Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyprawa Piernikowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyprawa Piernikowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Wszystko co wiem o piernikach. Pieczenie. Lukrowanie. Pakowanie.

- Jest już za późno?
- Nie jest za późno!


Planuję upiec jeszcze jedną porcję pierników. Pierwsza rozeszła się w dwa dni. Drugą lukrujemy, ale też rozejdzie się szybko. Lukrowanie z koleżanką, kilka na choinkę do szkoły, kolejne na klasowe Wigilie. A przecież dla nas coś musi zostać i na prezenty... W ubiegłym roku upiekłam ponad 500 sztuk. Wszystkie "zeszły" przed Nowym Rokiem. Przepis na pierniczki jest bardzo dobry. Smaczne zarówno zaraz po upieczeniu jak i po kilku tygodniach. Dlatego absolutnie nie jest za późno. Dziś w jeden wpis zebrałam moje pierniczkowe doświadczenie. Pierwszy raz piekłam pierniczki w 2012 roku. W moim rodzinnym domu nie było tradycji pieczenia pierniczków. Później piekłam kruche ciasteczka korzenne. Jednak czas biegł, dzieci rosły i należało w końcu zacząć. W planie wpisu jest 5 punktów:

  1. Domowa przyprawa piernikowa.
  2. Przepis na pierniczki.
  3. Lukrowanie pierniczków - przepis na lukier królewski.
  4. Pakowanie pierniczów.
  5. Przegląd pierniczków od 2012 roku :-)
1. Domowa przyprawa piernikowa.

Pierwszą przyprawę piernikową przyprawę zrobiłam według przepisu ze strony moje wypieki. Jednak, jak pewnie każdy, mam swoje przyzwyczajenia i ostatecznie korzystam z poniższych proporcji. Nie dodaję anyżu, nie przepadam, za jego smakiem, choć jest prześliczny i ilość pieprzu zredukowałam do 3g i chyba dołożyłam kolendrę. Kto chce niech sprawdza.




Wszystkie przyprawy wstępnie tłukę w moździerzu, a następnie przekładam do blendera i mielę. Kielich mojego blendera jest plastikowy, tak zniszczył się i porysował, ale nie popękał i świetnie działa. Korzystam z blendera typu "żyrafa" z małym kielichem.

Myślę że warto zrobić taką przyprawę z gotowych, zmielonych już składników. Może lekko straci na intensywności, ale z pewnością i tak poczujesz różnicę w stosunku do tej gotowej.


Po co męczyć się w kuchni, skoro można kupić i jeszcze wyjdzie dużo taniej? Poniżej zdjęcie kupnej i domowej przyprawy piernikowej, pod zdjęciem subiektywne rozważania na zadane pytania.



Przyprawa piernikowa, jak nazwa wskazuje, ma sczególne znaczenie dla wypieków typu pierniki i pierniczki. Otóż pierwszym składnikiem kupnej przyprawy piernikowej jest mąka... Bardzo możliwe, że istnieje dobra przyprawa gotowa, ale odkąd zrobiłam domową nie mam ochoty na poszukiwania. Jest bardzo intensywna, aromatyczna i nie należy z nią przesadzać. Nadaje się zarówno do pierniczków jak i grzanego wina, czy korzennej herbaty.

2. Przepis na pierniczki.

Przepis na blogu już był, ale pomiędzy różnymi ciachami, więc uznałam, że będzie jeszcze raz. Poza tym przeszedł małe modyfikacje, ale to przepis od sąsiadki Kasi i jest miłą pamiątką po czasie, kiedy wpadałyśmy do siebie w kapcich, nierzadko ze swoją własną kawą w dłoniach ;-).



Z podanej porcji wychodzi około 120 pierniczków, wszystko zależy od wykrojników i grubości ciasta. 

