Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2013

Przeszło 20 skrzynek jabłek...

- To ile skrzynek jabłek Wam naszykować? - zapytał mój Tato kiedy kończyły się ferie.
- Teraz nie zabierzemy. Mam jeszcze jedną skrzynkę w domu i całą szufladę w lodówce - odpowiedziałam.
- To dalej dziewczyny, zabierajcie się za te jabłka (te dziewczyny to ja i moja mama ;-), bo w piwnicy pod schodami jest jeszcze przeszło 20 skrzynek... 
Jak tato powiedział, tak zrobiłam :-) 



Trzeba przyznać, że jabłka z ogrodu rodziców, o którym TUTAJ pisałam są wyjątkowej urody. Rosną bez oprysków i mimo to doskonale przechowują się. Starzeją się także z godnością. Te, które stoją dłuższy czas w ciepłym miejscu wysychają i marszczą się poprostu, prawie nie gniją. 
Poniżej przedstawiam przepisy na ulubione ciasta. Z tego co wiem urodzaj na jabłka był w tym roku duży. Być może poddam komuś pomysł na miłe zużycie kilograma czy dwóch w ten weekend :-) Dziś postanowiłam zapodać takie zwykłe ciasta. Planuję jeszcze przepisy na ciasta z jabłkami typu szarlotka, do przygotowania których potrzeba nieco więcej czasu i naczyń. Teraz jednak ciasta szybkiej potrzeby ;-)


Jabłecznik Mamy.

To zdecydowanie smak mojego dzieciństwa, a szczególnie niedzielnego popołudnia. Takie ciasto piecze moja mama, a teraz i ja. To jest taki zwyczajny jabłecznik domowy, pyszny, bez zbędnych dodatków i upiększeń.



Składniki na ciasto:
  • 225 g masła / margaryny
  • 3 jajka + 1 żółtko (białko zostawić do posmarowania wierzchu ciasta)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 600 g mąki
  • 200 g cukru
Składniki na nadzienie:
  • 1 kg obranych i startych jabłek (na średnich oczkach)
  • 160 g cukru
  • 3 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki cynamonu - opcjonalnie (ja raczej nie dodaję)
Przygotowanie:

Z podanych składników zagniatam ciasto i wkładam do lodówki na 20-30 minut. Przygotowuję nadzienie. Starte jabłka, cukier i mąkę mieszam. Dzięki mące jabłka lepiej "trzymają się" (nie puszczają soku) i ciasto nim nie nasiąka. Połowę ciasta z lodówki wałkuję i wykładam dno blachy. Nakładam nadzienie. Wałkuję drugą część ciasta i układam na jabłkach. Wierzch ciasta smaruję białkiem roztrzepanym z małą łyżeczką wody i posypuję cukrem, najlepiej brązowym. Po upieczeniu mam chrupiącą cukrową skorupkę na cieście. Piekę około 50 min. w 180℃ .To najprawdziwszy jabłecznik (nie mylić z szarlotką) według mojego subiektywnego spojrzenia na kuchnię ;-)

"Najłatwiejsze ciasto w świecie"


Może niektórzy pamiętają taką piosenkę "Radiowych Nutek" (dziecięcy zespół muzyczny z ubiegłego stulecia ;-). Prosiłam mamę, żeby upiekła to ciasto z piosenki, ale Ona mi tłumaczyła, że w piosence nie ma dokładnego przepisu... Dziś myślę, że to było TO właśnie ciasto. W piosence było ze śliwkami i takie także piekę w sezonie. Dziś jednak mamy do spożycia przeszło 20 skrzynek jabłek, dlatego będzie z jabłkami. Szybko łatwo i przyjemnie. Przepis pochodzi z internetu (nie pamiętam źródła, wyszukany kilka lat temu) z moimi zmianami.


Składniki:

  • 4 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • 190 g masła / margaryny
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ok. 4 jabłek obranych, pokrojonych w kostkę
Przygotowanie:

Białka ze szczyptą soli ubijam na sztywną pianę. Zmniejszam ubijanie na niższe obroty i dodaję kolejno: cukier, żółtka, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Na końcu dodaję rozpuszczone, przestudzone masło. Przelewam ciasto na blachę i równo obkładam jabłkami. Piekę ok. 40 min. w 180℃, do "suchego patyczka". Ciasta wydaje się mało, ale to porcja wystarczająca na klasyczną dużą blachę. Jeśli ktoś woli wyższe ciasta to można je upiec w tortownicy lub mniejszej blaszce. Ciasto "uniesie" dużą ilość owoców. Tak jak pisałam: to takie zwykłe domowe ciasto. Bardzo je lubię.

