wtorek, 6 grudnia 2016

Jaśki dla hospicjum- przygotowania świąteczne rozpoczęte.



Nie będzie gwiazdek, choinek, mikołajków, ani nawet czerwonego nie będzie :-). Wzięłam udział w akcji "Uszyj jasia dla hospicjum". Po szczegóły zajrzyjcie do Agi Plieth, która organizuje akcję szycia jaśków dla poodpiecznych gdańskiego hospicjum "Pomorze Dzieciom". Pierwszy raz biorę udział w takim przedsięwzięciu. W tamtym roku chciałam i w końcu wyszło jak zawsze... nie zdążyłam... Tym razem w taki właśnie sposób postanowiłam rozpocząć przygotowania do świąt. Uszycie jaśka nie zajmuje dużo czasu. Ja z ogromną przyjemnością usiadłam, po długiej przerwie, przy maszynie. 
A może nie potrafisz, a chcesz w końcu zacząć szyć? Na tę okoliczność Joanka przygotowała czytelny kurs szycia jaśka: TUTAJ

Tutorial i zdjęcie pochodzi z bloga Joanki

I wreszcie moje poszewki na jaśki - uszyłam 7 sztuk. Jak już wspomniałam z ogromną przyjemnością usiadłam do maszyny. Ostatnio grzebałam w drewnie, malowałam komodę i przedpokój i  prawie zapomniałam jak uwielbiam szyć...







Z pozdrowieniami






niedziela, 4 grudnia 2016

Przedpokój z biurkiem.


Witajcie. Ja zupełnie jestem jeszcze nieświąteczna i to wcale nie z powodu opóźnień. To dla mnie za wcześnie, zdecydowanie. Udało mi się zrobić zdjęcia przedpokoju po małym remoncie/metamorfozie, każde z tych słów wydaje się za duże... Najważniejsza zmiana to biurko. Zamiast stołu zamontowaliśmy blat, który jest jednocześnie parapetem. Na końcu wpisu są zdjęcia przed i po. To nie są wielkie zmiany, ale bardzo wygodne. Biurko z jednej strony zwiększło swój blat roboczy, dochodzi od ściany do ściany. Z drugiej jest mniej inwazyjne, nie wychodzi poza ścianę w kierunku drzwi do pokoju. Poprzedni stół wystawał, do tego dochodziło krzesło, gdy siedziałam przy nim wejście do pokoju było utrudnione. Czeka Was dużo zdjęć mojego biurka, gdyż szalenie je lubię. Dechy, a dokładnie tarcicę zakupiłam latem w tartaku. Później pojechały one do najleszego stolarza na świecie :-). I wróciły w postaci blatu powycinanego tu i tam. Następnie ja zabrałam się za malowanie. Zdecydowałam się na olej twardy (olejowosk) w kolorze naturalnym. W grę wchodziło pobielenie, kolor dąb jasny lub naturalny. Zdecydowałam, że nie będę blatu pociemniać, bo widziałam jak ciemny stół zabierał nam słońce. Biały kusił, ale jednak poszłam w naturalny. Jest jasno i przyjemnie ciepło.










Na ścianach bocznych niewiele się zmieniło. Na jednej skrzynki z roślinnością i moimi dziełami ;-). Po przeciwnej stronie ikona i "makatka" stanęły na wąskiej półce, kiedyś tam wisiały.



Gdy zaczęłam robić zdjęcia w drugą stronę przdpokoju na dworze padał już grad lub śnieg, nie udało nam się tego ustalić... Światło uciekło i ciężko było mi zrobić zdjęcia. Z resztą cały czas zdjęć goniłam się ze słońcem...
Na początek wieszak. Powstał z dwóch wieszaków IKEA plus kilku haczyków. Pewnie większość osób poznaje te duże haki. Wieszak w oryginale nie był wygodny, zbyt gęsty. Tak więc po reorganizacji domowej z dwóch powstał jeden dłuuuuugi. Przygotowałam do tego długą deskę (pomalowana białym impregnatem) i przykręciłam wieszaki. Kurtki domowników trzymamy raczej w szafie przy wejściu, ten wieszak jest dla gości i na dosuszanie mokrych odzień wierzchnich. W praktyce różnie bywa. Małe haczyki są na klucze, tutaj też różnie bywa....


