czwartek, 23 maja 2013

Urodzin ciąg dalszy czyli zapowiadane gadżety ;-)

Jak już wspomniałam ostatnio z okazji urodzin powstało kilka gadżetów. Jako pierwsze pokazuję dziś piórniko-kosmetyczki. Uszyłam od razu dwie sztuki. Druga już wkrótce powędruje do nowej właścicielki. Moje dziecko ma oczywiście wiele różnych pomysłów na wykorzystanie poniższych :-)



Model Nr 1 prezentuje się następująco:

 



Model Nr 2 wygląda tak




Etui na telefon, który służy właściwie do słuchania muzyki. Z tego powodu etui ze szlufkami na pasek oraz zawieszką na smycz. W zależności jak wygodniej go nosić.


Sakiewki na karty czyli nowe hobby. Chyba każdy przechodził etap zbieractwa, pewnie mamy to praprzodkach ;-) Helena zbiera karty z filmu "Gwiezdne wojny". Jest filmem zafascynowana i już. Karty zaczynały wymykać się spod kontroli, no to machnęłam sakiewki ;-) Ozdobiłam je charakterystycznym napisem i obszyłam sznurkiem. Już dawno chciałam wypróbować taki sposób zdobienia. Nawet moje uszyte świąteczne pierniki miały elementy sznurka, ale to było szycie ręczne. Tutaj sznurek przyszyłam zyg-zakiem, bardzo fajna i niekłopotliwa robota :-)

Woreczki w trakcie szycia. Nie zdążyłam jeszcze zrobić zdjęcia
gotowych, bo są w ciągłym użyciu. Woreczki jak woreczki, 
zaciągane na sznurek ;-)

To byłoby na tyle urodzinowych prezentów :-) Pozdrawiam


poniedziałek, 20 maja 2013

Torby dwustronne, ale inne :-)

Torebek nigdy za wiele, nie ważne czy kobieta ma lat 8 czy 34 :-) Tym razem taka już bardziej dorosła torba na ramię. Zmieści wszystko co powinno zmieścić się w damskiej torebce... oraz zakupy ;-) Torba to prezent urodzinowy dla najstarszej Córki. Znalazło się w nim jeszcze kilka gadżetów, ale nie mam zdjęć. Skończyłam wszystko wieczorem poprzedzającym urodziny. 

- Mamo, a może być tak, że już zawsze na moje urodziny będziesz coś szyła? (Ha, lat 8)
...bezcenne... (Mama)

Torba dla solenizantki. To był piękny, majowy poranek osiem lat temu...  



Torba dla młodszej siostry Solenizantki, miłośniczki wszelkich żyjątek.
(Jej uśmiech gdy zobaczyła, że i dla Niej coś jest... bezcenne...)


 Ta sama torba w trzech stadiach zaciągnięcia sznurków;-)



Plagiat? Inspiracja? Zbieg okoliczności?

Raz po raz trafiam na jakimś blogu na burzę, a czasami smutek i rozczarowanie z powodu plagiatu/inspiracji. "Uroki internetu", z jednej strony radoość dzielenia się swoimi dziełami, czasem reklama, a z drugiej podane na talerzu wspaniałe prace i pomysły. Sprawa przykra i trudna. Nie będę tu pisała rozpraw i przytaczała przykładów, bo nie o tym chciałam. Stała się dla mnie rzecz, która teoretycznie jest mało możliwa. Otóż wieczorem 12 maja zasiadłam do uszycia prezentowanych torebek. Od początku miałam wizję jak mają wyglądać i ją zrealizowałam. Od początku miały to być proste torby z kieszonką, zastanawiałam się jeszcze nad zamykaniem. Nie chciałam kombinować z zamkiem, bo to torby dwustronne i dla dzieci, ale jakieś zabezpieczenie. Postanowiłam zrobić zaciąganie na sznurek. W trakcie szycia pomyślałam, że fajnie wyglądałyby też z gumkami na brzegach, nabrałyby fajnego kształu. Poza tym ładnie zgrałby się z marszczonymi gumkami kieszonkami. Pozostałam jednak przy pierwotnym pomyśle, sznurki można mocno zaciągnąć i jest szansa, że nic nie wyleci. Dokończyłam szycie, złożyłam maszynę. Otworzyłam komputer i zaczęłam zaglądać do moich obserwowanych blogów. Zaglądam na blog TUTINELLA i oczom nie mogę uwierzyć! Proste torby z gumkami na brzegach. Oczywiście nie są identyczne, inne tkaniny inne wymiary, ale zamysł podobny. PRAWDA bywa czasem nieprawdopodobna...

Dobrego tygodnia

czwartek, 16 maja 2013

To i Tamto. Tulipan.


