Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt 52. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt 52. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 stycznia 2018

Projekt 52 - część 5. Buraki i botwina.


Od czego zacząć... Moi Czytelnicy z pewnością pamiętają  Projekt 52, który rozpoczęłam z początkiem 2017 roku. Postanowiłam wtedy wypróbować 52 nowe przepisy przez rok, to jedna nowa potrawa w tygodniu. I choć na blogu wygląda, że utknęłam w połowie, to w rzeczywistości dojechałam na bieżąco do 39 pozycji. Po prostu nie publikowałam kolejnych wpisów. Brakuje mi też kilku zdjęć nowych potraw, zapomniałam ich sfotografować. I tak jakoś stanęło, choć muszę przyznać, że przez wiele tygodni z entuzjazmem podchodziłam do tego wyzwania.




Nadszedł grudzień i pomyślałam sobie, szkoda... nagrody nie będzie (miałam kupić sobie nowe książki kucharskie)... I co ja na blogu napiszę... Znacie taką dziwną blokadę/strach w sobie z powodu nie zrobienia czegoś z jednej strony, a obawą przed ruszeniem z miejsca (rozliczeniem się) z drugiej? Ja znam, ale zdziwiłam się bardzo, że to działa na mnie także w takich zupełnie nieformalnych sytuacjach... Tak właśnie było, nawet nie miałam ochoty zaglądać do nowych przepisów i tych z listy "do spróbowania"... bo wlekło się za mną poczucie winy.

Po świętach mój mąż pojechał na zakupy i wrócił do domu z książką kucharską za 1gr, z tych promocyjnych, za dokonane zakupy. Zaczęłam ją przeglądać i wróciło to miłe uczucie chęci spróbowania i tak 30 grudnia zakisiłam buraki z przepisu z książki, no bo na co jeszcze czekać?! Gdy moje dzieci zaczynają planować jakieś wielkie rzeczy motywuję je mówiąc: nie czekaj, zacznij już dzisiaj! Lepsze oceny? - Dzisiaj naucz się chemii. Lektura na czas? - Idź teraz poczytaj, obiad dopiero za 10 min. Tak, opłaca się. Napisać książkę? - Proszę, mam taki kolorowy notes, zapisz pomysły.

Nieistotne, że nie zdążyłam przed końcem roku. Zbyt wiele innych, ważniejszych rzeczy się działo... W końcu celem było poznanie nowych smaków, wyjście poza znane i lubiane, wyskoczenie z rutyny. I to wszystko w dużym stopniu zostało osiągnięte. Dlaczego nie kontynuować tych postanowień? To czego nie udało się zrobić w 2017 można dokończyć w 2018. Od tego też jest Nowy Rok, nie tylko od nowych postanowień, nowych wizji i życia od nowa. Wkraczam więc w ten 2018 z entuzjazmem dokończenia niedokończonego. I blokada znika!

Dzisiaj wpis, który w większości był gotowy od 3 miesięcy... Tak się zacięłam, ale koniec z tym! Buraki i botwina polecają się uwadze.



Teraz jest idealny czas na buraki, mają się świetnie o tej porze roku. Natomiast nasze organizmy zaczynają odczuwać niedobory owocowo - warzywne. Z botwinką poczekamy do wiosny, chyba że posadzimy ściętą "górę" z buraczka i wsadzimy do donicy. Wielkich zbiorów nie będzie, ale kilka listków na sałatkę na pewno.




Zaczęło się od buraczkowych piątków na blogu moja w tym głowa. Wypróbowałam kilka przepisów z tej serii i znalazłam jeszcze kilka innych. Buraki uwielbiam!

20. Czipsy buraczane.  Przyjemna przekąska, lekko słodka. Przed pieczeniem można buraczki doprawić solą, pieprzem czy papryką. Przepis TUTAJ.






21. Pieczone buraki z hummusem kontra Carapaccio z buraczków. Inspiracja TUTAJ i TUTAJ. W jednym punkcie bo potrawa podobna, ale nie taka sama. Pieczone buraki z hummusem mogą spokojnie stanowić samodzielny posiłek. Natomiast carapaccio to naprawdę genialna przystawka!






22. Buraczkowe kotlety z buraków. Przepis TUTAJ, ale pochodzi z książki "Jadłonomia" Marty Dymek. Zamieściłam zdjęcie przed pieczeniem, bo wyglądają cudnie. Dzięki mojemu wyzwaniu zakochałam się w takich warzywnych kotlecikach. Kotlety bezmięsne, oczywiście.