Składniki:

  • 1 kg mąki pszennej tortowej
  • 1/2 szklanki (110 g) cukru
  • 1 szklanka (400 g) miodu
  • 250 g masła
  • 3 - 4 łyżki Domowej Przyprawy Piernikowej (lub  2 opakowania kupnej)
  • 2 jajka
  • 2 żółtka (białka można wykorzystać do lukru)
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 2 łyżeczki sody


Przygotowanie:

W dużym garnku (wszystkie składniki zostaną do niego dołożone) podgrzewam miód do zagotowania, wyłączam ogień, dodaję przyprawy, oraz masło aby się rozpuściło. Pozostawiam do przestudzenia.

W miseczce rozcieram sodę ze śmietaną. 

W drugiej miksuję na puch cukier, jajka i żółtka.

Gdy masa miodowa przestygnie dodaję do niej śmietanę z roztartą sodą, oraz masę jajeczną i miksuję. Podczas miksowania stopniowo dodaję mąkę. Ja miksuję ciasto do końca, w trakcie zmieniam łapki miksera z miksujących na wyrabiające (takie spiralne). Ciasto po dodaniu całej mąki nadal jest dość luźne. Wkładam je do lodówki na całą noc.
Po wyjęciu ciasta z lodówki przekładam je na stolnicę i wyrabiam, w razie potrzeby dodaję mąki. 

Dzielę ciasto na 4 części, następnie każdą wałkuję na około 1/2 cm i wycinam pierniczki. Ciasto jest bardzo plastyczne, dobrze się z nim pracuje. doskonale radzą sobie z nim moje dzieci.
Pierniczki piekę około 10 minut w temperaturze 200℃. Po wystudzeniu pierniczki przechowuję w metalowych puszkach.

Do lukrowania zabieram się na kilka dni przed świętami.


3. Lukrowanie pierniczków - przepis na lukier krolewski.


Lukrowanie to bardzo ważna sprawa podczas pierniczenia. Szczególnie gdy pogoda nie rozpieszcza, należy sobie dobrze polukrować. Wtedy nawet deszcz przed świętami nie straszny. Pierniczki lukruję dopiero kilka dni przed świętami i tylko wtedy. Gdy piekę pierniczki poza tym czasem nie lukruję ich, co najwyżej pudruję. Lukier to przywilej świąteczny. Lukier królewski, bo o nim mowa, jest bardzo biały, trwały i nie kruszy się w porównaniu do tradycyjnego lukru z cukru i wody. I znów na stronie moje wypieki znajdziecie bardzo szczegółowy przepis. Ja korzystałam z wcześniejszego, mniej precyzyjnego. Na zdjęciu poniżej tegoroczne lukry, nie to nie są farby.




  • 1 białko
  • 1 szklanka cukru pudru


Białko ucieram w misce z cukrem pudrem za pomocą miksera. Ilość cukru pudru zależy od wielkości białka. Cukier dodaję stopniowo, sprawdzam w trakcie gęstość lukru. Wystarczy kapnąć na czysty talerzyk i zobaczyć jak lukier się zachowuje, nie powinien się rozpływać. Do robienia precyzyjnych wzorków potrzebny jest gęstszy. Do lukrowania całych pierniczków, nieco rzadszy.

Lukier można zabarwić naturalnie: sokiem z buraków, marchwi, malin, jagód. Wtedy prawdopodobnie będzie potrzeba zwiększenia ilości cukru pudru. Można też wykorzystać barwniki spożywcze. Ja osobiście korzystam z kupnych barwników spożywczych. Można spotkać naprawdę naturalne składy.

Czym robić wzorek na pierniczkach? Można użyć rękawa cukierniczego lub strzykawki. Ja, podobnie jak autorka przepisu, używam rożków, które skręcam sobie z papieru do pieczenia i odcinam końcowkę. Po wyciśnięciu porcji lukru biorę nowy rożek.

Lukier królewski można przechowywać w lodówce zamknięty szczelnie w woreczku. Jeśli lukier zgęstnieje za bardzo wystarczy zanurzyć go z woreczkiem w ciepłej wodzie.