Sezon tulipanów ogrodowych powoli dobiega końca... Na pocieszenie pozostają nowe czerrrwone balerinki ;-) Wpis szyciowy już wkrótce. Nie mogę nic zdradzić bo szykują się urodziny :-)



niedziela, 12 maja 2013

Sukienka trochę retro :-)


 Czerwona sukienka w białe groszki marzyła mi się od zawsze. Właściwie to nie wiem dlaczego do tej pory jej nie miałam. No ale już mam :-) Wykrój pochodzi z Burdy. Zmodyfikowałam nieco model (czyt.: znacznie ułatwiłam sobie szycie) i jest. A teraz będę się tłumaczyć. Modelką nie jestem, nie czuję się dobrze w tej roli, zwłaszcza jeśli wiem, że robię zdjęcia na potrzeby bloga... Moje córki nie po mnie odziedziczyły swobodę przed obiektywem ;-) Ta sukienka zdecydowanie potrzebuje zdjęć na człowieku, bo na wieszaku wygląda dość bezkształtnie. No to znów jestem... Sukienka wygląda całkiem fajnie z granatowymi legginsami. Na figurze układa się ładnie, podkeśla talię, a jednocześnie daje dużą swobodę. Polubiłam taki fason, dobrze się w nim czuję. Nie praktykuję też "bucików pod kolor", ale w przypadku tej sukienki wydają się w retro porządku :-)



Za kulisam, czyli co? jak? i za ile? ;-) 

Sukienka to model 122 z Burdy 2/2013. Zmieniłam wykończenie. Zrobiłam odszycie dekoltu, na podstawie wykroju. Rękawy skróciłam i wykończyłam białą lamówką. Przyznaję, że to już druga sukienka z tego wykroju. Pierwszą także pokażę w najbliższym czasie, jak tylko ochłonę z mojej kolejnej ekspozycji ;-) W każdym razie miałam kiepskie doświadczenie z wykończeniem jaki proponuje gazeta... ale o tym innym razem ;-)

Zaryzykowałam z tkaniną. Spotkałam zadawalający mnie deseń bawełniany, ale tkanina była dość sztywna i nie miałam pewności czy zmięknie po wypraniu. Bardzo rzadko zdarza mi się iść do sklepu z zamiarem zakupu konkretnej tkaniny. Unikam w ten sposób irytacji. Zazwyczaj szyję z tego co mam. Tym razem było inaczej. Zakupiłam polyester i nie jestem z tego dumna. Nawet nie chodzi o to, że będzie niekomfortowy podczas upałów (ale zgrabne określenie ;-). Mam doświadczenie z polyestrami w odzieży sprtowej - są niezastąpione. To nowoczesne tkaniny, bardzo praktyczne i miłe w zastosowaniu. Nie obawiam się więc, że majowy deszcz spłynie po mnie jak po kaczce ;-) Chodzi mi o to, że tkanina nie jest poprostu naturalna...  Zobaczymy jak się sprawdzi. Ten model potrzebuje "lejących się" materiałów stąd mój wybór. Trzeba przyznać, że materiał jest bardzo miły, delikatny w dotyku i szyło się go całkiem dobrze. Reasumując: materiał zakupiony w Bławatku, 19 zł za metr (na sukienkę potrzebowałam 2m). 


Dobrego tygodnia



czwartek, 9 maja 2013

Świąteczne okładki.


W ostatnim czasie zostałam poproszona o zrobienie kartek na rodzinne święta. 
Już kiedyś głośno myślałam o nazwie dla tych moich kartek. Moja córka zapodała świąteczne okładki :-) Nazwa całkiem trafna bo ostatnio dowiedziałam się, że taka moja kartka służy jako okładka do wszystkich życzeń z wyjątkowego święta. Nie myślałam o tym wcześniej, ale bardzo mi się to spodobało. Co pokazuję dziś? Pierwsze dwie okładki dość niestandardowe. Trochę myślałam co powinno znaleźć się na nich i wykorzystałam technikę naprasowania wydruku, jak w przypadku metek.  

Świąteczna okładka z okazji Ślubów wieczystych w zakonie Paulinów.

Motyw nadruku to Herb Pauliński, z którym związana jest historia założyciela zakonu - Św. Pawła Pustelnika.


Świąteczna okładka z okazji Święceń Diakonatu.



Świąteczna okładka z okazji Ślubu.



Świąteczna okładka z okazji Chrztu Świętego. 

Na tę okazję szyłam także Białą Szatę, którą widać w tle. TUTAJ i TUTAJ można dokładnie obejrzeć Białe Szaty Chrzcielne szyte według tego samego wzoru.


Miałam kilka pomysłów na wprowadzenie kolorów, ale jakoś fajnie mi się szyje na szaro-biało. Ten kawowo-mleczny materiał pochodzi z IKEA (wzór Lenda) i to jest tkanina, którą mam niemal zawsze w moich zapasach. Pasuje mi do wszystkiego. Biała tkanina to także IKEA. Zakupiłam ją w dziale wyprzedażowym i długo u mnie przeleżała, bo po rozwinięciu okazało się, że jest bardzo sztywna. Na okładki idealna. Trzymają fason bez usztywnienia.
W środku jak zwykle: kieszonka na życzenia i co kto tam chce :-). 



Z pozdrowieniami

niedziela, 5 maja 2013

A teraz maj...?


Pogoda jaka była każdy widział ;-) Nie poddałyśmy się jednak i wykorzystałyśmy nasze kreacje przygotowane na majówkę, a że bluzy, kurtki tudzież kalosze do tego to już inna historia :-) Zakupiłam swego czasu sukienkę (z drugiej ręki) Sukienka była dość koszmarna, ale materiał mnie zauroczył -  piękna, kwiecista bawełna. Niemal przeźroczysta dlatego obie spódnice mają halki. Formę zrobiłam ze starej spódniczki po dziewczynkach. To spódnice uszyte z połowy koła. Wszyłam pasek i wciągnęłam gumki. Księżniczki zachwycone. Obie miały wielką radość z sesji :-) Ja oczyma wyobraźni widziałam je skąpane w słońcu, a nawet ich bose stopy na zielonej trawie... może jeszcze kiedyś... Dziś, mimo wszystko, dużo zdjęć, nie mogłam się zdecydować :-)






Z pozdrowieniami Karolina.