23. Wytrawna tarta z buraczków. Robiłam już wiele razy, uwielbiam. Przepis TUTAJ.




24. Dekadenckie ciasto czekoladowe z burakami. Przepis także TUTAJ. Ja ugotuję wszystko z "dekadencją" w nazwie... Ciasto jest genialne! Buraczki nie są wyczuwalne jako wyraźny smak, ale zdecydowanie mają na niego wpływ. Na kolor też... czekolada wpadająca w bordo! Głęboki kolor i smak. 




25. Sałatka z botwiny.  Książka "Na zdrowie" Elizy Mórawskiej (przepis na 95 stronie) to moja ulubiona książka kucharska i ma najwięcej poplamionych kartek. Ta sałatka z powodzeniem może być daniem obiadowym, bardzo syta (jajko, awokado, botwina), zdrowa i pyszna. Nie jadałam botwiny w takiej postaci.




26. Kiszone buraki. Buraczki kisimy jak ogórki, nie jest to trudny proceder. Płyn wykorzystam do barszczu, a z kiszonych buraczków przygotuję sałatkę warzywną, ale o tym w kolejnym odcinku.




Bardzo się cieszę, że stawiłam czoła tym zaszłościom... Niby mała rzecz, a jednak zalegała, irytowała i w jakimś stopniu mnie obciążała. 

Do przodu w ten Nowy Rok! Tego i Wam życzę Drodzy Czytelnicy. Odwagi!




Do tej pory w ramach Projektu 52 ukazały się następujące wpisy:

Projekt 52 - część 1. Noworoczna decyzja No1, czyli o co w tym wszystkim chodzi.
Projekt 52 - część 2.
Projekt 52 - część 3. Kuchnia roślinna.
Projekt 52 - część 4. Koktajle.
Projekt 52 - część 5. Buraki i botwina. - To ten wpis.

niedziela, 10 września 2017

Projekt 52 - część 4. Koktajle.

Projekt 52, to moje postanowienia na 2017 rok. Zdecydowałam, że w tym roku poznam 52 smaki nowych posiłków. 52, czyli jeden nowy smak / potrawa na tydzień. O szczegółach pisałam TUTAJ, w pierwszym wpisie z tej serii. Koktajle potraktowałam jako jeden nowy smak, a raczej element posiłkowy. Jak sami zobaczycie jest ich sporo i byłoby bez sensu każdy traktować oddzielnie. A z drugiej strony od stycznia 2017 roku często stanowią jeden posiłek w ciągu dnia i dbam o jego urozmaicenie, więc zdecydowanie powinny znaleźć się w zestawieniu projektu 52.



Koktajle. Moda na nie jak świat długi i szeroki, a ja się temu nie dziwię. Gdy nabrałam odrobinę wprawy i przygotowuję conieco wieczorem (choćby umycie składników) udaje mi się go wypijać w trakcie szykowania dzieci do szkoły, dzięki temu mój głód nie potęguje nerwowości poranka...

Koktajl najlepiej wypić w ciągu kilku minut po przygotowaniu, bo wtedy ma najwięcej cennych właściwości. Wiele substancji (np. witamin) szybko się utlenia co można obserwować po zmianie koloru koktajlu.

Jak przygotowuję koktajl? Niby proste, ale w książeczce (jednej malutkiej) z przepisami bardzo często występuje zdanie: sok z..... wycisnąć w wyciskarce. Wyciskarki nie posiadam, ale na myśl wyciskania soku z owoców/warzyw w jednym urządzeniu, po to by przelać je do drugiego i dalej przygotowywać specyfik nadal mam ciarki...
Tak więc wszystko umieszczam w blenderze kielichowym. Nawet twarde warzywa typu burak, marchewka, te potrzebują nieco dłuższego miksowania.
Z jabłek i gruszek wycinam środek, miksuję ze skórką.
Właściwie to zazwyczaj zostawiam skórkę na owocach, obieram tylko marchew, buraczki lub pietruszkę - korzeń.
Z pomarańczy obcinam tylko pomarańczową skórkę i całą pomarańczę wrzucam do blendera. Ta biała skórka pod nią (albedo) jest bardzo wartościowa i najlepiej ją zostawić, jednak to już rzecz gustu i przyzwyczajenia, jest bowiem gorzka. Jestem zdania, że koktajl ma nam smakować, to nie lekarstwo. Choć muszę przyznać, że do niektórym smakom musiałam dać szansę. Jeden z nich stał się nawet jednym z ulubionych.
Tak przygotowany koktajl w zasadzie nadawałby się do jedzenia łyżką dlatego zazwyczaj dolewam do niego wodę, tyle ile trzeba aby pić go przez słomkę.