 4. Pakowanie pierniczków.

Pierniczki pieką już niemal wszyscy. Z własnego ciasta, gotowego proszku, albo masy do wałkowania, ważne żeby piec, bo to miła tradycja. W związku z tym powstaje pytanie. Czy to wypada, czy ma sens dawanie takich upominków?  Zdania są pewnie różne, ale ja uwielbiam dostawać pierniczki z innych domów! Każdy ma swój przepis, ale jeśli nawet korzysta z takiego samego jak wasz, gwarantuję, że smak pierniczków z każdego domu jest inny. Uwielbiam pierniczki  jeść i oglądać, i cieszę się jak dziecko z takich prezentów. Zerknijcie na kolaż jak pakowaliśmy nasze pierniczki w ostatnich latach.


Każdego roku inaczej, ale wszystkie w ten sam sposób, tzn. jeden sposób na jeden rok ;-) Były tekturowe pudełeczka, zwykłe białe koperty z wstążkami, albo szare torby z zawieszkami. Ostatnio zakupiłam woreczki spożywcze do słodyczy. Zaznaczam, że w każdym z innych sposobów pierniczki pakowaliśmy do woreczków, żeby nie wysychały. Jednak były to zwykłe woreczki do mrożenia, dlatego dostawały jeszcze dodatkowe opakowanie.



5. Przegląd pierniczków.


Prawdopodobnie wszystkie pierniczki przewinęły się przez bloga. Dlatego dziś kolaże z każdego roku. Widać jak nabieraliśmy wiatru w żalge, pewności siebie i to, jak coraz bardziej ekspanywnie do kuchni wkraczają dzieci ze swoim kolorowym, szalonym swiatem.

Rok 2012 Nasze pierwsze pierniczki, jeszcze nieśmiałe. Lukrowane ażurowo, nieporadnie, ale własne, wypełniające zapachem całe piętro.


Rok 2013. To były pierwsze święta w nowym mieszkaniu. Niewiele było czasu na cudowanie, jeszcze na kartonach, ale nowej tradycji stało się zadość, pierniczki nasyciły nowe ściany.


Rok 2014. Dzieci wkraczają do akcji. Jeszcze biały lukier, ale pojawiły się posypki. Pierniczki lepsze z każdym dniem, zwłaszcza prosto z choinki...


Rok 2015. Sprawdzaliśmy legendę o Katarzynkach.  Dziewczyny zaprosiły na lukrowanie koleżanki ze swoich klas, kolorowe lukry musiały być i posypki wszelakie, także. Odnotowaliśmy rekord upieczonych pierników: ponad 500 sztuk.


Mamy rok 2016. Jest 12 grudnia, jeszcze nie rozpędziliśmy się z ozdobami, ale zaplecze jest: 5 kolorów lukru, posypki, pisaki.  Lada chwila pierniczki sypną po oczach ferią barw. Tymczasem kilka fotek roboczych. Dzieci są już duże, ja zagniatam ciasto, one robią resztę, nadzoruję piekarnik jeszcze, a później sprzątam kuchnię... Nasz dwulatek zazwyczaj rozbrykany przez 1,5 siedział przy stole, gniótł ciasto i wykrawał. Upiekliśmy i te pierniczki, a jakże, wzruszający widok. 


Miłego pierniczenia!


piątek, 7 grudnia 2012

Ciasteczkowa pora roku i pierniczone przypomnienie.


To ta część roku, w której ciasteczka piekę najchętniej. Rozpoczyna się, gdy końca dobiega Złota Polska Jesień i trwa, aż wiosna rozbuja się zielenią, więc niemal pół roku... Mogę gnieść, wykrwać i roztapiać się w temeraturze mojej kuchni w nieskończoność. To też swoiste leczenie: aromatoterapia, nic mi tak nie poprawia nastroju jak zapachy gotowania czy pieczenia. W pozostałej części roku ciasteczka bywają, ale bez szaleństw. Polubiłam te zbiorcze wpisy kulinarne. Nie wiem, jak Wy dajecie radę je czytać, bo są przydługie, ale nie mam poczucia winy ani wstydu ;-) bo możecie wyłączyć moje wywody w każdej chwili ;-) Nauczę się w końcu opcji "zwijanie tekstu" i część wpisu będzie zwinięta, ale to dopiero jak się nauczę... Lubię te wpisy, bo widzę, że przez lata praktyki kuchennej mam już swoje kanony i dokładnie wiem, które przepisy, na dzień dzisiejszy powinny tutaj trafić. Lubię próbować nowych rzeczy, ale uwielbiam te sprawdzone, które robię z zamkniętymi oczami i wiem, że będą wykradane przez małe rączki, jeszcze gorące. Dziś prezentuję mój SUBIEKTYWNY KANON CIASTECZEK. 