Salceson ;-)


Niestety często bywa tak, że dziwna (a nawet głupia) nazwa czy ksywa przylega jak ulał i co byś człowieku nie robił zostaje... Na dzień dzisiejszy pogodziłam się z faktem, że najpopularniejsze ciasto w naszym domu (a nawet kraju) nosi nazwę "Salceson". Ciasto ekspresowe. Ciasto, które ma różne wersje. Jadłam z gruszkami, rodzynkami i migdałami. Moją ulubioną jest wersja cynamonowa z jabłkiem bez kakao! To jest ciasto ze zdjęcia. Powiew lata... Zdjęcie z wakacji, ciasto z pierwszych ogrodowych jabłek. Ciasto wilgotne i lekkie zarazem. Ciasto bez margaryny czy masła, na oleju roślinnym. Zawsze wychodzi. Źródło przepisu: "jedna pani drugiej pani" ;-)


Składniki:
  • 5 jajek
  • 2 szklanki cukru
  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka oleju roślinnego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody spożywczej
  • 4 łyżeczki cynamonu
  • 1,5 kg jabłek obranych i pokrojonych w kostkę
Przygotowanie:

Białka ze szczyptą soli ubijam na sztywną pianę. Zmniejszam ubijanie na niższe obroty i dodaję kolejno: cukier, żółtka, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, sodą i cynamonem. Na końcu dodaję olej. Następnie jabłka i mieszam dobrze łyżką. Przekładam ciasto na standardową dużą blachę. Piekę ok. 50 min. w 180℃ Do "suchego patyczka".

Dietetyczne ciasto z jabłkami.

Na niedzielną kawkę miała do nas wpaść zaprzyjaźniona rodzina z karmiącą mamą. Karmiąca mama dla dobra swojego oseska nie może spożywać produktów mlecznych w tym masła i margaryny oraz jajek. To było wyzwanie: zrobić coś dla tej mamy do tej kawki.... Powstał placek - pizza ;-) Tak nazwały go dzieci. Nie zawiera mleka, masła ani jajek. Uwaga! Jest bardzo smaczny! Tak myślę sobie, że jest mało kaloryczny jak na ciasto. Polecam, nie tylko dla osób na diecie.


Składniki na ciasto:
  • 320 g mąki
  • 20 g świeżych drożdży
  • 200 ml wody
  • 120 g cukru
  • 3 - 4 łyżki oliwy
  • 1/2 łyżeczki soli

Nadzienie z jabłek:
  • 3 jabłka obrane, wydrążone z gniazd nasiennych i pokrojone w talarki
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 6 lyżeczek cukru
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
Przygotowanie:

Z podanych składników zagnieść ciasto. Zazwyczaj podaje się, żeby drożdże rozpuścić w małej ilości wody. Ja od dłuższego już czasu robię tak: po odmierzeniu potrzebnej ilości mąki dokładam drożdże i rozkruszam je palcami razem z mąką. Drożdze łatwo odchodzą od palców i rozprowadzają się w mące. Ważne, żeby drożdży nie mieszać bezpośrednio z solą. Ta może spowodować, że ciasto będzie wolno rosło lub nie urośnie wcale. Sól wsypać z reszta składników już po roztarciu drożdży. Ciasto nasmarować oliwą i pozostawić do wyrastania. Powinno podwoić objętość, co zajmuje 1- 2 godziny. Po tym czasie rozwałkować je lub rozłożyć rękoma na blaszce, na grubość ok 2 - 3 cm. Ja przygotowuję ciasto okrągłe i piekę je na orginalnej blaszce wsuwanej do piekarnika. Moje ciasto ma około 30 cm średnicy. Pozostawić na jakieś pół godziny do podrośnięcia. W miseczce wymieszać cukier, cynamon i mąkę ziemniaczaną. Na rozwałkowanym cieście ułożyć pokrojone jabłka i posypać mieszanką. Dzięki mące sok, który wypływa z jabłek łączy się z nią i tworzy taką galaretkę miejscami, zamiast wsiąkać w ciasto. Ciasto piekę 30 minut w 180℃ . To ciasto nie jest pracochłonne ale jednak czasochłonne. Potrzebuje czasu na wyrastanie, jak to ciasta drożdżowe. Ja czasem zagniatam ciasto wcześniej i na czas wyrastania wkładam je do lodówki. Ciasto rośnie, ale znacznie wolniej. Często zdarza mi się zagniatać ciasto wieczorem i piec na drugi dzień. Niektórzy twierdzą, że takie ciasto drożdżowe jest lepsze. Jeśli chodzi o mnie to na pizzę i chleb wolę ciasto wyrastające w lodówce. Natomiast na słodkie ciasto drożdżowe wolę wyrastanie w cieple. Mam wrażenie, że "lodówkowe" ciasto jest bardziej zwarte. Jest puszyste, ale jest mniej "nadmuchane" nie robią się w nim duże bąble powietrzne. Tak mi się wydaje ;-)