Jak wspomniałam pomocą dla mnie jest książeczka o koktajlach, która była darmową wkładką do jakiejś gazety. Książeczka okazała się bardzo pomocna, bo nie wpadłabym na wiele połączeń, które okazały się tak trafione smakowo. Po dziesiątkach wypitych koktajli już wiem: nie lubię połączeń wielu smaków, 2-3 składniki i woda - to odpowiada mi najbardziej. Staram się także aby koktajl zawierał warzywo, wtedy jest bardziej odżywczy i sycący. I tutaj mam na myśli powszechny podział na warzywa i owoce. Chodzi mi o to, że pod pojęciem "warzywo" w tym przypadku mam na myśli także np. ogórki, pomidory i paprykę, które biologicznie rzecz ujmując są owocami (w nich zawarte są nasiona).
I oczywiście najlepiej gdy jest zielony, ale nie robię z tego głównej zasady. Jako zielone składniki używam: pietruszkę (uwielbiam), jarmuż i młody owies.

19. Koktajle



To mój ulubiony koktajl - wzmacniający. Podczas przeziębienia dodaję sporo imbiru.

*Papryka 
*Pomarańcza 
*Imbir (opcjonalnie)
*Woda





*Papryka 
*Pomarańcza 
*Młody owies
*Woda














*Pomarańcza
*Jarmuż
*Woda




*Gruszka
*Ogórek
*Natka pietruszki
*Młody owies
*Woda



Ten koktajl zajmuje drugie miejsce w ulubionych. To on zupełnie nie smakował mi za pierwszym razem, ale dałam szansę. Jest prosty i bardzo orzeźwiający

*Jabłko
*Cytryna
*Natka pietruszki



*Jabłko
*Młody owies
*Cytryna
*Woda



*Jabłko
*Seler naciowy
*Cytryna
*Woda



*Burak
*Papryka
*Jabłko
*Pomarańcza
*Rooibos - herbata






*Burak
*Jabłko
*Woda



*Gruszka
*Botwina
*Woda



*Pomarańcza
*Mango
*Woda




*Rabarbar
*Jabłko
*Woda




Wypróbowałam dwa razy. Jednak surowe szparagi to za duży kaliber dla mojego brzuszka...

*Truskawki
*Szparagi
*Woda












*Jabłko
*Rabarbar
*Seler naciowy
*Woda














Jeśli jesteś ciekawy czego próbowałam w ramach projektu linki poniżej:




czwartek, 15 czerwca 2017

Projekt 52 - część 3. Kuchnia roślinna.

- Kupiłem coś, ale nie wiem co to jest...
- Super, spróbujemy.
- Sześć kupiłem...


Jako, że mam zaległości w publikacji mojego Projektu 52 (na szczęście z jego realizacją jestem do przodu) mogę podzielić go tematycznie. Dzisiaj prezentuję kuchnię roślinną. Celowo nie używam tutaj słowa wegańską, gdyż w moim przypadku kuchnia ta nie jest związana z ideologią.  Nie jestem bowiem weganką, ani nawet wegetarianką. Gdybym jednak w tej chwili miała wybrać co ma pozostać w mojej kuchni na zawsze: roślina, czy zwierzyna jestem pewna - ROŚLINY. Ostatnio na Instagramie Jadłonomii (Marta Dymek) usłyszałam zdanie: "Jeśli ludzie jedzą za dużo mięsa, to przede wszystkim dlatego, że nie wiedzą jak jeść inaczej".  Jeśli chodzi o mnie i moją rodzinę, to zgadzam się absolutnie. Kiedyś tak było. Teraz mięso jadamy 2-3 razy w tygodniu (wliczając w to wędliny, jeśli chodzi o obiad, to jest to zazwyczaj 1-2 obiady w tygodniu). Przyznaję otwarcie: kuchnię zwierzęcą lubię, kuchnia roślinna mnie zachwyca i zaskakuje. Niesamowite połączenia dają zaskakujące efekty. Brownie z fasoli? Kotlety z kalafiora? Mus czekoladowy z ciecierzycy?  Deser śniadaniowy z szałwią hiszpańską? Dlaczego nie? 

Jeśli jest tutaj ktoś niewtajemniczony: w roku 2017 postanowiłam wypróbować 52 nowe potrawy, co daje średnio jeden nowy smak w tygodniu. Przechodzę do dzisiejszej wyliczanki: 

12. Kotleciki z kalafiora i ciecierzycy.  Ostatnio często jadamy pulpety warzywne. Najbardziej lubiane przez dzieci to te z gotowanych ziemniaków z dodatkami, ale próbujemy nowych. W dzisiejszym zestawieniu gotowany kalafior i ciecierzyca. Wystarczy rozgnieść widelcem (lub zmielić w maszynce do mięsa) podobną ilość głównych składników. Dodać zielonego (koperek, natka pietruszki itp.), podsmażonej cebulki, ząbek czosnku i w razie potrzeby trochę mąki (żeby masa łatwiej się lepiła) i usmażyć na patelni lub upiec w piekarniku. Można podać w bułce, z surówką lub do warzywnego bulionu, jak na zdjęciu.  To inspiracja instagramowa, smaczny, lekki obiad.