Ciasteczka Maślane Mimi

Nasze rodzinne No 1 już poznaliście, a jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. To Maślane Ciasteczka Mimi. To ciasteczka, na zapach których moja Helena powiedziała kiedyś "Mamo, ale zrób milijon" ;-)



Ciasteczka Owsiane.

Drugie ciasteczka, które chcę Wam przedstawić, to po części moje ciasteczka. Wychodziłam z przepisu na Ciasteczka Owsiane z bloga White Plate. Zajrzyjcie, porównajcie, jeśli chcecie. Moje, nie moje, bardzo je lubię. A chciałam osiągnąć smak podobny do ciasteczek owsianych oblanych czekoladą firmy Tago. Staram się jeść zdrowo i tak karmić moją rodzinę, ale nie mam obsesji na tym punkcie. We wspomnianych ciastkach poraziła mnie jednak ilość składników typu E... I jakoś przestałam je kupować a zaczęłam poszukiwać tego smaku w mojej kuchni, bo smaczne są trzeba przyznać. 




Z podanej porcji wychodzi około 25 ciasteczek o średnicy 5 cm.

  • 1/3 szklanki mąki orkiszowej (można użyć pszennej)
  • 1/3 szklanki mąki pszennej
  • 1 1/2 szklanki mąki owsianej (można zmielić w blenderze płatki owsiane)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 150 g masła
  • 1/2 szklanki cukru białego
  • 1/2 szklanki cukru ciemnego, trzcinowego
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki sezamu
  • 1 1/2 (150g) tabliczki czekolady
Mąkę (wszystkie trzy rodzaje), sól, sezam mieszam w jednej misce. W drugiej misce ucieram masło na puszystą masę. Ucierając dodaję cukier a następnie kolejno jajka. Dalej ucieram i dodaję stopniowo wymieszane suche składniki. Dodaję pokrojoną czekoladę i mieszam. Powstanie klejące ciasto. Dwoma małymi łyżeczkami nakładam ciasto na blachę zostawiając dość duże ok. 5 cm. odstępy (ciasto rozpłynie się). Piekę 10 - 15 min. w temperaturze 170 ℃. Gorące ciasteczka są miękkie, po wystudzeniu stwardnieją.


Ciasteczka Owsiane Typu "Zdrowego" od Gosi.

Gosi popsuł się kiedyś piekarnik. Mieszkała wtedy w bloku obok nas i przybiegła z surowym ciastem do mojego piekarnika, połowę ciastek zostawiła :-) Bardzo je lubię i są trochę pamiątkowe... Zazwyczaj piekę połowę ciasteczek z rodzynkami a połowę bez. Ja rodzynki uwielbiam, ale stanowię jedynie 1/5 część rodziny ;-) A dlaczego zdrowe? Wszystkie dzisiejsze ciasteczka są zdrowe, w sensie domowe, naturalne bez ulepszaczy (nie używam nawet proszku do pieczenia), ale wygladają jak sklepowe ;-) W tych widać całe płatki owsiane i tak mi się zdrowo kojarzą :-)





Z podanej porcji wychodzi około 20 sztuk ciasteczek.