Przyponę jeszcze pyszne Ciasteczka Serowe z Jabłkiem (a'la francuskie) o których pisałam TUTAJ




Suszone jabłka.

Początkowo to był pomysł na pomarszczone już jabłka, jakby nie patrzeć, częściowo wysuszone. Jednak tak bardzo wszystkim posmakowały, że teraz suszę je regularnie. Dzięki temu nie muszę w domu rozkręcać ogrzewania ;-) Wszyscy z przyjemnością chrupią zdrowe czipsy. Jabłka trzeba szybko zjadać lub zamykać szczelnie w słoiku bo szybko chłoną wilgoć. 


Próbowałam kilku sposobów suszenia (na kratce z piekarnika, na blaszce i papierze do pieczenia). Ten wydaje się jednak najlepszy. Jabłka suszę rozłożone na blaszce przykrytej lnianą ściereczką, w piekarniku nagrzanym 60℃ przy uchylonych drzwiczkach piekarnika. Zaleca się krojenie jabłek razem z gdniazdami nasiennymi, ale my te jabłka zjadamy a nie gotujemy w kompocie więc bez gniazdek są przyjemniejsze do użycia. Nie obieram jabłek ze skórki do suszenia. Trzeba brać pod uwagę, że ściereczka dość mocno poplami się od soku. Jednak dzięki temu, że sok w nią wsiąka to nie przypala się przy owocach i te ładnie wysychają. Polecam.




- "Kto ma ochotę na lody?" - zapytałam rodzinę kończąc obiad.
- "Ja nie chcę lodów, ja chcę ziemniaczki!" - powiedziała H - urodzona Poznanianka* ;-) 

*Dla niewtajemniczonych - Poznaniaków tu i ówdzie zwą pyrami ;-) 


piątek, 7 grudnia 2012

Ciasteczkowa pora roku i pierniczone przypomnienie.


To ta część roku, w której ciasteczka piekę najchętniej. Rozpoczyna się, gdy końca dobiega Złota Polska Jesień i trwa, aż wiosna rozbuja się zielenią, więc niemal pół roku... Mogę gnieść, wykrwać i roztapiać się w temeraturze mojej kuchni w nieskończoność. To też swoiste leczenie: aromatoterapia, nic mi tak nie poprawia nastroju jak zapachy gotowania czy pieczenia. W pozostałej części roku ciasteczka bywają, ale bez szaleństw. Polubiłam te zbiorcze wpisy kulinarne. Nie wiem, jak Wy dajecie radę je czytać, bo są przydługie, ale nie mam poczucia winy ani wstydu ;-) bo możecie wyłączyć moje wywody w każdej chwili ;-) Nauczę się w końcu opcji "zwijanie tekstu" i część wpisu będzie zwinięta, ale to dopiero jak się nauczę... Lubię te wpisy, bo widzę, że przez lata praktyki kuchennej mam już swoje kanony i dokładnie wiem, które przepisy, na dzień dzisiejszy powinny tutaj trafić. Lubię próbować nowych rzeczy, ale uwielbiam te sprawdzone, które robię z zamkniętymi oczami i wiem, że będą wykradane przez małe rączki, jeszcze gorące. Dziś prezentuję mój SUBIEKTYWNY KANON CIASTECZEK. 


Ciasteczka Maślane Mimi

Nasze rodzinne No 1 już poznaliście, a jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. To Maślane Ciasteczka Mimi. To ciasteczka, na zapach których moja Helena powiedziała kiedyś "Mamo, ale zrób milijon" ;-)



Ciasteczka Owsiane.

