśmy o opłatku, tak właśnie. Okazji aby go nabyć było dużo, ale zawsze wydawało się, że jeszcze na to czas i zawsze w głowie krążyła myśl, że wyjeżdżamy. Jednak podróż do Dziadków musieliśmy zamienić na spacer do lekarza. I dzień przed Wigilią okazało się, że zostajemy w domu. Już kilka razy tak było, ale ten rok dla naszej rodziny był wyjątkowy i bardzo zależało nam żeby być ze wszystkimi, nie udało się. Pewnych sytuacji nie da się przewidzieć, a gdy się wydarzają trzeba je przeżyć, nie można przespać.... Tak więc zamiast opłatka były podpłomyki, tak właśnie. Nie odwołano też Wigilii ze względu na brak karpia i kapusty z grochem, do 12 potraw duuużo brakowało i nawet podpłomyki sytuacji nie uratowały. Nie odwołano Wigilii, mimo prania wiszącego w łazience, a nawet nieumytej podłogi w kuchni. Nie odwołano też Świąt z powodu braku rosołu, serio!


Co było? Był spokój i radość mimo wszystko. Rozczarowanie zamieniło się na dziękczynienie, za wszystko. I było wszystko po naszemu. Już przyznawałam się do tego wiele razy: nie przepadam za tradycyjną kuchnią polską, taką, którą pamiętam z dzieciństwa. Wigilię ratowały prezenty, bo przejście przez potrawy było dla mnie ciężkie... Teraz wiele z tamtych smaków doceniam i ten raz w roku zjadam nawet ze smakiem, ale mogąc decydować korzystam z tego. Lubię kuchnię polską lekko zmodyfikowaną. Tak więc zjedliśmy ze smakiem barszcz z krokietami,  łososia, kapustę z grzybami i suszonymi pomidorami i... pieczone ziemniaki z rozmarynem... Tak, tak, a do tego był kompot z suszu, który budzi skrajne emocje. U nas wszyscy go lubią. Kompot gotuję z dodatkiem świeżych pomarańczy, a do klasycznego suszu dokładam figi i daktyle. Podawany koniecznie prosto z lodówki, tudzież balkonu jest czystą przyjemnością. Dziś na obiad wypiliśmy ostatnie łyki, z żalem. Właściwie to świąteczne jedzenie skończyło z dzisiejszym obiadem i jestem tym faktem uszczęśliwiona. Jutro na śniadanie zjem ostatni kawałek świątecznej szarlotki. Na obiad będzie świeży krupnik z chlebem. Taka mała, poświąteczna tradycja.
Skoro jestem przy jedzeniu to nie mogę powstrzymać się przed galerią, niemałą, świątecznych pierników. Pierniki piekliśmy i ozdabialiśmy z myślą o czekających nas spotkaniach. Było ich bardzo dużo, pierników. Jeśli chodzi o spotkania, to od dnia Wigilii codziennie rano spotykaliśmy się wszyscy (6 osób) w jednym łóżku, no i przy stole, rzecz jasna, nie tylko na jedzenie :-).







Po nudnych piernikach mamusi czas na pierniczki dzieci, dzieci nie podołały wszystkim piernikom :-)





Przed Świętami planowałam wpis dekoracyjny, ale z powodu nagłej zmiany planów nie było na to czasu. Nie lubię nadmiaru dekoracji, coraz więcej jest tych naturalnych, drewnianych. Na blogu pokazywałam różne, ale nie zawieszamy wszystkich co roku.
Na drzwiach wejściowych do mieszkania jest wianek z eukaliptusa z białymi gwiazdkami z masy plastycznej. Gwiazdki cynamonowe są cudne. Pomysł powstał w ubiegłym roku, nawet zaopatrzyłam się wtedy w odpowiednią ilość cynamonu, ale zrealizowałam go dopiero w tym roku. Gwiazda z patyczków laryngologicznych to dzieło lat minionych.





Przedpokój.


Pokój dzienny.


Ozdoby choinkowe wymagają komentarza. Na początek malowane zawieszki z ubiegłego roku. W tej chwili na choince nie ma tej najważniejszej i nie mam pojęcia gdzie Najmłodszy ją wyniósł. On przebiera choinkę kilka razy dziennie... 



Drobne drewniane ozdoby, które dzieci regularnie "wykańczają", z naszej pierwszej, małżeńskiej choinki. Doskonale pamiętam ten wypad na zakupy i zachwyt, gdy ukazały się naszym oczom. Do tamtej pory znaliśmy bombki, łańcuchy i tyle. Dziś trudno w to uwierzyć, ale to było 13 lat temu... A czerwona gwiazdka - dzwoneczek, to szaleńczy wydatek w galeryi (nie handlowej, ale artystycznej) jakiejś, wtenczas. 



Łańcuchów na choince nie lubię, chyba, że... gwiazdki szyte na miarę...