  • 150 g masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • cukier waniliowy
  • 160 g płatków owsianych
  • jajko
  • 80 g rodzynków (jeśli chcemy pominąć rodzynki należy uzupełnić ciasto płatkami owsianymi lub zastąpić sezamem, wiórkami kokosowymi uprażonymi z płatkami)
Płatki owisiane prażę na suchej patelni. Masło rozpuszczam w rondelku, dodaję cukier. Podgrzewam do rozpuszczenia cukru, a nawet nieco dłuzej - aż cukier zaczyna lekko karmelizować się. Gdy masa przestygnie dodaję płatki, cukier waniliowy, jajko i mieszam. Dwoma łyżeczkami nakładam porcje ciasta na blachę w 5 cm odstępach - ciasto rozpływa się. Piekę 15 - 20 minut w 180 ℃. Gorące ciasteczka są miękkie, po wystudzeniu stają się kruche. Ciasteczka ładnie błyszczą, zupełnie jakby były z miodem, ale miodu nie zawierają, nie zapomniałam :-)
Ciasteczka Korzenne.

Zanim zaczęłam piec pierniki, to właśnie te ciasteczka chrupaliśmy w Święta Bożego Narodzenia i te ciasteczka dostawali od nas znajomi i przyjaciele razem ze śwątecznymi życzeniami. Przepis pochodzi z bloga White Plate - Ciasteczka Kruche, z moją małą zmianą celem nadania korzennego smaku. Zrezygnowałam też z proszku do pieczenia. To ciasteczka podobne do korzennych serduszek sprzedawanych w sklepach o tej porze roku.



Z podanej porcji wychodzi około 50 ciasteczek, w zależności od użytych foremek i grubości ciasteczek.
  • 175 g miękkiego masła
  • 200 g cukru pudru (mielę zwykły cukier w blenderze)
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka domowej przyprawy piernikowej (kupnej więcej)
  • 3 łyżeczki cynamonu
  • 400 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka soli
Na stolnicy zagniatam ciasto i wkładam do lodówki do schłodzenia (wystarczy 1/2 godziny) Dzielę ciasto na porcje, wałkuję na około 1/2 cm grubości i wycinam ciasteczka. Ciasto jest bardzo plastyczne i wygodne w użyciu, jeśli szukacie przepisu do pieczenia z dziećmi, ten polecam, wypróbowałam. Piekę 8 - 12 minut w temperaturze 180 ℃. 

Ciasteczka serowe.


To jedno z większych odkryć i zaskoczeń w mojej kuchni. Tak proste i tak efektowne, że trudno uwierzyć. Osoby, które znają się na kuchni prawdopodobnie od razu rozpoznają, że TO NIE JEST CIASTO FRANCUSKIE! Większość osób jednak wpada w osłupienie, że poważyłam się na domowe ciasto francuskie (dementuję, nigdy go nie robiłam). Wracając to tematu: taki efekt daje biały ser w cieście! I od razu piszę: nie zapomniałam o cukrze. Do ciasta nie dodaje się cukru, jedyna słodycz to posypka z cukru pudru. Jedyny minus: ciastka najlepsze są świeże, niestety dużo tracą na drugi dzień, w przeciwieństwie do pozostałych, które dziś prezentuję. Przepis pochodzi z "Twojego Stylu" został wycięty, więc nie podam roku ani numeru. To jeden z przepisów, które wypróbowałam z czystej ciekawości i już został :-)




Z podanej porcji wychodzi około 30 ciasteczek, jeśli wycinamy koła o średnicy 7 - 8 cm.
  • 250 g mąki pszennej
  • 250 g zmielonego białego sera (ja kupuję kostkę kremowego śmietankowego sera i już go nie mielę)
  • 250 g masła
  • cukier waniliowy
  • 3 - 4 jabłka obrane, bez gniazdek nasiennych pokrojone na "łódeczki"
  • cukier puder do dekoracji
Na stolnicy zagniatam ciasto z mąki, sera i masła. Następnie wkładam do lodówki na minimum godzinę, ale najlepiej kilka. Często zagniatam ciasto wieczorem a piekę ciasteczka na drugi dzień. Następnie wałkuję ciasto na około 1/2 cm i wycinam szklanką koła o średnicy 7 - 8 cm. Na każdym układam kawalek jabłka , składam na pół i sklejam jedynie w rogach. Układam na blaszce i piekę 25 - 30 minut w temperaturze 180 ℃. Przed podaniem posypuję cukrem pudrem.