Drugie ciasteczka, które chcę Wam przedstawić, to po części moje ciasteczka. Wychodziłam z przepisu na Ciasteczka Owsiane z bloga White Plate. Zajrzyjcie, porównajcie, jeśli chcecie. Moje, nie moje, bardzo je lubię. A chciałam osiągnąć smak podobny do ciasteczek owsianych oblanych czekoladą firmy Tago. Staram się jeść zdrowo i tak karmić moją rodzinę, ale nie mam obsesji na tym punkcie. We wspomnianych ciastkach poraziła mnie jednak ilość składników typu E... I jakoś przestałam je kupować a zaczęłam poszukiwać tego smaku w mojej kuchni, bo smaczne są trzeba przyznać. 




Z podanej porcji wychodzi około 25 ciasteczek o średnicy 5 cm.

  • 1/3 szklanki mąki orkiszowej (można użyć pszennej)
  • 1/3 szklanki mąki pszennej
  • 1 1/2 szklanki mąki owsianej (można zmielić w blenderze płatki owsiane)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 150 g masła
  • 1/2 szklanki cukru białego
  • 1/2 szklanki cukru ciemnego, trzcinowego
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki sezamu
  • 1 1/2 (150g) tabliczki czekolady
Mąkę (wszystkie trzy rodzaje), sól, sezam mieszam w jednej misce. W drugiej misce ucieram masło na puszystą masę. Ucierając dodaję cukier a następnie kolejno jajka. Dalej ucieram i dodaję stopniowo wymieszane suche składniki. Dodaję pokrojoną czekoladę i mieszam. Powstanie klejące ciasto. Dwoma małymi łyżeczkami nakładam ciasto na blachę zostawiając dość duże ok. 5 cm. odstępy (ciasto rozpłynie się). Piekę 10 - 15 min. w temperaturze 170 ℃. Gorące ciasteczka są miękkie, po wystudzeniu stwardnieją.


Ciasteczka Owsiane Typu "Zdrowego" od Gosi.

Gosi popsuł się kiedyś piekarnik. Mieszkała wtedy w bloku obok nas i przybiegła z surowym ciastem do mojego piekarnika, połowę ciastek zostawiła :-) Bardzo je lubię i są trochę pamiątkowe... Zazwyczaj piekę połowę ciasteczek z rodzynkami a połowę bez. Ja rodzynki uwielbiam, ale stanowię jedynie 1/5 część rodziny ;-) A dlaczego zdrowe? Wszystkie dzisiejsze ciasteczka są zdrowe, w sensie domowe, naturalne bez ulepszaczy (nie używam nawet proszku do pieczenia), ale wygladają jak sklepowe ;-) W tych widać całe płatki owsiane i tak mi się zdrowo kojarzą :-)





Z podanej porcji wychodzi około 20 sztuk ciasteczek.

  • 150 g masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • cukier waniliowy
  • 160 g płatków owsianych
  • jajko
  • 80 g rodzynków (jeśli chcemy pominąć rodzynki należy uzupełnić ciasto płatkami owsianymi lub zastąpić sezamem, wiórkami kokosowymi uprażonymi z płatkami)
Płatki owisiane prażę na suchej patelni. Masło rozpuszczam w rondelku, dodaję cukier. Podgrzewam do rozpuszczenia cukru, a nawet nieco dłuzej - aż cukier zaczyna lekko karmelizować się. Gdy masa przestygnie dodaję płatki, cukier waniliowy, jajko i mieszam. Dwoma łyżeczkami nakładam porcje ciasta na blachę w 5 cm odstępach - ciasto rozpływa się. Piekę 15 - 20 minut w 180 ℃. Gorące ciasteczka są miękkie, po wystudzeniu stają się kruche. Ciasteczka ładnie błyszczą, zupełnie jakby były z miodem, ale miodu nie zawierają, nie zapomniałam :-)
Ciasteczka Korzenne.

Zanim zaczęłam piec pierniki, to właśnie te ciasteczka chrupaliśmy w Święta Bożego Narodzenia i te ciasteczka dostawali od nas znajomi i przyjaciele razem ze śwątecznymi życzeniami. Przepis pochodzi z bloga White Plate - Ciasteczka Kruche, z moją małą zmianą celem nadania korzennego smaku. Zrezygnowałam też z proszku do pieczenia. To ciasteczka podobne do korzennych serduszek sprzedawanych w sklepach o tej porze roku.



