Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bakłażany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bakłażany. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 kwietnia 2014

Pasty moja miłość.

Ten wpis miałam przygotowany po części od dawna. Zdjęcia uzupełniałam jak udało mi się sfotografować potrawę, niektóre zrobione rok temu. Ostatnio kilka razy podawałam telefonicznie przepisy na moje pasty, więc już czas je zebrać. Zmobilizowałam się właśnie dziś. Może przydadzą się na nadchodzące święta. Święta Wielkanocne pod względem jedzenia to dla mnie (poza jajami ;-) pieczone mięsa z marynaty, niekoniecznie szynka, pokrojone w plastry. Pieczeń na obiad, plastry wędliny na kolację i właśnie co do tego? Pasty! Można przygotować je wcześniej są lekkie i smaczne. Kawałek świeżego chleba, nieco mięsa z obiadu, butelka (albo dwie) czerwonego wina, do tego nocne polaków rozmowy: święta w pełni...


W moim domu rodzinnym past się nie jadało. Myślę tu o pastach z jajek czy makreli, bo przecież nie mieliśmy wtedy pojęcia (moja rodzina) o istnieniu bakłażana, awokado, oliwek czy nawet ciecierzycy... Pasty poznałam i pokochałam od pierwszego smaku, mniej więcej w czasie swoich pierwszych chlebów (to już 4 lata). Pierwsza była pasta jajeczna i cudowna wymianka, którą do dziś pamiętam. Zaniosłam Komuś pół bochenka świeżego chleba, a dostałam pastę :-) Nie jestem znawcą tematu, ani kucharzem. Podaję przepisy, z których ja korzystam. Inspiracji szukam w internecie, próbuję różnych wersji, te które podaję to moje ulubione na dzień dzisiejszy. Zazwyczaj jest to wersja minimum. Zapodaję także nazwy oryginalne dla past, ale od razu zaznaczam, że nie wiem, która wersja, czy który dodatek decyduje o oficjalnej nazwie smakołyku. Pasty są także doskonałym towarzystwem dla pieczonych i gotowanych warzyw. Pyszna alternatywa dla masełka i bułki tartej :-)

Pasta z bakłażana (Kipołu)


Może budzić pewną wątpliwość: czy podać ją gościom... Bez dodatku papryki, czy pomidora, a nawet z nim nie wygląda atrakcyjnie, jest taka bura... Jeśli jednak podaję gościom to, co uważam za najlepsze? To zdecydowanie tak. Na zdjęciu poniżej podana w towarzystwie Chlebka Piadina (taki polski podpłomyk).


Składniki:
  • pieczony bakłażan
  • ząbek czosnku
  • sól
  • 1 łyżka oliwy
  • pieczona papryka 
Wersja z pieczoną papryką jest moją ulubioną. Papryka poza uzupełnieniem smaku poprawia znacznie jej wygląd. Pasta z bakłażana widywana jest także w wersjach z: pomidorem świeżym (koniecznie bez pestek i miąższu), pomidorem suszonym, ze zdecydowanie większą ilością czosnku, oraz dodatkiem jogurtu. Próbowałam wszystkich.

Przygotowanie:

Świeżego bakłażana i świeżą paprykę zawinąć w folię aluminiową i piec w piekarniku około 1 godziny. Lekko przestudzone warzywa obrać ze skórek, paprykę oczyścić z gniazda nasiennego. Tak przygotowane warzywa, czosnek i oliwę zmiksować w blenderze. Doprawić solą do smaku.

Pasta z oliwek


Po raz pierwszy jadłam  tę pastę z czarnych oliwek. Przywiozłam taką z Włoch, zakupioną w sklepie, zamkniętą w słoiczku. Pasta z czarnych oliwek świetnie pasuje do jajek. Tę z zielonych wolę w towarzystwie mięsa lub wędliny. Na zdjęciu poniżej w równie dobrym towarzystwie Pizza Bianca, czyli Pizzy Białej. Ciasto na pizzę posmarowane oliwą, posypane ziołami i tak upieczone. Moje dzieci uwielbiają ten rodzaj pizzy, która jako takiej nie przypomina ;-) Bardzo smaczna i szybka kolacja.


