Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołderki i Poduszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kołderki i Poduszki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lutego 2017

I jeszcze jeden i jeszcze raz.... Koc, który dostał trzecie życie.

- Kupiłam Ci poduszkę, zobacz jaka dziwna, w środku ma jakieś granulki.
- Dla mnie?
- No tak, może Ci się przyda. Wyprałam ją w 90 stopniach, napisali, że można, i rzeczywiście nic się nie stało.
- To ja się zastanowię mamo, czy mi się przyda.
- No dobrze, ale zobacz taka mała, do auta, czy coś, poszewkę uszyjesz...

(w myślach moich) Raczej mi się nie przyda, czytam ostatnio dużo o minimaliźmie, jak się okaże TYLKO czytam.

Sytuacja rozwija się. Siadam na łóżku rodziców i włączam TV. Brakuje mi czegoś pod głowę, obok leży TA poduszka, a niech tam... Rzeczywiście dziwna, niby miękka, ale jak głowę położysz to twarda...hmm.... Nie jestem pewna czy ją lubię. Na drugi dzień siadam przed komputerem na wielkim fotelu. Odcinek lędźwiowy mojego kręgosłupa woła pomocy! A poduszka woła daj jej szansę! hmm... jaka ona dziwna, ale taka wygodna.

- Mamo, to ja zabiorę tę poduszkę. Powiem dzieciom, że to dla mnie, bo mi zabiorą, dobra?


Poduszka jest dziwna, ale bardzo użyteczna, jak wagoniki w "Stacyjkowie". Cała sytuacja miała miejsce w domu rodziców na wyjeździe feryjnym, a poduszka przyjechała ze mną do domku. Jako, że była bez poszewki postanowiłam ją szybko uszyć, bo jak nie zrobię tego od razu, to za pół roku nadal nie zrobię. Jak uszyłam tę poszewkę i do tego pompony, to przypomniałam sobie o patchworku, który poszarpany dzielnie nam służy od lat, bo ciepły. Miałam go ładnie ubrać na jesień, ale wyszło jak zwykle. Uszyłam więc nową kołderkę teraz. No i jak mi zostało trochę tkaniny to pomyślałam o jeszcze jednej poszewce, żeby pasowała do kołderki. A to wszystko wtedy, gdy na komodzie leżały wykrojone, przygotowane i krzyczące wyrzutami mojego sumienia, części kostiumów na szkolne bale karnawałowe. Cała ja... Stroje też uszyłam, już prawie. I zrobiłam to, czego w Nowym miałam nie robić... zatraciłam się... w szyciu. Dwa dni po domu fruwały koty z nici i resztek tkanin, na obiad słoiki i mrożonki (!), na szczęście od Babci :-). Cała ja... Oszaleję kiedyś... I wtedy Św. Walenty będzie moim patronem... (Dla niewtajemniczonych św. Walenty jest, pierwotnie, patronem obłąkanych).


No to do rzeczy. Kołderka, którą dziś pokazuję swoje pierwsze życie spędziła jako wełniany koc ofiarowany nam w prezencie ślubnym (14 lat temu). Nigdy specjalnie go nie lubiłam, to znaczy nie podobał mi się, ale używałam często, bo był bardzo ciepły. Gdy po kilku latach zaczął przypominać kota po przejściach, tudzież owcę, która uciekła w trakcie golenia, dostał szansę numer dwa, jako jesienny patchwork. Po kilku latach i patchwork zniszczył się był. Jakiś czas temu przeznaczyłam cienką, niebieską narzutę jako tkaninę do obszycia tegoż. Kilka razy zmieniałam koncepcję, aż wymyśliłam, że kupię drugą narzutę, w beżu i je połączę. Kołderka jest teraz jeszcze cieplejsza i cięższa, bardzo takie lubię. Z jednej strony jest cała niebieska, niebieski przechodzi też na drugą stronę, a resztę dopełnił beż. W środku jest rzeczony koc / patchwork. Wszystkie trzy warstwy przefastrygowałam, ręcznie, w kilku rzędach.





Takie ni to pompony, ni to frędzelki są bardzo praktyczne przy dzieciach. Nie ma szans na wyskubanie ;-).





Te kołderki i poduszeczki to nasze zestawy drzemkowe, tudzież dosypianiowe w niedzielne poranki.



- Możesz przykryć się nową kołderką (żona do męża).
- No chciałem, ale myślałem, że jest nieskończona (mąż).
- Jak to? (żona)
- .... czyli ta fastryga* zostaje...