Z podanej porcji wychodzi około 50 ciasteczek, w zależności od użytych foremek i grubości ciasteczek.
  • 175 g miękkiego masła
  • 200 g cukru pudru (mielę zwykły cukier w blenderze)
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka domowej przyprawy piernikowej (kupnej więcej)
  • 3 łyżeczki cynamonu
  • 400 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka soli
Na stolnicy zagniatam ciasto i wkładam do lodówki do schłodzenia (wystarczy 1/2 godziny) Dzielę ciasto na porcje, wałkuję na około 1/2 cm grubości i wycinam ciasteczka. Ciasto jest bardzo plastyczne i wygodne w użyciu, jeśli szukacie przepisu do pieczenia z dziećmi, ten polecam, wypróbowałam. Piekę 8 - 12 minut w temperaturze 180 ℃. 

Ciasteczka serowe.


To jedno z większych odkryć i zaskoczeń w mojej kuchni. Tak proste i tak efektowne, że trudno uwierzyć. Osoby, które znają się na kuchni prawdopodobnie od razu rozpoznają, że TO NIE JEST CIASTO FRANCUSKIE! Większość osób jednak wpada w osłupienie, że poważyłam się na domowe ciasto francuskie (dementuję, nigdy go nie robiłam). Wracając to tematu: taki efekt daje biały ser w cieście! I od razu piszę: nie zapomniałam o cukrze. Do ciasta nie dodaje się cukru, jedyna słodycz to posypka z cukru pudru. Jedyny minus: ciastka najlepsze są świeże, niestety dużo tracą na drugi dzień, w przeciwieństwie do pozostałych, które dziś prezentuję. Przepis pochodzi z "Twojego Stylu" został wycięty, więc nie podam roku ani numeru. To jeden z przepisów, które wypróbowałam z czystej ciekawości i już został :-)




Z podanej porcji wychodzi około 30 ciasteczek, jeśli wycinamy koła o średnicy 7 - 8 cm.
  • 250 g mąki pszennej
  • 250 g zmielonego białego sera (ja kupuję kostkę kremowego śmietankowego sera i już go nie mielę)
  • 250 g masła
  • cukier waniliowy
  • 3 - 4 jabłka obrane, bez gniazdek nasiennych pokrojone na "łódeczki"
  • cukier puder do dekoracji
Na stolnicy zagniatam ciasto z mąki, sera i masła. Następnie wkładam do lodówki na minimum godzinę, ale najlepiej kilka. Często zagniatam ciasto wieczorem a piekę ciasteczka na drugi dzień. Następnie wałkuję ciasto na około 1/2 cm i wycinam szklanką koła o średnicy 7 - 8 cm. Na każdym układam kawalek jabłka , składam na pół i sklejam jedynie w rogach. Układam na blaszce i piekę 25 - 30 minut w temperaturze 180 ℃. Przed podaniem posypuję cukrem pudrem.

Pierniczone przypomnienie ;-)

Dzisiejszym wpisem PRZYPOMINAM tym, co pieką, że już pora na PIERNICZKI! O pierniczkach tegorocznych z pewnością będzie. Tymczasem podaję sprawdzony przepis i zdjęcia z ubiegłego roku. To były moje pierwsze pierniczki, pierwszy raz je lukrowałam, bawiłam się świetnie, smakowały wybornie. Polecam, zawsze wydawały mi się takie nieosiągalne - a tu - no cóż "papierowy tygrys" ;-) Wypróbowałam kilka przepisów. W tym roku piekę tylko te. Uznałam, że są najlepsze. Pierniczki mają to do siebie, że dobrze im robi leżakowanie. Podobnie jak rok temu pierniczki zaczynam piec 6 grudnia. Te dwa tygodnie to wystarczający czas, żeby nabrały pełnego smaku. Bardzo lubię ten przepis, bo pierniczki nie są twarde jak kamień i można je zajadać już po wystudzeniu. Przy czym zdecydowanie najlepsze są po pewnym czasie. W tym roku porwałam się także na Piernik Staropolski. Zdam relację po Świętach. Zagniotłam ciasto w połowie listopada i leży w lodówce, podobno ma dojrzeć. Upiekę go kilka dni przed Świętami. Jestem bardzo ciekawa. A teraz do rzeczy.


edytowano 05.01.2017
W 2016 roku przygotowałam cały wpis dotyczący pierników z doświadczeniem zdobytym przez te lata. Proponuję przenieść się właśnie tam za pomocą TEJ LINKI(klik).