Składniki:
  • oliwki około 20 sztuk
  • oliwa 1 łyżka
  • sól
  • papryka (użyłam oliwek z pastą paprykową)
Przygotowanie: 

Wszystkie składniki zmiksować w blenderze. Jeśli pasta nie jest wystarczająco zwarta (jest zbyt sucha) dolać oliwy. Ta pasta dobrze przechowuje się w lodówce. Wystarczy przełożyć ją do słoiczka, zalać niewielką ilością oliwy i można ją tak przechowywać do 2 tygodni.

 Pasta z ciecierzycy - Hummus

To pasta  innego rodzaju niż wcześniejsze. Jest gęsta, bardziej syta. Sama nie wiem, taka cięższa chyba. Przygotowuje się ją z ciecierzycy, to rodzaj grochu, a to wiele tłumaczy :-) Na zdjęciu w towarzystwie małych bułeczek :-) Mile widziana do mięs, ryb, warzyw. Świetna do kanapek zamiast masła.



Składniki:
  • 250 g ciecierzycy ugotowanej lub z puszki
  • sok z połowy cytryny
  • 5 łyżek pasty Tahini (w moim przypadku: 5 łyżek sezamu, 3 łyżki oliwy)
  • ząbek czosnku
  • oliwa
  • sól
Przygotowanie:

Jeśli gotujmy ciecierzycę (nie używamy tej z puszki): należy namoczyć ją w wodzie, najlepiej przez noc. Na drugi dzień gotować przez około 2 godziny. Jeśli nie posiadamy pasty Tahini przygotowujemy ją w następujący sposób: ziarna sezamu prażymy na suchej patelni. Po przestudzeniu miksujemy je z oliwą. W oryginalnej wersji są to 2 łyżki oliwy i 1 łyżka oleju sezamowego. Tak przygotowaną pastę miksujemy z ugotowaną ciecierzycą, czosnkiem, sokiem z cytryny i solą. Dolewamy oliwę, w takiej ilości aby powstała pasta. Ciecierzyca jest dość sucha więc jeśli wolimy lżejszą wersję pasty zamiast części oliwy możemy dolać wodę, najlepiej tę, która została nam z gotowania ciecierzycy.

Pasta Jajeczna.

To drugi powód tego wpisu, który może okazać się przydatnym podczas tych świąt. Jeśli nie mamy ochoty na jajka w klasycznej postaci lub te zostały nam ze śniadania pasta zdecydowanie uprzyjemni ich zużycie :-) Ja uwielbiam ją z kiełkami rzodkiewki lub rzeżuchy :-) Świeżo, lekko, smacznie. Na zdjęciu Nasz Chleb Powszedni :-)


Składniki:
  • 2 jajka na twardo
  • 3 łyżeczki majonezu
  • 1 łyżeczka chrzanu
  • sól, pieprz
  • dodatki do wyboru: cebulka, szczypiorek, natka pietruszki, koperek
Przygotowanie:
Składniki zmiksować w blenerze na pastę. W razie potrzeby dolać oliwy lub dołozyć majonezu. Mozna podawać z kiełkami rzodkiewki i rzeżuchy.