13. Pieczone szparagi i inne warzywa. Warzywa piekę często, ale nie wpadłam na to, żeby piec szparagi. Przeczytałam o tym na Instagramie i ani razu w tym sezonie szparagów nie ugotowałam. I zjadłam ich zdecydowanie więcej niż zazwyczaj, bo były po prostu smaczniejsze. Odkryłam też pyszne połączenie pieczonych bakłażanów przekładanych cebulą. Cebula awansowała z warzywa przyprawowego do dania obiadowego. Jeszcze lepsze połączenie to bakłażan cebula i pomidor, do tego kilka kropli oliwy i nawet sól staje się zbyteczna... ach... I jest to danie, którego resztki obiadowe po zmiksowaniu stają się genialną pastą na kanapki albo dodatkiem do chrupiących warzyw surowych (kalafior, kalarepa, marchewka).


14. Młoda kapusta ze szparagami. Tutaj inspiracją była kwestiasmaku.com W oryginalnym przepisie jest mięso z indyka, a szparagi są składnikiem mniejszościowym. U mnie było dużo szparagów, kapusty i koperku. Młodej kapusty nie gotuję. Na oliwie podsmażam lekko czosnek (nie może się zarumienić) i dodaję poszatkowaną, umytą kapustę. Do niej dokładam pokrojone szparagi (główki dodaję pod koniec duszenia), na koniec pęczek siekanego koperku.  Robiłam tę potrawę kilka razy w tym sezonie. Zawsze na 2 dni... nigdy na 2 dni nie wystarczyło... Czasem robiłam wersję kapusta-szparagi, a czasem dodawałam do tego kaszy jęczmiennej. Proste danie jednogarnkowe, polecam.


15. Amarantusko - sezamki. Nie jestem pewna, czy powinny znaleźć się w tym wegańskim zestawieniu... Nawet z ciekawości zerknęłam w internety, ale widzę, że dyskusje trwają, więc ciężko jednoznacznie stwierdzić: czy miód jest wegański. Tak, czy owak jak napisałam, nie mam potrzeby dochodzenia prawd ponieważ weganką nie jestem. Nie ma jajek, nie ma mleka ani masła. Są ziarna i miód, nic więcej. Te jasne ciasteczka powstały z ziarenek surowych, te ciemne z uprażonych. Dodatek ekspandowanego amarantusa powoduje, że sezamki są kruche i delikatne. 


16. Brownie wegańskie. Trudno mi samej w to uwierzyć, ale to najlepsze brownie jakie jadłam... Przepis pochodzi ze strony jadlonomia.com , w skład ciasta wchodzi aquafaba, czyli płyn z puszki ciecierzycy - nic się nie marnuje. Ciasto jest wilgotne, ale delikatniejsze niż zwykłe brownie, nawet lekko się kruszy. Mnie to bardzo odpowiada, ale mojemu mężowi już nie. On wolał to z fasoli...


Brownie z fasoli od  agataberry.pl Wygląda raczej jak gigantyczne ciastko czekoladowe (niewielka forma i mało wyratające ciasto). Do tego jest nieprawdopodobnie proste i szybkie. Tak nieprawdopodobnie, że robiłam je w nocy, pod nieobecność męża, żeby bez świadków mogło wylądować w koszu, tak w razie czego....  Ciasto jest smaczne, ale ta polewa czekoladowa z oleju kokosowego, to dopiero odkrycie! Kilka kostek czekolady i łyżka oleju kokosowego rozpuszczone w kąpieli wodnej i koniec. Ile ja wypróbowałam polew czekoladowych... Lubię gdy pozostają miękkie i nie kruszą się podczas krojenia ciasta, a z drugiej strony takie, które zastygają szybko. Mam już swoje proporcje czekolada/mleko/cukier, ale wydaje mi się, że już tylko tę wersję z olejem będę praktykowała... Prościej i zdrowiej!


W tym punkcie jak widzicie zamieściłam dwa przepisy. Chciałam wyłonić zwycięzcę wegebrownie, ale nie uda mi się. Obie wersje bardzo lubię i piekę regularnie.