Pierniczki Sąsiadki Kasi :-) 

Z podanej porcji wychodzi około 120 pierniczków. 
  • 1 kg mąki pszennej
  • 1 szklanka (220 g) cukru
  • 1 szklanka (400 g) miodu
  • 250 g masła
  • 3 - 4 łyżki Domowej Przyprawy Piernikowej (lub  2 opakowania kupnej)
  • 2 łyżki kakao (nie dodaję, lubię zabarwienie od miodu i przypraw)
  • 2 jajka
  • 3 żółtka
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 2 łyżeczki sody
Miód i cukier gotuję, dodaję masło, aby się rozpuściło oraz przyprawy i ewentualnie kakao. Sodę rozcieram ze śmietaną. Gdy masa przestygnie dodaję śmietanę z roztartą sodą i miksuję. Podczas miksowania stopniowo dodaję pozostałe składniki. Przekładam ciasto na stolnicę i wyrabiam, w razie potrzeby dodaję mąki. Ciasto jest dość luźne. Wkładam je do lodówki, dzięki czemu zastygnie i dobrze będzie się wałkowało. Ciasto pozostawiamy w lodówce co najmniej godzinę. Ja zostawiam je na noc, a nawet dłużej. Następny etap to wałkowanie ciasta na około 1/2 cm i wycinanie pierniczków. Piekę około 10 - 15 minut w temperaturze 170 ℃. Po wystygnięciu pierniczki przechowuję w metalowych puszkach.

Przyprawa piernikowa.

Podobnie jak cukru waniliowego nie kupuję już przyprawy piernikowej. Dziś kupiłam, ale tylko po to, żeby pokazać wizualną różnicę. Niestety tej zasadniczej, zapachowej i smakowej pokazać nie mogę. To jest odpowiedź na pytanie: Po co, skoro ta ze sklepu to zaledwie 2 zł? Argument ekonomiczny już dawno odpada przy produkcji domowej. Przy masowej produkcji dzisiejszego świata i wytanieniu wszystkiego, domowe jedzenie i rzeczy to już towar z wyższej półki :-) Zakup tych wszystkich przypraw jest wydatkiem, który szczerze polecam. Te przyprawy, które się uda zakupuję w postaci niezmielonej. Całość mielę i przygotowuję w zwykłym blenderze w/g przepisu z TEJ strony. 


Po prawej stronie Domowa Przyprawa Piernikowa. Po lewej ta ze sklepu.
Co robi mąka! w przyprawie piernikowej?
Za Panią Dorotą podaję więc przepis:
  • 50 g kory cynamonu
  • 20 g suszonego imbiru
  • 15 g całych goździków
  • 15 g wyłuskanych ziaren kardamonu
  • 10 g gałki muszkatałowej
  • 10 g ziela angielskiego
  • 3 g czarnego pieprzu (w orginalnym przepisie jest 10 g, dla mnie za ostro)
  • 5 g ziaren anyżu (ja nie dodaję, anyż jest piękny, ale ja nie lubię...)
Wszystkie składniki zmielić w młynku do kawy lub utłuc w moździeżu. Ja mielę w zwykłym blenderze. Przyprawa jest bardzo aromatyczna. Na 1 kg mąki daję 3 - 4 łyżki przyprawy.

Ze swojej strony podpowiem jeszcze jak doprowadzam moje urządzenie do porządku. Po zmiksowaniu tak aromatycznych przypraw długo nie można pozbyć się zapachów. Po umyciu naczynia w detergencie i osuszeniu go mielę w nim ryż i zostawiam nawet na kilka dni. Ryż dobrze chłonie zapachy i wilgoć. Zawsze wsypuję ryż do nieużywanych aktualnie termosów i bidonów. Dzięki temu nie mają przykrych zapachów.

Gałka muszkatałowa, ach...

Do tego roku nie wiedziałam, jak piękna jest gałka muszkatałowa. Zazwyczaj nie udawało mi się zakupić gałki w nasionach. Zapach bez porównania do tej zmielonej.



