Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2017

Zobacz, On już śpi...

Powie kiedyś Mama do swojego Synka...







Ostatnio szyję przytulanki, które mogą być poduszkami. Duże, proste, bez zbędnych ozdobników. Wiem, że się sprawdzają w tej roli. Docierają do mnie zdjęcia wymiętolonych i oślinionych maskotek. Wzruszają mnie bardzo... Kolejna przytulanka - poduszka pojechała do maluszka, który całkiem niedawno pojawił się po tej stronie brzucha.

Z pozdrowieniami


niedziela, 12 marca 2017

Z zimowego snu obudziły się stwory...




Nie, nie będę pisała, że wśród tych stworów jestem ja, że ciężkie przedwiośnie, że ogarnąć się nie mogę. Wręcz przeciwnie. Dzieje się bardzo dużo i do sms-a, którego pisałam w piątek do mojej imienniczki nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak dużo. Tak więc nie ma mnie na blogu, bo czasu już brakło. Dzieje się jednak sporo i robi się całkiem sporo. Mam nadzieję wkrótce uzupełnić braki. Zobaczymy. Ostatnio poczytałam jednak o tym przedwiośniu i zmianach zachodzących w organizmie na skutek wydłużającego się dnia. Wniosek jest jeden: nie należy przeginać i naszemu "nosicielowi" duszy pomagać. Dziś jednak nie o tym. Z pierwszymi promieniami wiosny zaczęłam ogarniać to, czego nie ogarniam od kilku tygodni, a nawet miesięcy. Dokończyć, dokończyć, dokończyć, mówi mi wszystko dookoła. Miałam nadzieję, że w tym czasie zabiorę się za NOWE, ale jednak dokończyć ciągle woła moja głowa. Zaczęłam od koszyczka z pracami do szycia. I tam od kilku tygodni leżał niedokończony breloczek, dzieło moje i córki oraz niedokończone nowe ubranko dla przytulanki dziecka numer 3. 



Kilka lat temu, a dokładnie TUTAJ, moje dziewczynki zaprojektowały sobie maskotki. I wtedy uszyłam każdej z nich po jednej, a pozostałe projekty odłożyłam na kiedyś. Moja młodsza córka nie dawała mi spokoju do teraz... Obie uznałyśmy jednak, że fajnie będzie zrobić z projektu breloczek, zwłaszcza, że projekt uwzględniał hak na ogonie. Projekt został nieco zmieniony, ale podobieństwo jest i to nieprzypadkowe. Stwór został nazwany Spiki, i to się nie zmieniło przez te 3 lata...







W koszyku "niedokończone" stwór spotkał drugiego stwora - gołego... Niedobrze... Otóż Krokodyl zmienił swoje wymęczone, dziurawe, kraciaste ubranko na śliczny i twarzowy (?) kraciasty ;-) przyodziewek. No nic, zmiana jest zasadnicza. Dostał też nowy plecak. Jest gotowy na podróże: małe i duże.







Na przedwiośniu dokończyliśmy rodzinnie jeszcze jedną ważną sprawę. Odwiedziny w nowym domu naszych Przyjaciół. Z tej okazji do życia został powołany jeszcze jeden stwór. Stwór - maskotka - poduszka - przytulak. Kurczak? Sowa? Bocian? Zdania były podzielone. Jaki jest? Każdy widzi!



Takie to stwory obudziły się u nas na wiosnę. Jest kolorowo i wesoło. Serdecznie Was pozdrawiam i dużo zdrowia życzę!


niedziela, 8 maja 2016

Zabawki z klamerek i patyczków laryngologicznych.

Dawno mnie nie było. Trudno wszystko zebrać w dwie ręce. I jeszcze wiosna. Spacery robimy dwa razy dziennie i są o wiele dłuższe. Znów oglądam z zachwytem mrówki i dmucham dmuchawce. Po raz kolejny poznaję świat. Może czas nastawić się na pisanie o 5.30, gdy budzi się najmłodszy.... Dziś wpadam z zabawkami - ozdobami z klamerek. Moja miłość do klamerek nie wygasła ;-). Do zrobienia takich prostych zabawek można zaprosić dzieci. Moi chłopcy bardzo często bawią się samolotami. Nie od dziś wiadomo, że siła tkwi w prostocie. Choćby nieśmiertelne drewniane klocki.