Jest jeszcze Pasta z awokado w oficjalnej wersji, ze świeżą kolendrą zdaje się, zwana guacamole. O niej już opowiadałam na blogu. Jeśli to na nią macie ochotę jest TUTAJ. Awokado niestety szybko ciemnieje, dodanie do pasty soku z cytryny nieco spowolni ten proces, ale nie przygotujemy jej wcześniej jak pozostałe. Jednak świeża, gotowana szynka z odrobiną awokado - bezcenne ;-)


To jeszcze nie wszystkie pasty, które lubię i robię. Jest jeszcze pasta z rukoli, pesto i jego polska wersja :-) Może kiedyś zrobię im zdjęcia i także tutaj zagoszczą :-)  

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Opowiem Ci o smaku chleba razowego z pastą z awokado :-)

Jak już piszę na blogu o kulinariach to przygotowuję cały cykl o.... I tym razem tak miało być, ale uznałam, że mam wyjątkowo dużo do powiedzenia, więc dziś będzie prawie tylko o awokado ;-) Pana Awokado poznałam podczas tych Wielkanocnych świąt i cóż mogę powiedzieć? Jest wspaniały i taki ZIELONY :-) Zajadałam się kanapkami z domową, pieczoną szynką i awokado i nie mogłam uwierzyć, że przeżyłam 34 lata bez tego smaku ;-) 


Pasta z awokado.
W poniedziałek, z samego rana dostałam świeży (domowy) razowy chleb zawinięty w ściereczkę. Od zaprzyjaźnionych sąsiadów dostałam :-) Od kilku dni miałam w lodówce dojrzałe awokado. W domu miałam także gorączkujące dziecko. Poniedziałek trwał dalej: przychodnia, lekarz, szkarlatyna, antybiotyk i... blender, awokado, oliwa sól, pieprz. I przekonanie, że przecież wszystko będzie dobrze, dziecko wyzdrowieje. Smak awokado towarzyszył mi do wieczora :-) Tak, jest dobrze, a rzeczony poniedziałek właśnie się kończy...


Składniki:
  • dojrzałe awokado
  • 1 łyżka oliwy
  • sok z cytryny (lepiej limonki)
  • sól, pieprz
Opcjonalnie (do wyboru):
  • natka pietruszki
  • kolendra
  • jajko
  • czosnek
Przygotowanie:

Awokado obrać ze skórki, przekroić, wyjąć pestkę i skropić sokiem z cytryny. Wszystkie składniki rozgnieść widelcem lub zmiksować w blenderze. Nie miksowałam mocno, w mojej paście można wyczuć kawałki owocu. Do pasty dodałam troszkę natki z pietruszki. Nie będę rozpisywała się na temat samego owocu czy pochodzenia pasty. Ta występuje także jako guacamole, ale nie jestem pewna czy pod tą nazwą nie kryje się konkretny skład (min. kolendra) więc nie używam jej (tej nazwy). W internecie znajdziemy bardzo dużo różnych wersji past. Bardzo dobrze zebrane informacje można przeczytać np. TUTAJ. Można wymyślać i dobierać smaki w zależności od upodobań i zawartości lodówki :-) Ja zazwyczaj próbuję i próbuję a moim ulubionym zostaje ten z najmniejszą ilością składników :-)

Kopytka smażone na głębokim tłuszczu. 

A co jeszcze do pasty z awokado? Zazwyczaj widać ją w towarzystwie czipsów itp. A ja proponuję smażone kopytka. Ech... to też historia :-)
Wiele znajomości, przyjaźni czasem niektórych chwil spędzonych z nimi, kojarzę z konkretnym smakiem lub zapachem. Bardzo wiele i bardzo mocno. Za każdym razem kiedy czuję ten konkretny smak czy zapach jestem myślami z tymi osobami, czasem tylko wtedy bo nasze drogi rozeszły się. Jest mocny zapach kawy z ekspresu, ale tylko latem. Są ciasteczka owsiane i pasta jajeczna. Jest pizza z szynką i rukolą. Jest pomidorowa z ryżem i zapiekanki z pieczarkami i żółtym serem na kajzerkach. Jest kurczak po prowansalsku i chleb ze śmietaną i cukrem... Jestem przekonana, że smażone kopytka będą przywoływały w pamięci To Sąsiedztwo :-) A że są wspaniałe (sąsiedzi i kopytka) to często będę o nich myślała ;-) 


Nie znałam wcześniej tych kluseczek w smażonej postaci. Jadałam takie tylko gotowane. Jestem przeszczęśliwa (czasem tak niewiele trzeba) bo pierwszy raz robiłam kopytka i wyszły! Przepis od mamy, ze wskazówkami sąsiadki.