I druga ważna zmiana to nowe drzwi wejściowe. Poprzednie poza tym, że nie były ładne, to jeszcze podwójne. Wychodzenie z mieszania z wózkiem, dwona rowerami i hulajnogą plus dziecko do każdego pojazdu, bywało kłopotliwe. Te są jedne, super wyciszające, a co jeszcze ważniejsze, nie czujemy w naszym mieszkaniu co na obiad mają sąsiedzi. Przed świętami mieszanka zapachów doprowadzała mnie do obłędu...


Dla porównania zdjęcia przed i po. Jak pisałam zmainy nie są spektakularne, ale zdecydowanie wygodniej nam się funkcjonuje. Moim zdaniem wygląd także na plus. Stary stół, który sama odnawiałam bardzo, bardzo lubiłam i wcale nie łatwo przyszło mi się z nim rozzstać. Jednak nowe biurko też ma to coś, a dokładnie drewno ma. 


Druga strona przedpokoju. Nie mam takiego samego ujęcia, ale widać różnicę. Poza skajowym obiciem drzwi były czarne i zabierały dużo światła. 


Powoli zabieram się za świąteczne przygotowania. W tym roku nie planowalam wielu prac ręcznych, ale jakieś pomysły zapaliły się z pierwszą świecą adwentową, zobaczymy. Wiem, wiem, za późno. Wszyscy prezenty już mają i co najwyżej pakują. Ja zupełnie nie z tych. Dopiero z weną się witam i uśmiecham się, a co mi tam. A jeśli nie zdążę ze wszystkim, nie zdążę z niczym to co? No nic, zupełnie nic. Mam nadzieję, że moi bliscy wiedzą ile dla mnie znaczą i prezenty nie są potrzebne do okazania im uczuć. A jeśli tego nie wiedzą, nie czują? To żaden prezent tego nie zmieni... Taka prawda... Zbyt wiele się wydarzyło w tym roku, żeby gnać na oślep, albo wyprzedzać czas... Dziś zapalam drugą świecę i czekam. Na Cud.


piątek, 2 grudnia 2016

Instagram No 1.

14 września założyłam konto na Instagramie. Nie bardzo wiedziałam co z niego wyjdzie, ale polubiliśmy się nawet. Na początku mało i nieśmiało, teraz coraz sprawniej idzie mi wrzucanie aktualnych zdjęć. Lubię oglądać zestawienia takich zdjęć na blogach, dlatego zdecydowałam się i ja. Niektóre pewnie już widzieliście, raz coś takiego zrobiłam, ale pomysł nieco wyklarował się w mojej głowie, więc dziś w takiej formie.

Takim zdjęciem powitałam Instagram. Ostatni kwiat z bukietu, pierwsze zdjęcie na Instagramie.


Wielka płyta. W sierpniu minęły trzy lata od naszej przeprowadzki. Pojawiły się nowe pomysły, niektóre zweryfikował czas. Ostatnio mieliśmy mały remont przedpokoju. Malowanie, nowa półeczka, nowy/stary wieszak i najważniejsze: nowe biurko/parapet. Przedpokój czekają jeszcze zmiany, być może na wiosnę. 


Jedzenie. Człowiek pracuje, człowiek je. Czasem człowiek robi zdjęcia jedzeniu i wrzuca na Instagrama. Może nawet częściej niż czasem. Na zdjęciach: Zupa ziemniaczano-porowa z łososiem, pod nią domowy chleb pszenno-żytni. W kolumnie po prawej: gulaszowa, domowa pizza i smażone kopytka z pastą z awokado.


Kawa czy herbata?  Skoro człowiek pracuje oraz je, lubi też wypić kawę lub herbatę, oj lubi.


Koktajle. Człowiek ulega modom. Jeśli ulega robieniu koktajli owocowo-warzywnych, to niech i zdjęcia im robi i na Instagrama wrzuca, a co. 


Biało - czarno. Na koniec kilka zdjęć ułożyło się człowiekowi w taki kolorystycznie spójny kolaż zdjęć. Niech będzie i taki.


Dziś na chwilkę zaświeciło słońce i udało mi się zrobić zdjęcia w przedpokoju. Jak tylko ogarnę zdjęcia będzie nowy wpis. Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie. 



niedziela, 27 listopada 2016

1 2 3 4 - Świecznik adwentowy i powrót epoki betonowej.


Bardzo powoli dojrzewam do rodzinnego kalendarza adwentowego, co roku pojawiają się nowe i ciekawe pomysły, może za rok... Oczywiście nie chodzi mi o kalendarz, w którym są prezenty, czy słodycze, ale coś ciekawego, budującego rodzinę i klimat nadchodzących Świąt. Jest na przykład taki pomysł, żeby ułożyć zadania / zajęcia dla całej rodziny, wiecie, pieczenie pierniczków, robienie dekoracji itp. Teoretycznie pomysł bardzo dobry, w praktyce... jak dla mnie zaplanować na 4 tygodnie choćby jedną czynność dziennie to stres i jakieś poczucie no napiszę to: zniewolenia... Podkreślam TO MOJE SUBIEKTYWNE ODCZUCIA. Pieczemy pierniczki, lukrujemy je, ozdabiamy mieszkanie, zawieszamy światełka, robimy to wszystko, ale zaplanować działanie dzień po dniu, z moją 4 dzieci wydaje mi się karkołomnym zadaniem, okupionym niedopełnionymi obietnicami i poczuciem winy... No dobra, jak już się wytłumaczyłam z kalendarzy to przejdę do czegoś, czego nie robiłam do tej pory, a w tym roku owszem i to nie bez powodu: świecznik / wieniec adwentowy. 

Taaadaaammm:




Dlaczego do tej pory nie robiłam takich wieńców / świeczników? Otóż nigdy nie byłam miłośniczką świec, może czasem, gdzieś, okazjonalnie, bardzo okazjonalnie. I tak byłoby pewnie do tej pory gdyby nie.... pszczoły. Jakiś czas temu wypatrzyłam stronę internetową ze świecami z wosku pszczelego i zamarzyłam o nich. Swoją drogą przypomniała mi się teraz jedna taka świeca, którą Ktoś, kiedyś przywiózł z "niebylejakiej" podróży... Kontynuując zatem: wysłałam kochanego Męża na zakupy  do pszczelarza. I wszystko się zmieniło, w moim podejściu do wieczorów przy świecach, nie tylko tych romantycznych. Nie potrafię chyba tego tak prosto wyrazić, ale jest dla mnie coś magicznego w tych naturalnych świecach. Poza tym, że nie dymią, delikatnie pachną (zapachowych nie znoszę!!!) najważniejszy jest fakt ich powstawania i pochodzenia. Sprawiają mi ogromną przyjemność. Tak czytam to, co napisałam i nie wyjaśniłam chyba niczego... tak po prostu mam. Świece z wosku pszczelego, to dla mnie zupełnie inna historia niż parafinowe, stearynowe, czy jakie tam jeszcze, choćby najlepsze, najbardziej niedymiące i najpiękniej wyglądające. Im starsza jestem tym bardziej ciągnie mnie do natury i nic na to nie poradzę. Kocham ich żółty, zupełnie niebiały kolor i wygląd, to że do szarego betonu pasują gorzej niż białe i w ogóle je uwielbiam i odpalam wieczorami. 



I na koniec powrót do betonu. Świecznik 1 i 3 powstał ponad rok temu. W zakładce BETON możecie zobaczyć wszystkie moje wypociny z tamtego czasu. Wtedy były to próby, zarówno praktyczne, dzięki czemu powstał wpis DIY - betonowe ozdoby, jak i wizualne. Czy te ozdoby spodobają mi się i zostaną, czy schowam po kilku tygodniach? Otóż po 1,5 roku stwierdziłam, że podobają mi się, że lubię, że świecznik adwentowy potrzebuje jeszcze dwóch części składowych. Jako, że nawet tea light można zakupić z wosku pszczelego dostosowałam świeczniki do nich właśnie. Każdy świecznik z innej beczki, tak mi się podoba i całkiem praktyczne to rozwiązanie, w zależności od tego, jaką świecę mam ochotę zapalić wybieram sobie świecznik, tak na co dzień, poza adwentem, także.

Efekt: krzywe świece na nierównych świecznikach stoją dumnie na nieidealnym pieńku, no ślicznie po prostu :-).



Miłego wieczoru Drodzy Czytelnicy.


P.S. Jeżeli podglądaliście moje poczynania fotograficzne, Natalia ogłosiła wyniki. Żadne z moich zdjęć nie znalazło się w podsumowaniu, ale warto było i czekam na kolejne wyzwanie. Jeśli macie ochotę obejrzeć zdjęcia najlepszych to TUTAJ.

czwartek, 17 listopada 2016

#fotowyzwaniejestrudo

Stanęłam przed jesiennym fotowyzwaniem u jest rudo. Niektóre zdjęcia pokazywałam już na Instagramie. Nie było łatwo, jesienne słońce znikało na całe tygodnie, a pojawiało się na chwilę. No cóż nie mogłam rzucać wszystkiego i pędzić z aparatem na "polałąki", nie zawsze ;-). Szukanie kadrów na konkretny temat to duże wyzwanie. Pierwsze, drugie trzecie, jakoś poszło, a później coraz trudniej... Niektóre zdjęcia chciałam jeszcze poprawić (zrobić nowe), niektóre zmieniłabym zupełnie, ale czas się skończył, dobrze, bo oszalałabym ;-) Była euforia i zniechęcenie, było: na co mi to? Na końcu jestem szalenie zadowolona. I to nie tyle ze zdjęć, a raczej z tego, że się zebrałam i zrobiłam. Poczytałam o fotografii, o kompozycji. Zachwyciłam się jak to stworzone, matematycznie jakby nie patrzeć, zasady kompozycji doskonale sprawdzają się w artystycznym świecie. Chodzi mi tutaj o regułę trójpodziału. Gdy coś nie grało mi w zdjęciu i nie wiedziałam co, wchodziłam w "kadrowanie" i stosowałam wspomnianą zasadę i działała! Co jeszcze? Celem wyzwania było znalezienie swojego stylu. Nie wiem czy mi się to udało, ale rzeczywiście zauważyłam jakie zdjęcia lubię najbardziej.



1. moje miejsce

Moje miejsce, dla niektórych niemożliwe do życia, takiego prawdziwego. Blokowisko, szuflandia, miejska sypialnia, wielka płyta - to moje miejsce - tu na ziemi i bardzo je lubię. Lubię ludzi, sąsiadów, warzywniak i chemiczny, i małe pogawędki w windzie. Lubię mieszkania, których zupełnie nie spodziewa się ujrzeć za jednymi z wielu drzwi na długim korytarzu, te z wielkimi obrazami, np. stołu z popielniczką.



2. czułości

Dialog sprzed 3 lat, niewiele się zmieniło, powiedziałabym nawet, że się pogorszyło ;-)

- Co robisz? - mąż do żony.
- .... a nic.... - żona wyraźnie zakłopotana.
- Ja wiem co ty robisz, drewno wąchasz.
Podejrzewam, że każdy kto zakochał się w tym materiale głaszcze je i wącha.
Wyjechałam na dwa dni, nie zabrałam aparatu ze sobą, a pojawił się pomysł. Zdjęcie zrobione  iPadem.


3. zjem cię

Na tym zdjęciu najbardziej lubię stary młotek mojego Taty. To zdjęcie jest miłym wspomnieniem. Siedziałam z mamą w ogrodzie i rozbijałyśmy na pieńku orzechy, tym wielkim młotkiem. Dłonie nam zmarzły okropnie. Być.
Podobnie jak powyższe zdjęcie, w tym samym ogrodzie, chwila złapana iPadem.



4. drobny szczegół

Złamane wichurą drzewo na osiedlu. Otwieram komputer Męża, a tam na tapecie to zdjęcie, tak więc jedno wyróżnienie dostałam...


5. wyjątkowe

W październiku obchodziłam urodziny. Jeden prezent bardzo mnie poruszył. Wiem, że mój Mąż, moje dzieci dobrze mnie znają, wiedzą czym sprawić mi przyjemność. Jednak ten kawałek pnia i kolorowe tasiemki nie były od nich. To wzruszające gdy okazuje się, że ktoś tak Cię zna...


6. tak pachnie jesień

Chlebem i zupą, tak pachnie jesień.


7. vintage

Niewiele mam rzeczy typu vintage. Nawet przeczytałam definicję na Wikipedii, żeby się upewnić. Wybrałam wieszak, który kiedyś prawie ukradłam... ale w ostatniej chwili przyszła refleksja, że kraść wieszak siostrom zakonnym trochę głupio, więc zapytałam i dostałam, dwa nawet.


8. tylko rano

Wiem, niezbyt oczywiste zdjęcie o poranku, ale ważne bardzo. To pierwszy raz gdy wyruszyłam o poranku z aparatem tylko po to, żeby robić zdjęcia. Oczywiście dzień wcześniej upatrzyłam sobie skraj lasu, który pięknie wyglądał w promieniach wschodzącego słońca. Niestety dzień, w którym wyszłam z aparatem słońce nie wyszło zza chmur, ale zdjęcie zrobiłam.


9. ulubione

Ulubione zajęcie na dni chmurne i trudne. Szczotkowanie drewna - ręce zniszczone, serce spokojne.


10. ja i ty

Ja - fotograf (amator!), Ty - odbiorca, poznajemy się. Zdjęcie zrobione samowyzwalaczem. Włosy poczochrane przez krzaki, ale jedyne ostre zdjęcie z kilkunastu...


11. atrybuty jesieni

Jesień nieodmiennie budzi we mnie polską nostalgię. Czas zwalnia, sprzyja rozmyślaniom, wspomnieniom... To dobre uczucia, byle się w smutku nie zatopić... Bo przecież jednak płynie. Zegar mojej produkcji. 


12. noszę

Swetry, jak każdy? Zdjęcie zrobione na wyjeździe. Dostaliśmy pokój ze świetlikiem w suficie. Światło od góry dawało piękny efekt. Do tego szare ściany i stare, drewniane, wielkie łóżko. Gdybym ja wiedziała to zabrałabym jeszcze jedną walizkę rzeczy, którym chciałabym zrobić zdjęcia. A na pewno jeszcze jeden sweter, który miał pojawić się na zdjęciu pod tytułem "noszę".



13. najważniejsze


14. w dłoniach

Na to zdjęcie jeszcze dziś rano nie miałam pomysłu, ale... dostałam prezent, z okazji jutrzejszych imienin, od męża i dzieci, wiedziałam, że mnie znają :-) Obie dłonie są moje, samowyzwalacz, po raz drugi.


15. gadżet

Klamry do włosów, które kupiłam wiele lat temu na targach rękodzieła. Nosiłam gdy miałam dłuuuugie włosy. Teraz noszą je moje córki, ale jeszcze nie "na zawsze", jeszcze nie jestem gotowa, żeby je oddać ;-)



Poza tematami zdjęć wyzwanie miało jeszcze jedno zadanie. Miały one tworzyć całość, posiadać jakiś wspólny punkt. Zauważyliście coś takiego na moich? Ciekawa jestem.... To ja teraz napiszę, a wy na to: nooo.... rzeczywiścieeeee....., przekręcając przy tym główkę jak przed obrazem abstrakcjonisty ;-) Tematem wspólnym moich zdjęć jest drzewo/drewno. Początkowo chciałam wszystkie zdjęcia zrobić z tzw. perspektywy psa, czyli na wysokości fotografowanego obiektu. Niektóre jednak wymknęły mi się z niej, a nie chciałam na siłę wciskać się w założone z góry normy. Bardzo lubię tę perspektywę, bardzo. Pojawiła się za to druga, bardzo lubiana przeze mnie perspektywa: żabia (zdjęcia w górę). Przekonałam się także, że warto korzystać z różnych pomocnych praktyk, na przykład trójpodziału. Ufff, poszło, zgłaszam się do rudej Natalii, zobaczymy co powie ;-)


edytowano 27 listopada 2016

Żadne z moich zdjęć nie ukazało się w podsumowaniu najlepszych u Natalii. Mam nadzieję, że oczywistym jest fakt, że nie żałuję i mam nadzieję podjąć kolejne wyzwania fotograficzne w przyszłości. Ciekawi grona wyróżnionych? To TUTAJ.
ZapiszZapisz