Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jajka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 marca 2016

Jajka oplatane bawełnianym sznurkiem.


Dzisiaj wpis o dekoracjach świątecznych, jajkach po prostu. Proponuję jajka w wersji eko - ozdabiałam tak bombki. Bardzo lubię ich naturalny wygląd i chętnie zawieszę na jakiejś gałęzi w domu. Zostawiam Was z małą sesją w plenerze na znajomej już łące. Zabrałam tam przedwczoraj moje twory oraz dzieci ;-). Było fajnie i chociaż deptaliśmy po resztkach śniegu, wierzcie mi, wiosna nadchodzi :-).





Użyłam kleju Magic (wikol też się sprawdzi), bawełnianego sznurka i nieco cierpliwości.  Na początku usadowiłam pętelkę z supełkiem z jednej strony wydmuszki (w dziurce, która powstała przy wydmuchiwaniu jajka). Nałożyłam wokół niej sporo kleju i zaczęłam oplatać jajo sznurkiem smarując stopniowo klejem. Można ułatwić sobie pracę rozpoczynając klejem na gorąco. Szybko złapie pętelkę i początek sznurka. Później nie polecam, bo potrzeba trochę precyzji i szybka praca z tym klejem nie będzie sprzyjała dokładności. 




Na zakończenie betonowe jajka z ubiegłego roku. Może skusicie się na małą murarkę jeszcze przed świętami :-). Już się nie mogę doczekać, kiedy się nimi obwarujemy ;-).




 W następnym wpisie mniej świąteczne, a bardziej wiosenne dekoracje. Już ogarniam zdjęcia, może zainspiruję kogoś jeszcze przed wiosną.


wtorek, 7 kwietnia 2015

Epoka betonowa...

Luty i marzec to była u mnie zdecydowanie epoka betonowa ;-). Dziś kolejne odsłony moich poczynań, a raczej ciąg dalszy, czyli co zrobiłam z surowym stanem mojej budowlanki z TEGO wpisu. Niestety przed Świętami nie dałam rady pokazać i może nawet zainspirować... Taki czas. Tak więc wpadam dziś na chwilę, ale z dużą ilością jajek... Świętujemy jeszcze przez sześć dni, więc czuję się usprawiedliwiona. Część stoi w naszym mieszkaniu, część z niego wywędrowała. 
















Z pozdrowieniami


niedziela, 1 marca 2015

W domach z betonu są... betonowe guziki, świeczniki i jajka ;-)

Znów mnie dopadł... SNR (Syndrom Niespokojnych Rąk)... Tym razem postanowiłam zająć się murarką ;-). Okazało się, że zapach schnącego betonu podoba mi się niemal tak bardzo jak zapach drewna...  



Od początku. Od jakiegoś czasu do wnętrz, jako element wystroju, zaczął wchodzić beton. Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba ten trend. Są blaty kuchenne, stoliki, a nawet fotele. Podłogi, które z tego wszystkiego wydają się być jak najbardziej na miejscu, i płytki ścienne kuchenne i łazienkowe. Do tego dołączają świeczniki, wazony, donice i żyrandole, a nawet biżuteria! Niedawno oglądałam w TV jakiś program o domu, w którym właściciel wymyślił sobie WSZYSTKO z betonu. W domu tym trzeba było wzmacniać stropy żeby się nie zawalił :-/. Mnie osobiście na początku wpadły w oko betonowe jajka, a że Wielkanoc tuż tuż, to może i Wy się skusicie? Różne odcienie i struktura objektów to efekt różnych mieszanek betonowych. Dziś pokazuję Wam wszystkie w formie surowej. Możliwe, że zrobię też wpis ozdobionych, bo mam kilka pomysłów. 




Rzeczy, które dziś pokazuję są dla mnie rozeznaniem terenu i nauką. Jak działa cement? Jak sprawdzają się różne formy i ich trwałość. Niewiele znalazłam na ten temat informacji. Większość artukułów traktuje o cemencie i proporcjach w tonach. Popełniłam kilka błędów, kilka pomysłów się nie sprawdziło, a inne wręcz przeciwnie. Teraz przyglądam się temu co zrobiłam, myślę jak ozdobić, pomalować, czy zostawić na surowo? Poza tymi jest kilka rzeczy, które jeszcze chcę zrobić, bo niezmiernie ich potrzebuję ;-).


Od dawna poszukuję świecznika adwentowego. Nadal nie wiem jak będzie wyglądał, ale mam kilka koncepcji i jeszcze trochę czasu :-). Będzie betonowy, a jakże! Cztery pojedyncze lub jeden poczwórny. Na te małe świeczki do podgrzewaczy lub długie smukłe. Przyglądam się temu co mam i myślę.


Poszukiwałam też świecznika na grubą świecę i ten, który zrobiłam bardzo mi odpowiada (żeby nie powiedzieć jest idealny).