17. Mus czekoladowy z ciecierzycy, a właściwie aquafaby, czyli wody pozostającej w puszce po ciecierzycy. To także propozycja jadlonomia.com Zajrzyjcie koniecznie pod link, bardzo ciekawy wpis o tym, kto zrewolucjonizował kuchnię wegańską odkrywszy, że aquafaba ma właściwości podobne do białka (swoją drogą, to białka dużo zawiera, ale roślinnego).  A sam mus bardzo czekoladowy, ja nie wyczuwam smaku ciecierzycy. Również bardzo prosto (rzeczona aquafaba, czekolada, dla chętnych cukier) i zdrowo. Można go użyć jako kremu do tortu, ciasta czy babeczek. Teraz gdy użyję ciecierzycy (zazwyczaj do pasty, ale także dań typu leczo) mam dylemat: robić brownie czy mus... 


18. Deser z chia. Ten deser to także jadlonomia.com Deser, który bez wyrzutów można zjeść na śniadanie. Dlaczego warto użyć chia, zamiast żelatyny, agaru, czy tapioki? Poza tym, że wymaga jedynie wymieszania składników, bez gotowania, namaczania, studzenia i przelewania, robi się sam. Nasiona chia są szalenie zdrowe, pełne kwasów omega. Tak więc super chia miałam od dawna, a deser obchodziłam dookoła. Zrobiłam najpierw z jogurtu (pychota), ale postanowiłam dać szansę wersji wegańskiej. Z mleczkiem kokosowym nie polubiłam się od pierwszego wejrzenia. Może to, które kupiłam było kiepskie, a może za sprawą limonki, którą tu dodaję, a może otwarcia na nowe smaki, nie wiem, ale teraz je bardzo lubię. Deser jest pyszny i bardzo syty. Najczęściej widywany w towarzystwie musu z mango i wcale się nie dziwię, bo to zestaw idealny. A słoiczki to fantastyczna sprawa. W lodówce nie przechodzą innymi zapachami i przy masowej produkcji można je ustawiać jeden na drugim. To bardzo wygodne rozwiązanie.


Projekt 52 daje mi ogromną satysfakcję i dużą przyjemność. Widzę jak zmienia się moje podejście do nowych potraw  i z otwartością myślę o podboju (smakowym) kuchni azjatyckiej. To niesamowite, że coś co za pierwszym razem nie smakuje staje się z czasem moim ulubionym śniadaniem. I to nie koniecznie poprzez próbowanie tego konkretnego smaku. To bardzo ciekawe. Nie wszystkie potrawy w projekcie dają efekt łał!!!, ale każda czegoś uczy.

Jeśli jesteś ciekaw czego próbowałam w ramach Projektu 52 linki poniżej:




ZapiszZapisz

czwartek, 4 maja 2017

Projekt 52 - część 2.

Dawno takiej przerwy na blogu nie było. Powody są różne, nie wiem, czy uda mi się nadrobić zaległości, ale działalności nie zawieszam. Postanowiłam powrócić wpisem o kontynuacji mojego noworocznego projektu. Nie jest bowiem tak, że mi się nie chce, że ta pogoda i, że postanowienia noworoczne też nic... Wręcz przeciwnie, mam się dobrze, robię dużo i chce mi się bardzo. Dość regularnie jestem na Instagramie, ale to nie to samo co blog, wiem o tym i brakuje mi.


Dla tych, którzy nie pamiętają, albo są u mnie pierwszy raz. Projekt 52 to mój pomysł na urozmaicenie naszej domowej kuchni. 52 to jeden nowy posiłek/smak/wypiek na tydzień. Na razie udaje mi się go realizować bez problemów, czasem robiłam dwie nowe rzeczy w tygodniu, a czasem żadnej.  Projekt 52 to chęć przeżycia nowych przygód na własnym talerzu, czyli doświadczenia smaków, o których istnieniu nie wiedziałam. To często wychodzenie poza strefę komfortu kulinarnego, po to, by dowiedzieć się, jak bardzo można ją poszerzać. Ostatnio gdzieś przeczytałam, że przygoda zaczyna się poza strefą komfortu. Nie potrzeba wspinaczki Mont Blanc i nie twierdzę, że to jest to samo ;-). Niektóre nowe  posiłki są bardziej skomplikowane, a inne zupełnie zwyczajne. Jedną z nowości w tym odcinku jest dla mnie domowe mleko owsiane. Jeśli chcecie więcej poczytać o idei mojego pomysłu zapraszam do TEGO wpisu. Pierwsze wnioski są takie, że w mojej kuchni mamy kilka nowych posiłków, które regularnie wykorzystuję. Możliwe, że z czasem pojawią się na blogu. 

Możnaby napisać, że sponsorem dzisiejszego wpisu jest książka "Na zdrowie" Elizy Mórawskiej. Bardzo ją lubię. Najczęściej używana i najbardziej lubiana przeze mnie książka kucharska, którą posiadam.