Mamy oczywiście pierniki i misie pluszowe... Jedne i drugie znikają w zawrotnym tempie... Został jeden miś, ten najstarszy, Sylwester. Cały świat imprezuje w jego imieniny ;-) A pierniczki, nieważne jak stare, zawsze atrakcyjniejsze niż te ze stołu....



Poniżej czas moich fascynacji decoupagem i roślinnością. Pierwsza przeminęła, druga pozostała.


Na choince nie brakuje też aniołów. Pierwszy miał towarzystwo, ale towarzysz nie przeżył któregoś upadku z choinki. Ten aniołek, w tym roku, stracił kawałek skrzydła i czekał na cud... może za rok... Aniołek to oczywiście ręczna robota, prezent sprzed lat... około 10...  Anioł drewniany długo wisiał na czubku. Nie przypominam sobie, żeby coś przeskrobał, ale zstąpił niżej, kto wie, co wyrabiał po nocach...  Na końcu dwie anioły... Nie wiem jak to robią, ale muszą być twarde, bo Najmłodszy ich nie rusza. Podejrzewam, że to dzięki nim nie wlazł jeszcze na czubek choinki.



Prezenty. Pierwsza sprawa: co roku, może nawet częściej, zastanawiam się nad własnoręcznym przygotowywaniem prezentów. I przynajmniej ten raz w roku nachodzą mnie wątpliwości. Czy to potrzebne, czy nie lepiej kupić, jakiś drobiazg, dużo teraz pięknych drobiazgów. Te różne dziwne słoiczki, o których pisałam, czy one są dla kogoś radością, przyjemnością, poza tym, że dla mnie są.... I dotarły do mnie głosy, że owszem, że oszczędzane, że dziwne takie, ale niesamowite, i że prawdopodobnie produkuję także słoiki :-) I dodały skrzydeł takich, że i tym razem do znanych już z ubiegłych lat przetworów dołączył nowy, a jakże. Mój mąż biegle pisze cyrylicą (!) jestem pod wrażeniem, od 13 lat niezmiennie ;-)


Druga sprawa: mam ogromną radość (największą) z tych ręcznie wykonanych. Nawet nie wyobrażacie sobie jaką przyjemność miałam siedząc z samego rana w wannie, szorując się czarnym mydełkiem piligującym z kawą (ta babeczka)... A jak zobaczyłam te drewniane serduszka...



A jeśli po 14 latach małżeństwa, a 20 latach znajomości, dostajesz w prezencie 20 metrów jutowej liny i ty się naprawdę cieszysz, to znaczy, że to miłość prawdziwa :-). Bo Ty rzeczywiście lubisz jutową linę, a On to akceptuje. 


Na zakończenie życzenia. Odnajdywania pokoju w każdej sytuacji, szczęśliwego życia tu i teraz, wolności i miłości prawdziwej albo zupełnie czegoś innego, co sprawia, że jesteś szczęśliwy Drogi Czytelniku, życzy




ZapiszZapisz

czwartek, 20 września 2012

Smaki lata.


Lato powoli dobiega końca. Czekałam z tym wpisem, żeby wspomnienia były całościowe, myślę, że dziś mogę już go zakończyć. Nie jest to blog kulinarny i póki co, nie planuję. TUTAJ pojawił się już wpis z kulinarnym tłem i czasem coś do podjedzenia jeszcze wrzucę, bo dlaczego nie... Bardzo lubię piec i gotować, często korzystam z przepisów zamieszczonych na blogach kulinarnych, niektóre są przepiękne, zwłaszcza te, których właścicielki pasjonuje też fotografia. Dziś jeszcze tak gawędziarsko - opowiastkowo - sentymentalnie, ale w kolejnym wpisie bedzie przepis! Nie wiem, czy to kwestia dojrzałości, czy poczucia mijającego czasu, staram się cieszyć z każdej chwili i doceniać dobry smak. Nie jest to kwestia nadchodzącej, nostalgicznej pory roku, bo zaczynam te kulinarne wypociny 21 lipca 2012 roku w miły słoneczny, choć wietrzny dzień i jak przypuszczam skończę pod koniec lata. Sama jestem ciekawa co tu będzie :-) To smaki i zapachy mojego lata, tego lata. Smaki, które mi towarzyszyły przez ostatnie miesiące i ich zapach, który teraz przypomnina ciepłe, leniwe dni...

Zacznę truskawkami i moim ulubionym rodzjem ciasta: tartą. W mojej subiektywnej klasyfikacji nie biorę pod uwagę ciasta drożdżowego i babki, te są jak dla mnie poza kategoriami, one SĄ ;-) Podsumowując - uwielbiam tarty. Tartę z truskawkami zrobiłam kilka razy tego lata. Świeże, pachnące truskawki :-) Tak, to jest smak lata, a właściwie przedsmak, od nich wszystko się zaczyna. W tarcie świeże truskawki zalane niewielką ilością galaretki i kruche, bardzo ciasto. Jak ja to lubię. 