Składniki:

  • Ugotowane ziemniaki, przeciśnięte przez praskę lub dobrze rozgniecione.
  • Mąka pszenna (ilości składników zostaną wyjaśnione w tekście)
  • jajka (2 sztuki na około 1 kg ziemniaków)
  • sól

Przygotowanie:


Może i można inaczej, ale ten sposób, który pokazała mi mama podoba mi się tak bardzo, że nie mam zamiaru niczego przeliczać :-) Ziemniaki należy lekko ubić łyżką w garnku czy misce i wyrównać. Następnie podzielić na 4 części (zaznaczyć nożykiem, czy łyżką linie na krzyż), jedną z tych części wyjąć i przełożyć na pozostałe robiąc w ten sposób trójkątny dołek na... mąkę! Dołek wypełnić mąką pszenną i to jest właśnie potrzebna ilość mąki :-) Przełożyć wszystko na stolnicę, dodać jajka i sól i zagnieść ciasto. W razie potrzeby dosypać mąki. Ciasta nie można zbyt długo wyrabiać. Mama mi powiedziała, że przy długim wyrabianiu ciasto znów robi się luźne i można dosypywać i dosypywać mąki, co nie wpłynie dobrze na smak kopytek. Następnie odkrawać po kawałku ciasta, rękoma formować waleczek o średnicy ok. 2 cm i ciąć go pod kątem na 1 cm kawałki tworząc w ten sposób kształt kopytek :-) Takie surowe kluseczki smażyć na głębokim tłuszczu do zarumienienia. 


"Opowiedz mi o smaku chleba razowego z pastą z awokado, albo nie mów nic..."
(Dubska) - Można posłuchać TUTAJ.
To  powód mojej radosnej tęsknoty do smaku pasty z awokado :-) Taka sobie piosenka. No lubię, lubię... Piosenkę i ludzi z którymi można pogadać o paście z awokado czy podobnych "sprawach". O abonamencie i pogodzie można pogadać ze wszystkimi... Chodzi mi o to, o czym mówił Kubuś Puchatek: "Bo z nimi (reszta bandy ze Stumilowego Lasu) mogę robić wszystko, ale tylko z Tobą Krzysiu mogę robić nic" :-)

Karolina

środa, 15 sierpnia 2012

Decoupage i rozważania kulinarne.

Dziś małe conieco z wakacyjnej pracowni i moje, zdecydowanie subiektywne, kulinarne rozważania dla chętnych ;-) Zapraszam. 


Skrzynka na magiczne receptury czyli przepisy wyrwane, spisane, znalezione, kserowane kartki z inspirujących ksążek. Wszystkie chowam do tej skrzynki i od czasu do czasu wyciągam jakiś nowy na wypróbowanie. Te, które sprawdzają się w naszej rodzinie, które powtarzam kilka razy, wpisywane są lub wklejane do zeszytu z recepturami. Skrzynka o rozmiarach: 20 × 30 × 10 cm była opakowaniem do pitnego miodu, zdaje się. Już kilka lat służy w stanie surowym, ale surowe, niezabezpieczone drewno niszczeje od kurzu i traci kolor. Długo nie miałam na nią pomysłu, później chciałam ją oczyścić i polakierować tylko, aż tego lata stała się skrzynką mandarynek :-) Ozdobiona techniką decupage, o której wspominałam już TUTAJ. Wykorzystałam serwetkę z motywem mandarynek oraz z jakimś tajemnym tekstem wewnątrz, nie będzie go widać, ale ja wiem, że tam jest ;-) Poszła na pierwszy ogień po dłuuugiej przerwie mojego kontaktu z decoupagem i pozostawia wiele do życzenia. Nie poprawiam, choć mogłabym, mogłabym też zacząć od początku, jednak to jest to, co kocham w pracach ręcznych, te niedociągnięcia, niemożliwe przy taśmowej produkcji. Sprawiają, że rzecz jest wyjątkowa. Oczywiście od takiego myślenia jeden tylko krok do zamierzonego zaniedbania, trzeba się pilnować... Póki co dopieszczam moje rzeczy jak potrafię najlepiej na dzień dzisiejszy, a jeśli już jutro pomyślę "potrafię lepiej" cieszę się, że czegoś znów się nauczyłam...