Lukier królewski

Lukrowanie to przecież bardzo ważna sprawa podczas pierniczenia ;-) Pierniczki lukruję dopiero kilka dni przed Świętami. Ten lukier jest bardzo biały, trwały i nie kruszy się w porównaniu do tradycyjnego lukru z cukru i wody. Podobnie jak przyprawę przygotowałam go z przepisu ze strony Moje Wypieki. Można tam też podpatrzeć inspiracje do ozdabiania pierników, ja tak zrobiłam, ale jak sami widzicie po kilku godzinach lukrowania zaczyna człowieka ponosić ;-)



  • 1 białko
  • 1 szklanka cukru pudru
Białko utrzeć z cukrem pudrem np. łyżką drewnianą. Ilość cukru pudru zależy od wielkości białka. Cukier dodaję stopniowo, sprawdzam w trakcie gęstość lukru. Wystarczy kapnąć na czysty talerzyk i zobaczyć jak lukier się zachowuje, nie powinien się rozpływać. 
Lukier można zabarwić naturalnie: sokiem z buraków, marchwi, malin, jagód. Wtedy prawdopodobnie będzie potrzeba zwiększenia ilości cukru pudru. Można też wykorzystać barwniki spożywcze.
Czym robić wzorek na pierniczkach? Można użyć rękawa cukierniczego lub strzykawki. Ja, podobnie jak autorka przepisu, używam rożków, które skręcam sobie z papieru do pieczenia i odcinam końcowkę. Po wyciśnięciu porcji lukru biorę nowy rożek.
Taki lukier można przechowywać w lodówce zamknięty szczelnie w woreczku. Jeśli lukier zgęstnieje za bardzo wystarczy zanurzyć go z woreczkiem w ciepłej wodzie.

Na granicy piękna i kiczu ;-)

Teraz jeszcze dwa słowa o talerzyku z ptaszkami. Kupiłam go zupełnie przypadkowo, w osiedlowym sklepiku, co to jest w nim wszystko: od skarpet, przez płyny, proszki i gazety po talerze i półmiski ;-) To talerzyk przede wszystkim na ciasteczka i za każdym razem gdy stoi na stole zastanawiam się: Czy on jeszcze jest w kategorii ładne czy już kiczowate? :-) Z pewnością gdzieś na granicy i ja go uwielbiam! Nie jestem pewna, czy to dobrze ;-)

Po całym dniu stukania w klawiaturę w tzw. międzyczasie udało się ukończyć mikołajkowy wpis. Jak zwykle przydługo... No tak mam ;-) Pozdrawiam :-)

niedziela, 23 września 2012

Nowy nagłówek i ciasteczka.

I mamy jesień. Jak wszystko co nowe, nowa pora roku budzi we mnie ciekawość tego co będzie: w kuchni, w pokoju, na dworze. Na początek nowy nagłówek. Powstały takie wersje:


Tuż po zaparzeniu kawy.



Już po zamieszaniu łyżeczką.



Po zamieszaniu i nabraniu perspektywy...



Po zamieszaniu i nabraniu większej perspektywy...


Po kawie... zostały ciasteczka...


Myślę, że nowy nagłówek wpisał się także w zakładkę To i Tamto.
Taki ładny kolarz tematyczny: napis i filiżanka. Filiżanki nie zakupiłam specjalnie na potrzeby bloga. To pamiątka z naszych włoskich podróży. Stało się jednak coś innego... upiekłam ciasteczka specjalnie na potrzeby zdjęć i tego wpisu! Będę się tłumaczyć. To mąż zapodał pomysł, gdy zobaczył z jakim nagłówkiem się przymierzam. Bardzo Mu się spodobał i rzekł tymi słowy: "Ciasteczka tu jeszcze brakuje." To był powód No 1. Powód No 2: Nie kupię przecież ciasteczek, tutaj daję popisówkę z moich talentów i nagle w nagłówku, przez kilka tygodni jakieś sklepowe ciasteczka, a jeszcze jak ktoś zapyta... Powód No 3: Nie trzeba mnie długo namawiać na zrobienie tych ciasteczek. Wszyscy je UWIELBIAMY, to stali bywalcy naszego domu :-) Smakują jak pyszne maślane ciasteczka z "naszych" czasów. To były lata osiemdziesiąte! ubiegłego wieku... powiedzmy to sobie szczerze ;-) Czasem zastanawiam się, czy kiedyś wszystko rzeczywiście smakowało lepiej? Czy to tylko problem z zakupem i dostępnością wielu rzeczy,  był tak duży, że nie mogły smakować źle?... Pewnie jedno i drugie. Więcej powodów upieczenia ciasteczek nie wymyślę, powiem szczerze. Pisanie bloga mnie wciąga i sprawia przyjemność. Staram się bardziej, uczę się robić zdjęcia, a dziś, już wiecie co zrobiłam ;-) To przyjemne zajęcie, na które potrzebuję trochę czasu... Nie martwię się jednak, mam w domu całą trójkę "stawiaczy do pionu rzeczywistości" hasłami typu: "jestem głodna(y)", więc nie utknę tu na dobre ;-) 
Tymczasem dzielę się recepturą na te cuda. Pochodzą one wprost z bloga BoMimi. Podaję więc za Moniką. A kto woli z orginału zapraszam TUTAJ