Mam też kilka betonowych zawieszek. Będą zdobiły świeczniki i pewnie inne takie tam. Przy okazji zawieszek zrobiły mi się też guziki. Tak, dobrze widzicie, guziki z betonu... Jak znalazł do wiosennych sukienek ;-).




Po co rozpoczynam znów nowe działanie? Sama się zastanowiłam nad tym (ale tylko chwilę). Po pierwsze to ciekawość... Osoby z Syndromem Niespokojnych Rąk z pewnością wiedzą o czym piszę. Chęć spróbowania jak to się robi, aby jeszcze powtórzyć lub porzucić po jednym razie. Po drugie to spodobały mi się te surowe drobiazgi. Chętnie miałabym podłogę betonową w kuchni, albo blat, póki co mam te drobiazgi. Po trzecie: Poznając kolejną technikę poszerzam możliwości: mogę mieć to, co sobie wymyślę, bo potrafię to zrobić. Po czwarte: chyba nie muszę pisać, że takie gotowe betonowe cuda w galeriach i podobnych miejscach kosztują dużo? Wcale nie uważam, że nie są warte swojej ceny, bo to nie tylko 4 zł za 2 kg cementu plus zużyte opakowania po jogurtach. To także kilka godzin cierpliwej pracy. Jeśli jesteście zainteresowani, to już wkrótce wpis techniczny. Postanowiłam podzielić się swoim małymi doświadczeniami, bo niewiele ich znalazłam na polskich stronach. I jak Wam się podoba moje murarstwo? ;-) 

P.S. Poniżej destrukcyjne działanie niespokojnych rąk... Chciały sprawdzić, czy już wyschło... nie wyschło ;-).



Serdecznie Was pozdrawiam w miesiącu, który rozpoczyna wiosnę!


środa, 16 kwietnia 2014

Pasty moja miłość.

Ten wpis miałam przygotowany po części od dawna. Zdjęcia uzupełniałam jak udało mi się sfotografować potrawę, niektóre zrobione rok temu. Ostatnio kilka razy podawałam telefonicznie przepisy na moje pasty, więc już czas je zebrać. Zmobilizowałam się właśnie dziś. Może przydadzą się na nadchodzące święta. Święta Wielkanocne pod względem jedzenia to dla mnie (poza jajami ;-) pieczone mięsa z marynaty, niekoniecznie szynka, pokrojone w plastry. Pieczeń na obiad, plastry wędliny na kolację i właśnie co do tego? Pasty! Można przygotować je wcześniej są lekkie i smaczne. Kawałek świeżego chleba, nieco mięsa z obiadu, butelka (albo dwie) czerwonego wina, do tego nocne polaków rozmowy: święta w pełni...


W moim domu rodzinnym past się nie jadało. Myślę tu o pastach z jajek czy makreli, bo przecież nie mieliśmy wtedy pojęcia (moja rodzina) o istnieniu bakłażana, awokado, oliwek czy nawet ciecierzycy... Pasty poznałam i pokochałam od pierwszego smaku, mniej więcej w czasie swoich pierwszych chlebów (to już 4 lata). Pierwsza była pasta jajeczna i cudowna wymianka, którą do dziś pamiętam. Zaniosłam Komuś pół bochenka świeżego chleba, a dostałam pastę :-) Nie jestem znawcą tematu, ani kucharzem. Podaję przepisy, z których ja korzystam. Inspiracji szukam w internecie, próbuję różnych wersji, te które podaję to moje ulubione na dzień dzisiejszy. Zazwyczaj jest to wersja minimum. Zapodaję także nazwy oryginalne dla past, ale od razu zaznaczam, że nie wiem, która wersja, czy który dodatek decyduje o oficjalnej nazwie smakołyku. Pasty są także doskonałym towarzystwem dla pieczonych i gotowanych warzyw. Pyszna alternatywa dla masełka i bułki tartej :-)

Pasta z bakłażana (Kipołu)


Może budzić pewną wątpliwość: czy podać ją gościom... Bez dodatku papryki, czy pomidora, a nawet z nim nie wygląda atrakcyjnie, jest taka bura... Jeśli jednak podaję gościom to, co uważam za najlepsze? To zdecydowanie tak. Na zdjęciu poniżej podana w towarzystwie Chlebka Piadina (taki polski podpłomyk).


Składniki:
  • pieczony bakłażan
  • ząbek czosnku
  • sól
  • 1 łyżka oliwy
  • pieczona papryka 
Wersja z pieczoną papryką jest moją ulubioną. Papryka poza uzupełnieniem smaku poprawia znacznie jej wygląd. Pasta z bakłażana widywana jest także w wersjach z: pomidorem świeżym (koniecznie bez pestek i miąższu), pomidorem suszonym, ze zdecydowanie większą ilością czosnku, oraz dodatkiem jogurtu. Próbowałam wszystkich.

Przygotowanie:

Świeżego bakłażana i świeżą paprykę zawinąć w folię aluminiową i piec w piekarniku około 1 godziny. Lekko przestudzone warzywa obrać ze skórek, paprykę oczyścić z gniazda nasiennego. Tak przygotowane warzywa, czosnek i oliwę zmiksować w blenderze. Doprawić solą do smaku.

Pasta z oliwek


Po raz pierwszy jadłam  tę pastę z czarnych oliwek. Przywiozłam taką z Włoch, zakupioną w sklepie, zamkniętą w słoiczku. Pasta z czarnych oliwek świetnie pasuje do jajek. Tę z zielonych wolę w towarzystwie mięsa lub wędliny. Na zdjęciu poniżej w równie dobrym towarzystwie Pizza Bianca, czyli Pizzy Białej. Ciasto na pizzę posmarowane oliwą, posypane ziołami i tak upieczone. Moje dzieci uwielbiają ten rodzaj pizzy, która jako takiej nie przypomina ;-) Bardzo smaczna i szybka kolacja.


Składniki:
  • oliwki około 20 sztuk
  • oliwa 1 łyżka
  • sól
  • papryka (użyłam oliwek z pastą paprykową)
Przygotowanie: 

Wszystkie składniki zmiksować w blenderze. Jeśli pasta nie jest wystarczająco zwarta (jest zbyt sucha) dolać oliwy. Ta pasta dobrze przechowuje się w lodówce. Wystarczy przełożyć ją do słoiczka, zalać niewielką ilością oliwy i można ją tak przechowywać do 2 tygodni.

 Pasta z ciecierzycy - Hummus

To pasta  innego rodzaju niż wcześniejsze. Jest gęsta, bardziej syta. Sama nie wiem, taka cięższa chyba. Przygotowuje się ją z ciecierzycy, to rodzaj grochu, a to wiele tłumaczy :-) Na zdjęciu w towarzystwie małych bułeczek :-) Mile widziana do mięs, ryb, warzyw. Świetna do kanapek zamiast masła.



Składniki:
  • 250 g ciecierzycy ugotowanej lub z puszki
  • sok z połowy cytryny
  • 5 łyżek pasty Tahini (w moim przypadku: 5 łyżek sezamu, 3 łyżki oliwy)
  • ząbek czosnku
  • oliwa
  • sól
Przygotowanie:

Jeśli gotujmy ciecierzycę (nie używamy tej z puszki): należy namoczyć ją w wodzie, najlepiej przez noc. Na drugi dzień gotować przez około 2 godziny. Jeśli nie posiadamy pasty Tahini przygotowujemy ją w następujący sposób: ziarna sezamu prażymy na suchej patelni. Po przestudzeniu miksujemy je z oliwą. W oryginalnej wersji są to 2 łyżki oliwy i 1 łyżka oleju sezamowego. Tak przygotowaną pastę miksujemy z ugotowaną ciecierzycą, czosnkiem, sokiem z cytryny i solą. Dolewamy oliwę, w takiej ilości aby powstała pasta. Ciecierzyca jest dość sucha więc jeśli wolimy lżejszą wersję pasty zamiast części oliwy możemy dolać wodę, najlepiej tę, która została nam z gotowania ciecierzycy.

Pasta Jajeczna.

To drugi powód tego wpisu, który może okazać się przydatnym podczas tych świąt. Jeśli nie mamy ochoty na jajka w klasycznej postaci lub te zostały nam ze śniadania pasta zdecydowanie uprzyjemni ich zużycie :-) Ja uwielbiam ją z kiełkami rzodkiewki lub rzeżuchy :-) Świeżo, lekko, smacznie. Na zdjęciu Nasz Chleb Powszedni :-)


Składniki:
  • 2 jajka na twardo
  • 3 łyżeczki majonezu
  • 1 łyżeczka chrzanu
  • sól, pieprz
  • dodatki do wyboru: cebulka, szczypiorek, natka pietruszki, koperek
Przygotowanie:
Składniki zmiksować w blenerze na pastę. W razie potrzeby dolać oliwy lub dołozyć majonezu. Mozna podawać z kiełkami rzodkiewki i rzeżuchy.

Jest jeszcze Pasta z awokado w oficjalnej wersji, ze świeżą kolendrą zdaje się, zwana guacamole. O niej już opowiadałam na blogu. Jeśli to na nią macie ochotę jest TUTAJ. Awokado niestety szybko ciemnieje, dodanie do pasty soku z cytryny nieco spowolni ten proces, ale nie przygotujemy jej wcześniej jak pozostałe. Jednak świeża, gotowana szynka z odrobiną awokado - bezcenne ;-)


To jeszcze nie wszystkie pasty, które lubię i robię. Jest jeszcze pasta z rukoli, pesto i jego polska wersja :-) Może kiedyś zrobię im zdjęcia i także tutaj zagoszczą :-)