Pierniczone przypomnienie ;-)

Dzisiejszym wpisem PRZYPOMINAM tym, co pieką, że już pora na PIERNICZKI! O pierniczkach tegorocznych z pewnością będzie. Tymczasem podaję sprawdzony przepis i zdjęcia z ubiegłego roku. To były moje pierwsze pierniczki, pierwszy raz je lukrowałam, bawiłam się świetnie, smakowały wybornie. Polecam, zawsze wydawały mi się takie nieosiągalne - a tu - no cóż "papierowy tygrys" ;-) Wypróbowałam kilka przepisów. W tym roku piekę tylko te. Uznałam, że są najlepsze. Pierniczki mają to do siebie, że dobrze im robi leżakowanie. Podobnie jak rok temu pierniczki zaczynam piec 6 grudnia. Te dwa tygodnie to wystarczający czas, żeby nabrały pełnego smaku. Bardzo lubię ten przepis, bo pierniczki nie są twarde jak kamień i można je zajadać już po wystudzeniu. Przy czym zdecydowanie najlepsze są po pewnym czasie. W tym roku porwałam się także na Piernik Staropolski. Zdam relację po Świętach. Zagniotłam ciasto w połowie listopada i leży w lodówce, podobno ma dojrzeć. Upiekę go kilka dni przed Świętami. Jestem bardzo ciekawa. A teraz do rzeczy.


edytowano 05.01.2017
W 2016 roku przygotowałam cały wpis dotyczący pierników z doświadczeniem zdobytym przez te lata. Proponuję przenieść się właśnie tam za pomocą TEJ LINKI(klik).




Pierniczki Sąsiadki Kasi :-) 

Z podanej porcji wychodzi około 120 pierniczków. 
  • 1 kg mąki pszennej
  • 1 szklanka (220 g) cukru
  • 1 szklanka (400 g) miodu
  • 250 g masła
  • 3 - 4 łyżki Domowej Przyprawy Piernikowej (lub  2 opakowania kupnej)
  • 2 łyżki kakao (nie dodaję, lubię zabarwienie od miodu i przypraw)
  • 2 jajka
  • 3 żółtka
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 2 łyżeczki sody
Miód i cukier gotuję, dodaję masło, aby się rozpuściło oraz przyprawy i ewentualnie kakao. Sodę rozcieram ze śmietaną. Gdy masa przestygnie dodaję śmietanę z roztartą sodą i miksuję. Podczas miksowania stopniowo dodaję pozostałe składniki. Przekładam ciasto na stolnicę i wyrabiam, w razie potrzeby dodaję mąki. Ciasto jest dość luźne. Wkładam je do lodówki, dzięki czemu zastygnie i dobrze będzie się wałkowało. Ciasto pozostawiamy w lodówce co najmniej godzinę. Ja zostawiam je na noc, a nawet dłużej. Następny etap to wałkowanie ciasta na około 1/2 cm i wycinanie pierniczków. Piekę około 10 - 15 minut w temperaturze 170 ℃. Po wystygnięciu pierniczki przechowuję w metalowych puszkach.

Przyprawa piernikowa.

Podobnie jak cukru waniliowego nie kupuję już przyprawy piernikowej. Dziś kupiłam, ale tylko po to, żeby pokazać wizualną różnicę. Niestety tej zasadniczej, zapachowej i smakowej pokazać nie mogę. To jest odpowiedź na pytanie: Po co, skoro ta ze sklepu to zaledwie 2 zł? Argument ekonomiczny już dawno odpada przy produkcji domowej. Przy masowej produkcji dzisiejszego świata i wytanieniu wszystkiego, domowe jedzenie i rzeczy to już towar z wyższej półki :-) Zakup tych wszystkich przypraw jest wydatkiem, który szczerze polecam. Te przyprawy, które się uda zakupuję w postaci niezmielonej. Całość mielę i przygotowuję w zwykłym blenderze w/g przepisu z TEJ strony. 