Mimi's cookies

250g mąki
90g drobnego cukru *
szczypta soli
150g posiekanego masła
2 żółtka od szczęśliwych kur **
nasionka z całej laski prawdziwej wanilii ***
dodatki wg uznania:dżem, cukier kryształ itp.


Do dużej miski przesiej mąkę. Dodaj cukier, sól, wanilię. Dodaj masło i rozetrzyj tak aby ciasto miało konsystencję okruchów. Dodaj żółtka i zagnieć gładkie ciasto. Zawiń w folię i wstaw do lodówki na 30 minut. Przełóż na posypaną mąką stolnicę i rozwałkuj na grubość od 6mm do 10 mm. Dowolnymi foremkami wykrój ciasteczka. Ułóż na blasze i piecz około 20- 25 minut w piekarniku nagrzanym do 160 st. aż będą rumiane. Długość pieczenia zależy od grubości Waszych ciasteczek.
Z tej porcji wychodzi 15-20 sztuk.

A teraz moje 3 grosze:

*Monika w innym miejscu na swoim blogu podpowiada, żeby nie kupować drobnego cukru czy cukru pudru, ale mielić samemu. Przyznam, że od jakiegoś czasu tak robię. Używam do tego zwykłego blendera. Monika myśli o tym, żeby produkty, które kupuje były jak najmniej przetworzone. Ja uznałam, że warto, to tylko chwila, a cukier puder jest sporo droższy od zwykłego.

**Monika ma tu na myśli kury z wolnego wybiegu.

***Ja używam cukru z wanilią, zamiast części cukru w przepisie. Taki cukier przygotowuję sama na podstawie TEGO przepisu.

I jeszcze:

Postanowiłam, że będę dzieliła się różnymi moimi "wynalazkami", które sama wynalazłam albo wynalazłam u kogoś. Prawdopodobnie nie jest to nic odkrywczego, ale sprawia, że robienie ciasteczek znacznie przyspiesza. Szybki sposób na formowanie ciasteczek. Po zagnieceniu ciasta formuję z niego wałek. Po schłodzeniu kroję na plasterki o grubości 6-10mm i z jednej strony obtaczam cukrem. Ciasteczka w jednej chwili lądują na blasze w piekarniku (stroną z cukrem od góry). Oczywiście nie są wtedy tak różnorodne, więc czasem wykrawamy też ciasteczka foremkami. Wierzcie mi jednak, że ciasteczka są tak pyszne, że nie potrzebują fantastycznych form i ozdób. Moja córka gdy czuje ich zapach to mówi: "Mamo, tylko pamiętaj, zrób milion".
 Zazwyczaj przygotowuję potrójną porcję ciasta. Formuję wtedy trzy wałki. Dwa, po schłodzeniu i skrojeniu, piekę. Jeden najczęściej zamrażam. To świetny sposób na ekspresowo szybkie ciasteczka domowe. Wystarczy na chwilę wyjąc z zamrażalki wałek ciasta, włączyć piekarnik i kroić. Tutaj też ten sposób formowania ciasteczek sprawdza się doskonale. Nie ma potrzeby rozmrażać cista do końca aby je móc rozwałkować, wystarczy, że trochę zmięknie i wtedy bardzo łatwo kroić plasterki.




To tyle o ciasteczkach. Mam nadzieję, że właśnie one, kawa i czasem Dwa Talenty umilą nadchodzące chłody :-)




Życzę Drogim Czytelnikom miłej jesieni :-)


Po ciasteczkach pozostał ślad...