I w roli dekoracji. Samoloty u chłopaków, najczęściej nie wiszą tak grzecznie na linie. A u dziewczynek na zasłonie przysiadły zezowate ważki w wersji natura :-)




Co? Gdzie? Za ile?



To nie pierwsze moje działania z klamerkami. Bardzo często wykorzystuję je do pakowania prezentów, jako zamknięcie.
TUTAJ można obejrzeć całą kolekcję ozdobionych klamerek.
TUTAJ klamerki pod kolor prezentu ;-).
Podobnie z patyczkami laryngologicznymi. Te już też wpadły w moje ręce :-).
TUTAJ duża gwiazda i małe gwiazdy z patyczków. 

Drewniane klamerki kupowałam już w różnych miejscach: sklep AGD, ogrodniczy, osiedlowy ze wszystkim, a ostatnio w markecie JULA (36 sztuk około 9 zł). Patyczki laryngologiczne zamawiam w aptece internetowej (z odbiorem produktów w aptece stacjonarnej). Opakowanie 100 sztuk kosztuje około 4 zł. Koszt niewielki, a efekt całkiem miły. Jak już wspomniałam warto do zabawy zaprosić dzieci. Elementy sklejałam klejem na gorąco, ale i klej Magic dobrze sobie radzi. Zarówno kije deszczowe jak i te klamerkowe cudaki to efekt długich, zimowych wieczorów, których już nie ma :-). To chyba tyle na dziś. 

Dobrej wiosennej niedzieli Drodzy Czytelnicy.


sobota, 23 kwietnia 2016

Kije deszczowe i kilka słów o młodej dziewczynie.

Ech, ta nasza wiosna. Kapryśna i zmienna jak młoda dziewczyna... Zasypiam: deszcz, budzę się słońce :-). Zasypiam przy otwartym oknie, budzi mnie ulewa w środku nocy :-). Zupełnie jak młoda dziewczyna... 
Moja kochana Najstarsza. Zmienna jak ta wiosna. Tak jak ona piękna, zachwycająca i nieprzewidywalna. W jednej chwili wietrzna i burzowa, w drugiej słoneczna i kojąca. I kolorowa, jak tęcza :-). Zupełnie jak wiosna...


Słów kilka o kijach deszczowych. To pomysł drogiej Najstarszej: gdzieś, kiedyś widziała, słyszała. Robiłyśmy go na zajęcia z techniki w szkole. Helena jest bardzo twórcza i napawa mnie to ogromną radością. Tematem pracy było łączenie różnych materiałów (nie tylko w sensie tkanin) na różne sposoby. W kijach deszczowych użyliśmy gwoździ, taśmy klejącej, kleju i szycia. Praca na 6 :-). Gdy Jan i Maria zobaczyli rano co nam wyszło zamarzyli o takich samych. Maria ma raczej grzechotę niż kij deszczowy, ale daje całkiem fajne dźwięki gradowe ;-). 



Patrząc ostatnio na aurę zaczynam podejrzewać, że dzieci ich nadużywają... Na szczęście nie ma śniegu, choć jest to w kwietniu możliwe, jak mówi stare polskie przysłowie. Jeśli Wasze dzieci koniecznie chcą przygotować instrument muzyczny, albo coś podobnego, bardzo polecam. To, w przeciwieństwie do np. grzechotek z puszki, bardzo przyjemny, niemal kojący hałas. Myślałam, że uda mi się dodać malutki filmik z udziałem naszych zaklinaczy, ale się nie udało. Wydają naprawdę miły deszczowy dźwięk.


DIY - Jak zrobić kij deszczowy lub zaklinacz deszczu.


Te prawdziwe kije deszczowe, tudzież zaklinacze deszczu wykonywane są z grubych bambusowych pędów lub wysuszonych kaktusów i kolców z tych roślin. Pochodzą gdzieś z Południowej Afryki i jak można się domyślić, miały przywoływać upragniony deszcz.