5. Krajanka owsiana z bananami, jagodami i masłem orzechowym. "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 219.



6. Chleb z Vermont. Jest to chleb według receptury znanego z wypieków chleba Jeffreya Hamelmana.  Ja korzystałam dokładnie z TEGO przepisu. W dniu, w którym go upiekłam napisałam na swoim Instagramie: Chleb to dla mnie ciągle tajemna moc... Chleb na zakwasie to 3 składniki: woda, mąka i sól, a można doznawać tak różnych smaków. Różne proporcje tych samych mąk, różne procedury przygotowania ciasta ciągle z tych samych, 3 składników i otrzymujemy różne chleby. To dla mnie od zawsze niewiarygodne. Dziś dla odmiany spróbowałam upiec chleb bez formy, na kamieniu. No cóż, do ideału mu daleko, ale cudny jest. Ostatnio smakuję chleb z Vermont w/g Hamelmana. Pyszny chleb, regularny miąższ, znakomita skórka. Wystarczy mi masło.



7. Sernikotofi. To także Eliza Mórawska, ale "White Plate - słodkie", strona 80. To pierwsza książka tej autorki. Nasza rodzina nie przepada za sernikami, ale to wydanie bardzo wszystkim smakuje. 



8. Kotleciki ziemniaczane ze szpinakiem. Tym razem w wydaniu z jarmużem. Przepis to "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 117. Bardzo proste i smaczne danie na bazie gotowanych ziemniaków i szpinaku. Do tego kilka przypraw i dzieciaki były zachwycone.



9. Mleko owsiane. Przepisów w sieci na mleka roślinne nie brakuje, ja skorzystałam jednak po raz kolejny z "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 80. To pierwsze mleko roślinne, które mi smakuje i mogę wypić z nim nawet kawę. Przyznaję, że zazwyczaj kupuję, ale domowe także pojawia się w lodówce. 



10. Gulasz z warzywami. To kolejna propozycja "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 183. Eliza pisze o kiepskim wspomnieniu gulaszu z dzieciństwa. Muszę przyznać, że mam podobnie. Dlatego tak chętnie wypróbowałam ten przepis. Gulasz, jak obiecuje autorka, jest pyszny i delikatny. Robiłam go już kilka razy.



11. Ciecierzyca z bukietem warzyw. A ten bukiet to marchewka, brokuł i kalafior. Danie bardzo proste, smaczne i sycące. Ciecierzycę jadaliśmy w postaci hummusu, dlatego w takiej postaci to dla nas nowość. Jeśli jest w kuchni puszka ciecierzycy, a w zamrażalniku wspomniany bukiet, to danie powstaje w kilka minut. Dodaję jeszcze oliwy, trochę soli i pieprzu. Jeśli po obiedzie zostanie nam potrawy to można  dodać więcej oliwy, trochę wody, soku z limonki, ząbek czosnku i pasta do chleba na kolację gotowa.



Dobiega końca 18 tydzień roku, a ja (i moja rodzina) spróbowałam 18 nowych smaków. Jestem na bieżąco z noworoczną decyzją i bardzo mnie to mobilizuje do działania. Dzisiejszy wpis kończę na 11 potrawie, mam nadzieję wkrótce nadrobić zaległości. 


Jeśli jesteś ciekawy czego próbowałam w ramach projektu linki poniżej:


I niechby ta wiosna wróciła... Mam taką ochotę na chłodniki...


środa, 1 lutego 2017

Projekt 52 - część 1. Nie o książki chodzi. Decyzja No1.



Słyszeliście o Blue Monday? To trzeci poniedziałek stycznia i podobno najbardziej depresyjny dzień w roku. Dlaczego? Jednym z powodów jest niedotrzymanie postanowień noworocznych (inne to niedobór światła i poświąteczne niedomogi finansowe). Postanowienia na Nowy Rok, jak świat długi i szeroki. Ja generalnie bojkotuję takie akcje. Nie lubię planować za bardzo. Nie, to za mało napisane - mnie plany paraliżują. A raczej paraliżuje mnie fakt, że im nie sprostam, nie wyrobię się. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że nie jetem leniwa, lubię działać, pracować, więc nie wynika to z moich naturalnych predyspozycji lub ich braku. Z resztą wystarczy pobieżnie przejrzeć bloga. Robię dużo. Planuję tyle, ile jest konieczne. Postanowień noworocznych nie robię, a jednak...