Zeszyt na magiczne receptury. Pomysł wpadł mi do głowy podczas przygotowywania wpisu o skrzynce :-)) Kończy się mój dotychczasowy zeszyt z przepisami i pomyślałam, że nowy mogłabym ozdobić decoupagem. Zakupiłam zeszyt w twardej oprawie i moim ulubinym formacie B5. Puściłam wodze wyobraźni (ale nie za bardzo;-) i w mojej wakacyjnej pracowni powstał taki zeszyt. Jak wspomniałam, do zeszytu wpisuję te sprawdzone przepisy, ale też moje autorskie, wpisuję uwagi, poprawiam, obliczam 1,5 porcji, 2 porcje, 5 porcji :-) Obawiam się, że na karteczkach odeszłyby w niepamięć. Tak więc mój zeszyt nie jest w środku śliczny i schludny... jest używany, w kuchni, niemal codziennie, niech pierwsze wrażenie poprawi odbiór reszty :-) 


Przednia część okładki.

Tylna część okładki.

Wewnętrzna część okładki.

Pierwszy przepis.

Trudno uwierzyć, że nie majstrowałam przy zdjęciach zeszytu. To było chwilę przed burzą, taka czerwona poświata pojawiła się na dworze, do tego kolory obrusu i pomidorów. Chyba fajnie wyszło przez przypadek. Zaczynam zauważać rożnicę w świetle!
⎯  ⎯  ⎯  ⎯  ⎯  ⎯  ⎯  ⎯  ⎯  
Teraz już część, dla tych, którzy mają ochotę jeszcze poczytać, o moich myślach wokół ot, takiego zeszytu ;-) Myśli kulinarne, rzecz jasna.
Okazuje się, że nic z mojej okładki nie jest przypadkowe, choć nie planowałam, że musi coś oznaczać, że musi o coś chodzić, żeby było o czym pisać ;-) Mimochodem wybrałam jednak to, co lubię, do czego mam sentyment. Już tak mam... O czym więc okładka ta stoi? Większa część okładki to felieton z "Twojego Stylu" o warzywach  autorstwa Tessy Capponi-Borawskiej. Bardzo lubię te felietony. Pobudzają wyobraźnię kulinarną i dają ogromne pole do popisu. Pani Tessa pisze co z czym się jada, a co do czego nie pasuje. I dzięki temu, że nie znajduję w nich szczegółowych przepisów to powstaje o wiele więcej różnych potraw. Nie poruszam się zupełnie po omacku w jakimś temacie, a z drugiej strony mam poczucie, że zrobiłam, a nawet wymyśliłam! coś sama. Ten felieton o warzywach był fantastyczny! Dzięki niemu przyrządziłam fasolkę szparagową w sosie pomidorowym, tak jada się we Włoszech. W tej formie jest daniem samym w sobie, a także doskonałą alternatywą do bułeczki smażonej na masełku... 
Jeśli chodzi o Tessę Capponi - Borawską, to pierwszy raz zetknęłam się z Nią w telewizyjnym programie kulinarnym i przyznam, że nie bardzo przypadła mi do gustu... Pamiętam jednak, że z tego programu nauczyłam się przygotowywać "polskie pesto". Świetny sos, dostosowany do polskich realiów i smaków. To sos na bazie natki z pietruszki i ziaren słonecznika. Miksuje się je w blenderze z kilkoma łyżkami oliwy i szczyptą soli. Uwielbiam go w kuchni! W tym programie wystąpił w idealnym! trio. Otóż był dodatkiem do makaronu świderki z... fasolką szparagową. Polecam, moja rodzina bardzo lubi. "Polskie pesto" jest świetnym dodatkiem do warzyw gotowanych i sałatek. Bardzo dobra alternatywa do standardowego pesto i nowy smak.