Konfitura wiśniowa. Lato to zdecydowanie dojrzewające owoce i zapach konfitur. Dziś (21.07.2012) pachnie u mnie smażonymi wiśniami :-) Oczywiście szukałam w sieci co i jak. Są różne sposoby, różne zdania. O gustach ponoć się nie dyskutuje i moje zdanie jest takie: konfitura wiśniowa w/g receptury staropolskiej: ile owoców tyle cukru! jest najlepsza. Jeśli poczęstuję Was w moim domu konfiturą to nie liczcie na niskokaloryczną przekąskę... Możecie liczyć na całe owoce w gęstym konfiturowym syropie, których smak łaskocze w język i przypomina lato. Zrozumiałam w końcu jak to możliwe, jeść na deser poprostu konfiturę. Teraz wiem, nic więcej mi nie trzeba. Może też dlatego, że dojrzewają na moich oczach... Gdy nadchodzi zima zła i jem na podwieczorek konfiturę wiśniową mym oczom ukazują się gałęzie leżące na ziemi pod ciężarem czarnych wiśni i ten zapach... 




A teraz znane ich miłośnikom pomidory malinowe. Są pyszne! Te nietety nie pokazują ich prawdziwej natury, są bardzo eleganckimi, odpowiadającymi normom Unii Europejskiej, przedstawicielami swojego gatunku... Prawdziwe pomidory malinowe przybierają bowiem przedziwne kształty. Wydaje mi się nawet, że nie są ładne... Akurat nie mam szczęścia zajadania pomidorów prosto z krzaka, ale nie mam co narzekać, bo ich fantastyczne towarzystwo rośnie mi pod nosem.



 Doskonałe ogórki gruntowe. Jak one pachną, takich szkoda na maseczkę, ale na miseczkę ani trochę :-) Oto jak wygląda 50 % moich lipcowych kolacji. Wystarczy dodać soli, pieprzu, czasem oliwy i zapach lata unosi się w powietrzu. Każdej jesieni śpiewam, łącząc się w bólu : "Addio pomidory, addio ukochane, przez długie złe miesiące, wasz zapach będę czuła..." Z pewnością Starsi Panowie mieli na myśli pomidory malinowe ;-)



Usłyszałam ostatnio, że pomidory i ogórki się nie lubią! Wiedziałam, że nie należy ich sadzać blisko siebie, ale że na talerzu także... no cóż, o gustach się nie dyskutuje, ja tam będę nadal tak jadła :-) (Dopisane 19.09.2012)

A co w kubeczku do picia jest? Mięta. Świeża, prosto z ogrodu, ma się rozumieć. Ten smak i zapach... to lato. A jeszcze taka z lodówki, wypita pod jabłonią, tak to moje lato, pijemy ją niemal litrami. I nawet dzieciom nie kojarzy się z leczniczą miętą, którą piją gdy czasem bolą małe brzuszki. To  mógłby być napój bogów ;-) 


Dowód na to, że jedzenie było prawdziwe i smaczne ;-)


Pomidorów ciąg dalszy. Cudownie jest wracać do rodzinnego domu i rodziców, gdy nie muszę myśleć co dziś na obiad, a zamiast tego dostaję pod tzw. nos zupę pomidorową z ryżem :-) To smak tego lata. Moje dzieci mogą cały tydzień jeść zupę pomidorową babci, w niedzielę rosół, a od poniedziałku znów pomidorówkę... Ja gotuję już inaczej, cieszę się gdy wracam do smaków, które przygotuje mama... Dobrze mieć mamę, dobrze pozwolić sobie być dzieckiem, tak czasami, na wakacjach... Na zdjęciu cudownie krzywe pomidory malinowe :-) I ten talerz: to dopiero relikt minionej epoki ;-) Założę się, że choć raz z takiego jedliście ;-)



Maliny. Na zakończenie wakacji lato pogłaskało mnie na pocieszenie... Całe krzaki obsypane wielkimi malinami. Jaka łaskawość i otucha...



Te wspaniałości, o których pisałam, że pochodzą prosto z drzewa / krzaka wyrosły w ogrodzie moich rodziców. O nim też dwa słowa. Uwielbiam ten ogród, w niczym nie przypomina równiutkich trawników i rabatek, na modę angielską. Nie widziałam podobnego w czasopismach, ale z pewnością wielu z Was widziało taki w dzieciństwie. Jest taki zwyczajny, zadbany ale nie do końca wyreżyserowany. Krzaki mogą tu bujać wzdłuż i wszerz, drzewa zrzucać liście, bez poczucia winy, że robią bałagan. Dzieci mogą rozbić tu obóz i rwać kwiaty do wazonu. 







No cóż, to już jest koniec. Nadchodzi jesień. Pyszna, pachnąca jesień. Ciekawe, czym będzie mi pachniała tego roku...