Przeczytałam wpis Katarzyny Kędzierskiej z bloga Siplicite. Napisała: "Powiem wprost: nie rób noworocznych postanowień. Podejmij decyzję". To było to! Na początku chodziło po głowie jako bunt (ja NIGDY nie robię), później wyrzut sumienia (tyle rzeczy odłożonych na kiedyś), aby skończyć się, a raczej zacząć na działaniu. Co poczułam? Napisałam na swoim Instagramie: Na nowo organizuję czas. Ostatnia książka ("Miłość" Tomasz Budzyński) i pewne decyzje, które podjęłam z Nowym Rokiem powoli ustalają się w odpowiednich kolejnościach i dawkach. To sprawy niewielkie, za wcześnie by pisać, ale dają mi nowe siły, świeżą radość i... PRZYNOSZĄ ULGĘ.



Nasz obiadowy standard standardów, tuż obok spagetti i sosu pomidorowego. Jak nie wiadomo co na obiad to będzie makaron z brokułami, albo ryż, najlepiej z kawałkami kurczaka od wczoraj. Wszyscy lubimy. Postanowiłam jednak poszerzyć standardy i udało mi się to już, w grudniu. Tak więc nasz kolejny standard to zapiekanka z ziemniaków. Jedliśmy kilka razy, pojawiły się wersje z boczkiem i szynką. Grain Dauphinois "Na Zdrowie" Eliza Mórawska, strona 163.


Jedna z decyzji, którą podjęłam to: w 2017 roku wypróbuję 52 nowe przepisy. I tym wpisem ją zapowiadam. Na Simpilicite przeczytałam bowiem, że drugi krok po podjęciu decyzji to: "opowiedz o tym".  Nowe książki kucharskie, gazety kulinarne, książki z przepisem w tle i co? No właśnie nic, albo niewiele, od czasu do czasu. Mam książkę, którą byłam zachwycona gdy kupiłam rok temu i pamiętam swój ślinotok gdy zobaczyłam jedno z ciast. Minął rok i nie upiekłam NIC z tej książki, chociaż gotuję obiady niemal codziennie, a piekę co najmniej raz w tygodniu... Taka prawda. Uwielbiam je oglądać, w wyobraźni czuję smak i najczęściej na tym się kończy, mam nadzieję kończyło. Zdjęcie poniżej to wspomniane ciasto - Torta della Nonna.


Dlaczego tak było? Robię mnóstwo różnych rzeczy i w rezultacie pora obiadowa mnie zaskakuje, chcę przygotować szybko posiłek dla rodziny. Co nie znaczy, że gotować nie umiem czy nie lubię, wręcz przeciwnie i wcale nie jest nudno. Makaron potrafię przygotować ze wszystkim, dobry makaron. Można przejżeć zakładkę przepisy, tam też dużo się dzieje. Chodzi mi o regularność w tym gotowaniu nowych rzeczy. Regularność i mobilizację. Często mnie dopadały zrywy w tym temacie. Czasem przez 2 tygodnie "nie wychodziłam" z kuchni, by później przez 2 tygodnie odczuwać niechęć z każdym przygotowywanym posiłkiem. Co mi pomogło w ostatecznej decyzji? Gdy na początku stycznia upiekłam ciasto z jabłkami, które piekę od zawsze i jedliśmy je 4 dni - dotarło do mnie - znudziło mi się! W naszej rodzinie jest 6 osób i zazwyczaj ciasto znika w jeden dzień, chyba że nie mamy na nie ochoty... Nie mam ochoty to nie to samo co nie smakuje. 



Projekt 52 - mało i dużo. To jeden nowy posiłek / ciasto / coś na tydzień. Znacie film "Julia & Julia"? Tam bohaterka przez rok (365 dni) mierzy się z 500 przepisów... To ważny element moich decyzji: możliwości. Z jednej strony narzucić sobie jakiś wysiłek, ale z drugiej nie przegiąć, żeby szybko nie odpuścić. Zrobiłam listę. Na liście zamieściłam te przepisy, czy notatki własne, które chciałam wypróbować i fruwały mi po zeszytach. Do tego przejrzałam książki kucharskie i zapisałam potrawy, które miałam ochotę zrobić zaraz po otwarciu nowej książki. Może 52 to będzie duży trud, a może wręcz przeciwnie, zobaczymy. W każdym razie jeśli dobrze pójdzie to za rok będę znała smak 52 nowych potraw, a to dużo! Więcej niż robiłam, ale tyle ile jestem w stanie z przyjemnością zrobić przy odrobinie wysiłku. Poza tym wiem, że będą tygodnie gdy nie przygotuję niczego nowego z różnych powodów, jak choćby wyjazdy czy choroby. Nie będę miała większych problemów, żeby nadrobić te zaległości, bo 2 nowe potrawy na tydzień to też żaden szał.


