Takie to powiedzonko zapodała sąsiadka, gdy moja mama chwaliła się, że urodziłam czwarte dziecko, a jej dziewiąte wnuczę :-) Trudno uwierzyć w niż demograficzny patrząc na moje ostatnie wpisy :-). Drugi zestaw dla drugiej Małej dziewczynki. Obie narodziły się tego samego dnia. I ten zestaw jesienny, ale leśnie. Tym razem takie było skojarzenie.
Jak wspomniałam dwie dziewczynki, na które czekaliśmy urodziły się jednego dnia :-). Coś jednak musi być, jak to mówią, w powietrzu (a nie była to pełnia księżyca). W tym samym więc czasie zostały uszyte zestawy dla Nich. Nie zdążyłam na czas bo byłam już w posiadaniu własnego noworodka ;-), ale co tam, w końcu dotarły. TUTAJ wpis o zestawie, który pokazałam jako pierwszy.
Miałam ochotę ozdobić zawieszki guzikami i koralikami, ale jednak powstrzymałam się. Choć nigdy nie miałam przygody z połkniętym guzikiem czy fasolką w nosie (wszystko znów przede mną), to jednak jestem ostrożna i wolę odpuścić na rzecz przeszyć. Bardzo lubię takie "nieudane" (nierówne i przecinające się) przeszycia prostym ściegiem. Dodatkowo usztywniają one zabawkę. Jak widać uległam sowiej modzie. Ta, jak to u mnie bywa wyfrunęła z kołderki.


Przypominam sobie ten czas z przed dwóch miesięcy, kiedy leżałam i nie wierzyłam, że znów mam pod opieką takie kruche i ważne Stworzenie. Pierwsze godziny to CISZA. Oszołomiona, nie ważne, który to poród i czego się spodziewałam. Później zaczynają się czułe przemowy do dziecka i niewiadomo kiedy opowiadam Mu o każdym moim ruchu. Wydaje się, że Go to uspakaja (lubi kontrolować sytuację, czy poprostu lubi mój głos?). Przestaję głaskać swój brzuch i przechodzę do łagodnego kołysania (już wkrótce kołyszę się nawet bez dziecka w ramionach, ot nad garnkami :-). I patrzymy sobie w oczy przekonani, że zostaliśmy dla siebie stworzeni...
Zupełnie na nowo przeżywam to czwarte macierzyństwo. Choć pracy jest dużo jestem jakaś spokojniejsza. Cieszę się każdym karmieniem. Siadam i nie myślę co jeszcze trzeba zrobić. Jacek niedawno pierwszy raz uśmiechnął się. Było to w gabinecie u lekarza. Ja zaczęłam się cieszyć jak wariatka, no to lekarz popatrzył na mnie jak na wariatkę.... ;-) Nic nie dzieje się taśmowo, siłą rozpędu. Sama jestem zaskoczona...