* tak, mój mąż zna takie słowo ;-)


Gdyby wiosna nie przyszła, to ja się chowam pod tą kołderką i tak będę leżała, do lata...


wtorek, 6 grudnia 2016

Jaśki dla hospicjum- przygotowania świąteczne rozpoczęte.



Nie będzie gwiazdek, choinek, mikołajków, ani nawet czerwonego nie będzie :-). Wzięłam udział w akcji "Uszyj jasia dla hospicjum". Po szczegóły zajrzyjcie do Agi Plieth, która organizuje akcję szycia jaśków dla poodpiecznych gdańskiego hospicjum "Pomorze Dzieciom". Pierwszy raz biorę udział w takim przedsięwzięciu. W tamtym roku chciałam i w końcu wyszło jak zawsze... nie zdążyłam... Tym razem w taki właśnie sposób postanowiłam rozpocząć przygotowania do świąt. Uszycie jaśka nie zajmuje dużo czasu. Ja z ogromną przyjemnością usiadłam, po długiej przerwie, przy maszynie. 
A może nie potrafisz, a chcesz w końcu zacząć szyć? Na tę okoliczność Joanka przygotowała czytelny kurs szycia jaśka: TUTAJ

Tutorial i zdjęcie pochodzi z bloga Joanki

I wreszcie moje poszewki na jaśki - uszyłam 7 sztuk. Jak już wspomniałam z ogromną przyjemnością usiadłam do maszyny. Ostatnio grzebałam w drewnie, malowałam komodę i przedpokój i  prawie zapomniałam jak uwielbiam szyć...







Z pozdrowieniami



edit: Jeśli jesteście ciekawi jak zakończyła się akcja zajrzyjcie do Agi na podsumowanie :-)


wtorek, 22 marca 2016

Musztardowe poduszki z pomponami.


Kilka dni temu uszyłam takie oto poduszki: miłe i pluszowe. Te poduszki to mała historyjka, kiedyś jeszcze opowiem. Na razie tyle, że uszyłam je do przedszkola, dla grupy mojego synka. W przedszkolu zachodzą miłe zmiany: dużo drewnianych klocków i pomocy do nauki przez zabawę. Są tablice sensoryczne i kąciki do odpoczynku. W kąciku leżą materacyki, nad nimi miła zasłonka z tiulu i te poduchy :-). Materiał nowy (nieużywany), ale baaaardzo leciwy :-). Pamiętacie takie zasłony z PRL-u? Normalnie teatralne kotary w co drugim mieszkaniu.... Kolor jak na obrazkach lub bordo... Macie to? Niestety, gdy wisiały na oknach słońce nie miało szans tak ładnie na nich tańczyć. Jakaś ciocia zakupiła takie lata temu i być może zreflektowała się, że dom to nie teatr (choć cyrk to czasem owszem). I tak całe metry (pewnie z 8...) trafiły do mnie. No żal nie brać ;-). Nie miałam pojęcia czy one kiedykolwiek? po coś? komuś? i zawiniątko poleżało sobie z 6 miesięcy w piwnicy. Gdy panie poprosiły o wykonanie pracy dla dobra ogółu uszyłam poszewki i czem prędzej do pralki na 40 stopni - zobaczymy co będzie. Dawać do przedszkola niewypieralne poszewki to strzał w stopę przedszkola. I okazało się, że wyglądają jeszcze ładniej, materiał nie ucierpiał, wręcz przeciwnie. Podniosły się kłaczki i zrobiły się jeszcze bardziej miłe i pachną całkiem nową epoką. Do tego 12 kolorowych pomponów i koniec. Miało nie być historyjki...





Muszę przyznać, że zawsze podobały mi się takie kolory, w innych niż moje wnętrzach i z przyjemnością wykorzystałam takie połączenia w moim małym projekcie. A tymczasem w oczekiwaniu na święta toczy się normalne życie....


- Miłego dnia -


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Nowa stara kanapa i skrzynia.



Od czasu mojej blogowej działalności siłą rozpędu weszłam w ten cały blogo-świat. Na początku z małą zazdrością oglądałam piękne wnętrza, przekonana, że są zupełnie poza moimi możliwościami. Okazało się jednak, że dziewczyny mnóstwo rzeczy robią same i o tym właśnie piszą. Nabrałam odwagi, chęci i przekonania, że można.



Na początku podobało mi się wszystko. I nawet jeśli chciałabym zacząć zmieniać coś, to nie wiedziałabym co... Ogladałam dalej. Powoli zaczynało mi się wszystko układać. Widziałam co mi się podoba, a co nie. Albo co mi się podoba i chciałabym u siebie, a czego nie, mimo, że bardzo mi się podoba. 



Dwa lata temu zmieniliśmy mieszkanie. Nie szukałam w panice inspiracji, dzięki samemu oglądaniu miałam wizję, którą w dużej mierze kontynuuję trzeci już rok. Czytałam na blogach, że niektóre zmiany zachodziły przez lata. Dzięki temu nie zniechęcałam się, nie wszystko musi być dziś.



Dziś jest nowa stara kanapa, którą widzicie. Kanapa odnowiona została przeze mnie w wakacje. Długo zwlekałam z publikacją, bo nadal nie działa mój aparat i zdjęcia jakie są każdy widzi. Nie czekam już dłużej, bo mam nadzieję, że niebawem rozpocznę kolejne malowanie. Poza zmianą koloru i frontu szuflady (sklejka 18mm, zakupiona w OBI) zmieniłam uchwyty i ich rozstaw. Teraz mogę używać uchwytów do wysuwania szuflady. Poprzednie zamontowano dla orła zdaje mi się ;-).


Tak więc  na zakończenie ulubione PRZED i PO.




I skrzynia także dostała koloru. Skrzynia jest naszym stolikiem kanapowo/telewizyjnm :-). W środku kocyki, narzuty i pledy.



P.S. Poduszki na kanapę powstały z chodniczków IKEA :-)




Z pozdrowieniami


niedziela, 8 listopada 2015

Projekt denim, jeans, dżins, wycierus, czy jak tam zwał. Recycling.



Recycling to chyba jeden z ważniejszych powodów dla których tak lubię rękodzieło i szycie. Zrobiłam porządek z wszelkimi dżinsami w naszych szafkach. Dokupiłam jeszcze dwie pary wielkich spodni w lumpeksie. I tak z 4 par spodni, 1 spódnicy, 1 dziewczęcej sukienki i kilku kawałków nogawek ze skracanych spodni powstały:
  • siedzisko i oparcie na paletę (na nie zeszło większość materiału)
  • 2 poszewki na poduszki 40 cm na 40 cm
  • 2 poszewki na poduszki domki
  • 1 karuzelka nad łóżko z małych resztek
Na początek mała kanapa z palety. Paletę pokazywałam TUTAJ. Zmieniła zastosowanie. Niestety nasza mała Frajda odeszła do psiego raju. Ze względu na alergie chłopaków nie planujemy kolejnych zwierzątek. Paleta stała się więc siedziskiem, a dziewczyny chętnie z niej korzystają. Jest dobrze doświetlona i często tutaj czytają. Pomyślę chyba jeszcze nad jakimś stoliczkiem. Do przygotowania siedzisk wykorzystałam gąbkę ze starego materaca. Oparcie ma gąbkę podwójną dzięki czemu stoi sobie grzecznie. No i jeans, który jest bohaterem odcinka.




Poduszki jaśki i domki. Domki były TUTAJ. Staram się powoli zmieniać tekstylia u dziewczyn, żeby tworzyły jakąś całość dlatego domki dostały nowe fasady ;-). Jeden już trochę doroślejszy, jakby nastolatkowy. Przy drugim wykorzystałam haft, który był na spódnicy, do tego trochę sznurka i gotowe ;-).






Nie planowałam robić karuzeli nad łóżko dla starszej. Okazało się, że nastolatce tak bardzo spodobała się KARUZELA SIOSTRY, że poprosiła o własną. Nad jej łóżkiem miał zawisnąć układ słoneczny... ale jesteśmy tu po to, żeby spełniać marzenia ;-). Układu porządnego jeszcze nie mam (tylko taki 2D). Mam pomysły. Jak będzie ładny to myślę, że nastolatka się skusi. Póki co gwiazdy...




Szycie było dość proste, ale też pracochłonne. Zszywanie kawałków, dopasowanie ich, żeby jak najmniej materiału stracić wymaga cierpliwości. Jestem bardzo zadowolona z efektu. Dodatki w pokoju dziewczynek są w kolorach niebieskich, granatowych i czerwonych. Jeans ładnie zgrał się z obecnymi już. Dzięki temu, że poszłam w serię, denim nie zniknął w pokoju dziewczynek, ale jest całkiem widoczny.  Myślę, że jeszcze go wykorzystam. Dziś sporo zdjęć. Jakoś nie udało mi się dodawać wpisów, jak powstawały kolejne rzeczy.


Dobrego tygodnia Drodzy Czytelnicy. Słońce jakby zagląda w niedzielne okna. Ratujecie się jakoś przed tą ponurą i deszczową?