  
Okładka książki, którą muszę
w końcu oddać właścicielowi...
Jeszcze parę zdań o autorce. Zachwyca mnie bowiem jej książka. To wspomnienia i wydarzenia z Jej życia, ale także dotyczące historii Włoch i samej Toskanii. Ma zupełnie inny nastrój niż bardziej zane książki, gdzie historie ludzi przeplatają się z przepisami i opowieściami o jedzeniu. Historie o tym, jak ktoś (zazwyczaj kobieta, Amerykanka) wyrusza do Włoch, w których się zakochuje i wszystko się zmienia. Żeby nie było wątpliwości, bardzo lubię te książki także. Mam tu na myśli "Pod słońcem Toskani" Frances Mayes oraz serię Marleny de Blasi "Tysiąc dni w...". Książka Tessy Capponi - Borawskiej jest poprostu inna, jakby poważniejsza, powiedziałabym nawet, patriotyczna...  Zawiera też przepisy. Kilka wypróbowałam. Moim numero uno jest Makaron z sosem pomidorowym niegotowanym (Pasta col sugo di pomodoro crudo). Pomidory, zioła, przyprawy, oliwa i gotowe! Do tego makaron al dente, oczywiście i fantastyczny, szybki, letni obiad na stole :-)

Makaron świderki z sosem pomidorowym niegotowanym, przepis
na stronie 37.
Częścią okładki mojego zeszytu jest przepis na karczochy (także "Twój Styl"). Jedyny kontakt z karczochami jaki miałam to jedząc je. Nie mam odwagi ich przyrządzić. Bardzo rzadko spotykam je w sklepach, może to sprawia wrażenie niedostępnych... Pamiętam jednak, gdy około 10 lat temu zobaczyłam na rynku BAKŁAŻANA. Oniemiałam z zachwytu nad kolorem i pięknem tego warzywa. Był dla mnie tak egzotyczny, że nie odważyłam się go wtedy kupić... A dziś? Uwielbiamy go. Pieczonego w żeliwnym garnku w towarzystwie pomidorów, cukini, pora i tego na co mamy ochotę, z odrobiną oliwy i soli. Albo grliowanego, podanego na zimno z oliwą i przyprawami. Ja osobiście uwielbiam pastę z bakłażana, która wygląda dość kiepsko a smakuje obłędnie! Mam dylemat: czy podawać ją gościom?... Albo ulubiony bakłażan mojego męża: smażony w cieście np. piwnym. Pisałam o karczochach ;-) Plan mam taki: w tym zeszycie znajdzie się sprawdzony przepis na pysznego, ulubionego karczocha, niech okładka będzie przypomnieniem. Przy okazji: marzą mi się jeszcze smażone kwiaty cukinii, ja o nich śnię, nigdy nie jadłam :-(