Co to będzie, jakieś założenia? Zarówno słodkie jak i wytrawne posiłki. Nowe przyprawy, nowe warzywa, nowe połączenia smakowe, ale także domowy keczup, czy masło orzechowe, albo budyń. Nie chodzi tu o kolejną wersję makaronu typu "wrzucę co mam", bo takich to ja trzaskam dużo w skali roku. Chodzi o coś nowego, jak np.: Zupa soczewicowo-pomidorowa. Niby zwykła zupa, soczewica też już nie raz była, ale takie połączenie plus przyprawy - mnie smak zasokczył.  Czyli żadne tam cuda na kiju, ale jednak coś w co włożę nieco wysiłku.
Z czym związany jest ten wysiłek? Piekę / gotuję prosto i szybko, zdrowo też, wiem o tym. Prawdą jest, że każdy nowy posiłek / potrawa zajmuje więcej czasu, ale gdy przestaje być nowa to kolejny szybki, smaczny i zdrowy posiłek. Pierwszy raz gotowanie trwa zazwyczaj dwa razy dłużej niż trzeci. I wspomniana zupa, którą pierwszy raz gotowałam przez godzinę za trzecim razem będzie gotowa w 30 min. Aromatyczna, rozgrzewająca i syta zimowa zupa. Prosto, szybko i zdrowo, to nie znaczy ciągle to samo.


Co za dużo to nie zdrowo ;-). Nie chciałam rodzinie fundować zbyt dużo nowości. Do nowych smaków czasem trzeba się przyzwyczaić, dlatego warto próbować. Niektóre są jak olśnienie, chcesz więcej i więcej, tak, że robisz trzy dni pod rząd to samo. Inne mają w sobie coś intrygującego, nie do końca smakują, ale później ten smak wraca, przypomina się, by za nim zatęsknić. Nowe smaki, trzeba powtarzać, żeby miały szansę realnie zainstnieć na stałe. Bedą pewnie i takie, które pojawią się tylko raz.



Rozwijaj się, nie stój w miejscu mówią wszyscy i wszędzie. Wkurzało mnie to, ale jedno wyzwanie fotograficzne, w którym wzięłam udział uświadomiło mi coś bardzo ważnego: nie muszę znaleźć kolejnego zajęcia, kolejnej rzeczy, której się nauczę. Mogę stawiać sama sobie wyzwania, w mojej codzienności, ponieważ bardzo ją lubię. Wiadomo jednak, że można znudzić się nawet tym co się lubi, zasiedzieć i nawet nie wiedzieć kiedy. I zrozumiałam, że dla mnie nie jest to kwestią doprowadzania czynności do perfekcji, ale stawiania sobie nowych wyzwań, ponieważ tego potrzebuję, tak funkcjonuję.

1.  Kuskus z kalafiora z zielonym groszkiem. "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 109. To była pierwsza potrawa z tej książki, która wpadła mi w oko. Przygotowywałam ją już dwa razy. Świetna jako dodatek do mięsa, ale także jako samodzielne danie. To połączenie kalafiora, zielonego groszku, ziół i prażonych pestek dyni. 


2. Torta della Nonna. "White Plate - Słodkie" Eliza Mórawska, strona 116. Wspomniałam już w tekście, to było ciasto, o którym marzyłam przez rok. Dlaczego go nie zrobiłam wcześniej? Wydawało się bardzo pracochłonne, ale wcale takie nie jest. W kruchym cieście zapiekamy domowy budyń waniliowy. W życiu lepszego budyniu nie jadłam! Ten przepis także był już powtórzony.


3. Zupa soczewicowo - pomidorowa na zimę. "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 154. Niby tylko pomidorówka, niby tylko soczewica... ale te przyprawy. Czułam, że to nie jest smak naszej kuchni (kurkuma, kolendra i kmin, który zamieniłam na koper) zabrały mnie na wycieczkę smakową, której nie znałam. Nasyciły i rozgrzały w zimowe popołudnie i ku mojej radości, wieczór. Jestem przekonana, że to jeden z tych smaków, który wraca i nie pozwala o sobie zapomnieć, po to, by za którymś razem zachwycić...


4. Kokosanki. To wynik przeglądu kilku przepisów i własnej receptury, powstały aby zużyć białka pozostałe z Torta della Nonna. Sama nie wierzę, że nigdy ich nie robiłam... Bardzo nam smakowały.


Reasumując, żaden tam blue monday ;-) Nowy Rok, nowe smaki, nowe decyzje. Niby nic, a jednak dużo... To jak z tym pierwszym krokiem na księżycu, tyle, że odwrotnie. Mały dla ludzkości, a wielki dla człowieka. 

Jeśli jesteś ciekawy czego próbowałam w ramach projektu linki poniżej: