Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bułki i Rogale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bułki i Rogale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

Małe radości. Przy stole.


Mam chwilę. Taką chwilę, którą wiem, że mam. Co robić? Co robić? Dziś niedziela, nie włączam pralki ani odkrzacza. To może jakiś wpis na bloga zrobię. Wszystkie rozgrzebane, nie zdążę, za chwilę muszę zabrać się za obiad. Chwila taka złapała mnie przed chwilą gdy wyjęłam z piekarnika pierwszą partię rogalików, najmniejszy zasnął, najstarsza poszła lekcje dokończyć. Usiadłam przy stole. Przybiegła Maria z książką, towarzystwa potrzebuje. Zrobiłam jej miejsce i śmiać mi się zachciało.  Dwie książki kucharskie, które ciągle przeglądam, jak ulubioną bajkę "What Katie Ate. Weekend Katie" i "Qmam Kasze". Na książce szczoteczka do zębów najmłodszego. Dwa razy dziennie słychać u nas nawoływania: "Widział ktoś szczoteczkę Jacka?": - W kuchni, -U nas w pokoju, - Na kanapie, - Na parapecie w dużym, - Na stole... - Sprawdźcie w piekarniku... Do tego Jego spodnie. Gdy kładłam go spać, przed chwilą, zdjęłam i odłożyłam... na stół....?  No i rogale gorące. Dieta bezmleczna wymaga częstego pieczenia, tylko wtedy jestem pewna, że nie ma mleka. Wiele rzeczy mnie zadziwia (zawartością mleka), ale zioła prowansalskie i kwasek cytrynowy na razie wygrywają... 


Miłej niedzieli i dobrego tygodnia Wam życzę Drodzy Czytelnicy.


P.S. Przeczytałam ten krótki tekst, żeby błędy sprawdzić i się zastanawiam, ile trwa chwila...

P.S. W komentarzu zostałam poproszona o przepis na rogaliki. Tam też go podałam. Są to rogaliki bez mleka i jajek. Zapraszam do komentarzy jeśli ktoś jest zainteresowany.

piątek, 27 grudnia 2013

Poświątecznie...

Było przed, w trakcie, dziś jeszcze po :-) Tak się złożyło. Święta minęły. Tradycji stało się zadość: "Kevin sam w domu" obejrzany ;-) Wspomninam o tym wydarzeniu, bo drugi raz tak się ubawiłam na tym filmie. Do łez doprowadziło mnie pierwsze oglądanie. Drugi raz w tym roku, gdy patrzyłam jak śmieją się moje dzieci :-) Szczery śmiech trójki dzieci jest baaaardzo zaraźliwy :-)



Jeszcze na chwilę wracam do świąt. W przedświątecznych migawkach TUTAJ pokazałam ozdoby półeczki w kuchni, właściwie niewielki fragment ponieważ... były nieskończone. Nie zdążyłam. Jednak wczoraj miłym, leniwym, świątecznym popołudniem usiadłam i wydziergałam serduszko i bombkę, bo czemu nie? :-) Sprawa ważna, bo winna jestem jeden link. 


Otóż śpieszę się donieść, że robiąc szydełkową bombkę korzystałam z bardzo prostego przepisu na kulkę z bloga by piegowata, który możecie znaleźć TUTAJ. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz z niego skorzystam. Kulki są cudowne :-) Zbliżenie na szarą, bo była druga i wyszła lepiej niż czerwona ;-)


Natomiast serduszko to efekt nowej dla mnie techniki "dziubania", czyli laleczki dziewiarskiej. Fantastyczna sprawa i chyba łatwiejsza niż szydełko. Laleczka dziewiarska pozwala uzyskiwać takie "sznurki", ale są one trówymiarowe, a w środku mają tunelik. Możliwości zastosowania bardzo dużo. Jestem w trakcie pewnego projektu, zobaczymy co z tego wyjdzie. Również ten zielony sznurek, który jest częścią wystawki przygotowałam na laleczce dziewiarskiej. I znów oszczędzę szczegółów, gdyż w sieci znajdziecie wszystko co potrzeba do zgłębienia tej sztuki. Są blogi, na których ludzie tworzą cuda, są filmiki na You Tube, z których sama korzystałam. Ważne hasła dla wyszukiwania to laleczka dziewiarska lub spool knitting (ang.).Sznureczek nie nadał sobie sam kształtu serduszka, oczywiście. Używając metalowego wieszaka (takiego, na którym dostaje się rzeczy z pralni), nożyc do cięcia drutu i kombinerek przygotowałam metalowy stelaż serduszka. Następnie delkatnie wciągnęłam na niego sznureczek, który jak wspominałam ma w środku tunelik. Taśmą zabezpieczyłam zakończenia drutu, a następnie igłą zszyłam końcówki sznureczka, tak żeby zakryć łączenie. Myślę, że to dość proste, ale jeśli będę robiła kiedyś jeszcze takie ozdoby to postaram się o małe DIY, tym razem ozdoby powstawały w pośpiechu.




Wczoraj mojemu synkowi (po zjedzeniu kilogramów czekoladek i sopelków choinkowych) zamarzyły się "mięciutkie bułeczki" :-) A ja z przyjemnością po drugim śniadaniu zagniotłam ciasto i wieczorem, na zakończenie świąt, w blasku choinkowych lampek jedliśmy ciepłe, mleczne rogaliki z masłem.... tak poprostu.  To była duża przyjemność i po raz kolejny można było się przekonać, że najlepszym jedzeniem jest to najprostsze. To rogaliki, czy bułeczki (zależy jaką formę im nadam), które moja rodzina uwielbia i dość często je piekę. Potrzebują czasu na wyrastanie, ale dzięki temu są bardzo delikatne i mięciutkie.  Jeśli więc macie ochotę na coś zwykłego, delikatnego i pysznego zapodaję przepis na Mleczne Rogaliki.


Mleczne Rogaliki.
(8 sztuk dużych rogali lub 16 sztuk małych rogalików)



 Jak już wiele razy miało to miejsce korzystałam z jakiegoś przepisu z internetu (kilka lat temu i zupełnie nie wiem z jakiego) Jednak po setkach upieczonych bułeczek, patrząc na mój zeszyt zaszło w przepisie kilka zmian, więc nie jest to tamten przepis.

Składniki:

  • 500 g pszennej mąki
  • 280 g mleka
  • 1 łyżeczka soli
  • 40 g cukru
  • 25 g masła
  • 15 g świeżych drożdży
Przygotowanie:

Do miski wsypuję mąkę, a następnie drożdże i rocieram je palcami razem z mąką. Dalej dokładam kolejne składniki i zagniatam ciasto. Odstawiam je w misce do wyrastania na około godzinę (powinno podwoić swoją objętość). Po tym czasie ciasto trochę przegniatam ;-) Przygotowuję 16 małych rogalików, dlatego dzielę na tym etapie ciasto na 2 kule i pozostawiam na 20 min. Jeśli przygotowujemy 8 dużych formujemy jedną kulę ciasta. Po tym czasie przygotowuję rogaliki. Każdą kulę rozwałkowuję i dzielę na 8 trókątnych części (jak pizzę, z resztą robię to nożykiem do pizzy) i zwijam w rulonik, a następnie zawijam końce, jak to rogaliki ;-) Jeśli nigdy nie przygotowywaliście rogali to z pewnością w sieci znajdziecie instrukcję obrazkową. Ja nie posiadam takich fotek. I znów rogaliki sobie rosną, około 45 minut. Dzięki temu potrójnemu wyrastaniu rogaliki są bardzo delikatne i puszyste, ale mają dość zwartą strukturę (nie mają dużych dziur). Rogaliki piekę w temperaturze 190 ℃ około 20 minut. Polecam.



Święta minęły. Dziś byliśmy na spacerze, rowerem i hulajnogą (bo przecież nie sankami ;-) Na obiad najzwyklejsza, najprostsza i najsmaczniejsza po świętowaniu zupa: krupnik z kaszą :-) A kolejne wpisy będą dotyczyły świątecznych prezentów. Pozdrawiam serdecznie.