Bakłażany w Cieście Piwnym, w tle
Zupa Dyniowa

Gdyby jeszcze ów kwiat usmażony
 był w lekkiem cieście i rósł  tak
na krzaku, taki gatunek...
Na tylnej części okładki jest fragment artykułu z "Claudii" o kulinarnych blogerkach. Wybrałam ten, który jest mi największą inspiracją. Eliza Mórawska vel Liska pisze blogi White Plate oraz Pracownia Wypieków. To z Nią przygotowałam zakwas i upiekłam pierwszy chleb. I bez zaglądania do zeszytu zastanawiam się, które przepisy najbardziej zapamiętałam, bo wykorzystałam wiele. Z Pracowni Wypieków to z pewnością Chleb Polski, Ciabatty i Chleb Tostowy. Z White Plate pomyślałam o Tarta Tatin, Panforte di Siena i Kruchych Ciasteczkach, które piekę z córkami :-) Z wytrawnych pozycji to wspaniała Zupa Porowo - Ziemniaczana i Barszcz Wigilijny. To pierwszy barszcz bez zakwasu, który mi smakuje.


Mój pierwszy chleb.
Żytni na zakwasie.
Nasz domowy chleb powszedni.
Chleb polski na zakwasie, pieczony
w garnku żeliwnym.
Blogi, o których wspomniałam są bardzo popularne, Liska podejmuje nowe wyzwania, ciekawie ogląda się jej starsze wpisy, widać jak wiele zrobiła w kierunku profesjonalnej fotografii potraw. Przyznam jednak, że ostatnie zdjęcia mniej mi się podobają, wolałam te swojskie, z których człowiek ma ochotę sięgnąć po kawałek ciasta... W ostatnim czasie pojawiają się bardziej artystyczne, na których gra światło, tak się chyba mówi...
Zdjęcia, które dziś zamieszczam to kilka moich radosnych kuchennych przygód z blogami Liski. Czasem pstrykałam zdjęcie telefonem i nie przypuszczałam, że kiedyś je...opublikuję ;-) Niektóre zrobione kilka lat temu.


Mój pierwszy chleb bochenkowy. To znaczy, że uformowałam
 bochenek, po czym wyrastał w koszyku. Upiekłam go na
ceramicznym kamieniu. 
Wspomniane już Ciabatty. 
Kończąc powoli moje kulinarne wywody zaglądamy do środka zeszytu, bo ciągle o nim mowa. Zioła... Zioła i zielnik są moją pasją. Moje zainteresowania 10 lat temu szły w kierunku botanicznym, dziś zmienił się nieco kierunek (na kulinarny), ale pasja pozostała. Obiecałam sobie, będąc młodą dziewczyną, gotować zupy bez tzw. jarzynki, vegety czy innych takich... W mojej rodzinie nikt nie posiadał tej umiejętności i wydawało się to sztuką magiczną! Jarzynka także wydawała się nią być (magią) bo wystarczyła łyżeczka i wszystko smakowało, no właśnie podobnie... Teraz już wiem, że to nie magia a nauka, a dokładniej chemia... Tak więc, wbrew pozorom nie odeszłam od tematu, zioła pomagają uzyskać niepowtarzalne smaki moim zupom. Majeranek, bazylia, oregano, tymianek, gałka muszkatałowa, pieprz... mam już swoje ulubione połączenia i już nie tak często zdarza mi się eksperymentować.


Zwykły obiad, zwykła zupa warzywna z lubianym
 przez dzieci dodatkiem: malutkimi pulpecikami.
Do tego świeży chleb i nic więcej...
I pierwszy wpis w zeszycie! Na pamiątkę tegorocznych wakacji oraz pierwszego i drugiego upieczenia eksperymentalnego. Eksperyment udany, Tarta Wiśniowa została zapisana i zabezpieczona przed niepamięcią. Szczegóły tarty pojawią się pewnie kiedyś na blogu. Uwielbiam ten rodzaj ciast.


Letnia wiśniowa tarta i Cynie, wspanaiałe letnie kwiaty i Cappuccino.

Ciekawa jestem, czy ktoś wytrzymał do końca... Może jest rok 2039, moja córka jest w moim wieku i stała się równie sentymentalna jak mama... I to właśnie Ona wytrwała! Macham  do Cię córeczko i widzę, że mnie bardzo kochasz ;-)

Dziękuję za uwagę :-)