Robiliśmy je według TEGO filmiku z You Tube. Dodaliśmy do środka różne ziarna (ryż, kasza, groch, groszek) dlatego wydaje mi się, że nasze kije mają dźwięk bardziej deszczowy. Zaszaleliśmy także, ze zdobieniami. Nasze kije i grzechotkę okleiliśmy tkaninami, do tego kilka guzików i tasiemek. Poniżej kilka migawek z naszej produkcji. Przy młotku syn Jan, który robi swój kij deszczowy.

1. Potrzebujemy:
  • sztywnego, tekturowego rulonu (warto zapytać o niego w sklepach z tkaninami lub z narzędziami budowlanymi, na takie rury nawija się np. folie ochronne typu strecz)
  • gwoździ o długości, która nie przekracza średnicy takiej rury
  • młotka
  • taśmy typu gafer, dość mocnej
  • kawałka grubej tektury
  • młotka
  • kleju na gorąco lub typu wilkol, ten do klejenia na gorąco ułatwia pracę
  • tkanin, kolorowych sznurków, guzików, papieru itp. do ozdabiania instrumentu


2. Na początek wbijamy gwoździe, dużo gwoździ, w tekturową rolkę, po spirali. Te rurki są w taki sposób skręcane i mamy gotowe wyznaczone linie dla gwoździ. Gwoździe wbija się łatwo i Janek miał z tego ogromną przyjemność i tylko lekkie uszkodzenia ;-).





3. Zaklejamy jedną stronę rury. W tym celu na kartonie odrysowujemy koniec rury (dwa razy) i wycinamy koła, zostawiając na nich kilka wypustek, aby móc je zamocować na końcu kija za pomocą taśmy. 


4. Mniej więcej do 1/4 kija nasypujemy  suchych ziaren różnej wielkości tj. ryżu, kaszy, grochu. My w trakcie wsypywania ziaren zatykaliśmy wlot kija dłonią i sprawdzaliśmy doświadczalnie czy jeszcze :-).

5. Zaklejamy drugi koniec kija, w ten sam sposób co w pkt. 3.


6. A teraz to już nasza wyobraźnia dochodzi do głosu. Na chłopakowo? Na dziewczynowo? Jednokolorowo? Czarno - biało? Kij koniecznie trzeba ozdobić :-)


Miłego dnia Drodzy Czytelnicy :-)


wtorek, 19 stycznia 2016

To nie patchwork, to domino.

W ramach pracowni świątecznych prezentów uszyłam takie oto domino :-). Utrzymane w kolorystyce  turkusowo-niebiesko-zielonej, czyli kolorach, które lubi pewna mama :-). Nie wiem jak jest, ale miałam nadzieję, że zostanie wykorzystane na wiele kreatywnych sposobów, zwłaszcza że....


..... trochę wtopiłam z tym domino.... Właściciele nic się nie odzywają ;-). Otóż szyłam oddzielnie dwa razy po 12 "klocków". I nie wpadłam na to, że ich nie połączyłam kolorami w żaden sposób. Wyszły mi dwa oddzielne domina po 12 sztuk... Niestety nie miałam już ani czasu, ani materiałów na poprawki, czyli np. doszycie kolejnych 12 z wymieszaniem kolorów.... No i taka gafa, na szczęście szyciowa, a nie życiowa ;-). Tkanin nie mogę dokupić, bo ich już nie ma ani w IKEA ani w innych sklepach. Szyłam z końcówek, cięłam tak, żeby jak najwięcej kwadratów udało się uzyskać z tych moich archiwów, bo nie miałam wielu tkanin w zadowalających odcieniach. Swoją drogą domino wpisuje się idealnie w blogową akcję "Uwolnić Tkaniny" :-). Jakby tego było mało zdjęcia robiłam telefonem i nie zauważyłam, że miałam włączoną opcję 1:1, stąd takie zdjęciowe kwadraciki we wpisie, to nie zabieg celowy :-).




Oczywiście od spodu wszystkie "klocki" podszyte zostały jednakową tkaniną (tej też już nie mam). W środek wszyłam filc dzięki czemu domino jest zupełnie sztywne i można spróbować wybudować wieżę :-). Poza tym bawełna więc myślę, że można prać.


Domino dostało także opakowanie - taką oto torebkę na zamek. I świąteczne wszywki do tego. Szyło się bardzo miło, choć długo. 




Pozdrawiam