Po prawej stronie Domowa Przyprawa Piernikowa. Po lewej ta ze sklepu.
Co robi mąka! w przyprawie piernikowej?
Za Panią Dorotą podaję więc przepis:
  • 50 g kory cynamonu
  • 20 g suszonego imbiru
  • 15 g całych goździków
  • 15 g wyłuskanych ziaren kardamonu
  • 10 g gałki muszkatałowej
  • 10 g ziela angielskiego
  • 3 g czarnego pieprzu (w orginalnym przepisie jest 10 g, dla mnie za ostro)
  • 5 g ziaren anyżu (ja nie dodaję, anyż jest piękny, ale ja nie lubię...)
Wszystkie składniki zmielić w młynku do kawy lub utłuc w moździeżu. Ja mielę w zwykłym blenderze. Przyprawa jest bardzo aromatyczna. Na 1 kg mąki daję 3 - 4 łyżki przyprawy.

Ze swojej strony podpowiem jeszcze jak doprowadzam moje urządzenie do porządku. Po zmiksowaniu tak aromatycznych przypraw długo nie można pozbyć się zapachów. Po umyciu naczynia w detergencie i osuszeniu go mielę w nim ryż i zostawiam nawet na kilka dni. Ryż dobrze chłonie zapachy i wilgoć. Zawsze wsypuję ryż do nieużywanych aktualnie termosów i bidonów. Dzięki temu nie mają przykrych zapachów.

Gałka muszkatałowa, ach...

Do tego roku nie wiedziałam, jak piękna jest gałka muszkatałowa. Zazwyczaj nie udawało mi się zakupić gałki w nasionach. Zapach bez porównania do tej zmielonej.



Lukier królewski

Lukrowanie to przecież bardzo ważna sprawa podczas pierniczenia ;-) Pierniczki lukruję dopiero kilka dni przed Świętami. Ten lukier jest bardzo biały, trwały i nie kruszy się w porównaniu do tradycyjnego lukru z cukru i wody. Podobnie jak przyprawę przygotowałam go z przepisu ze strony Moje Wypieki. Można tam też podpatrzeć inspiracje do ozdabiania pierników, ja tak zrobiłam, ale jak sami widzicie po kilku godzinach lukrowania zaczyna człowieka ponosić ;-)



  • 1 białko
  • 1 szklanka cukru pudru
Białko utrzeć z cukrem pudrem np. łyżką drewnianą. Ilość cukru pudru zależy od wielkości białka. Cukier dodaję stopniowo, sprawdzam w trakcie gęstość lukru. Wystarczy kapnąć na czysty talerzyk i zobaczyć jak lukier się zachowuje, nie powinien się rozpływać. 
Lukier można zabarwić naturalnie: sokiem z buraków, marchwi, malin, jagód. Wtedy prawdopodobnie będzie potrzeba zwiększenia ilości cukru pudru. Można też wykorzystać barwniki spożywcze.
Czym robić wzorek na pierniczkach? Można użyć rękawa cukierniczego lub strzykawki. Ja, podobnie jak autorka przepisu, używam rożków, które skręcam sobie z papieru do pieczenia i odcinam końcowkę. Po wyciśnięciu porcji lukru biorę nowy rożek.
Taki lukier można przechowywać w lodówce zamknięty szczelnie w woreczku. Jeśli lukier zgęstnieje za bardzo wystarczy zanurzyć go z woreczkiem w ciepłej wodzie.

Na granicy piękna i kiczu ;-)

Teraz jeszcze dwa słowa o talerzyku z ptaszkami. Kupiłam go zupełnie przypadkowo, w osiedlowym sklepiku, co to jest w nim wszystko: od skarpet, przez płyny, proszki i gazety po talerze i półmiski ;-) To talerzyk przede wszystkim na ciasteczka i za każdym razem gdy stoi na stole zastanawiam się: Czy on jeszcze jest w kategorii ładne czy już kiczowate? :-) Z pewnością gdzieś na granicy i ja go uwielbiam! Nie jestem pewna, czy to dobrze ;-)

Po całym dniu stukania w klawiaturę w tzw. międzyczasie udało się ukończyć mikołajkowy wpis. Jak zwykle przydługo... No tak mam ;-) Pozdrawiam :-)