wtorek, 16 października 2012

Kanapa jesienną porą oraz recycling.

Ogólnie sprawy mają się tak: Przed i Po.


Dalej prezentuje się moje kolejne "przydasie" :-) Zawieszka na laptopa. To mój kącik w domu, rozsiadam się w poduszkach na kanapie i czytam sobie albo stukam w klawiaturę, jak teraz :-) Zawieszka bardzo przydatna, wisi w miejscu gdzie ładują się domowe sprzęty. Zawsze polegiwały na parapecie okna, a że w domu co chwilę coś się ładuje, to parapet ciągle był obłożony. Do czasu aż powstała taka zawieszka. Ma długie "szelki" bo często bywa w niej także dużo większy laptop.


Teraz będzie o recyclingu, czyli nadawaniu użyteczności rzeczom bezużytecznym. Poszewki na poduszki powstały z: koszuli męża, moich dwóch T-shirtów, oraz jednej koszuli nocnej. Ta ostatnia nie była aż tak bezużyteczna, ale kratka bardzo mi pasowała... Poszewki podszyłam polarem. Chciałam je trochę wzmocnić, ponieważ są mocno eksploatowane przez cały dzień. Ostatnio spodobał mi się taki sposób wszywania zamka: najbardziej widocznie jak się da. Ogólnie tendencje są raczej w kierunku ukrywania zamków. 



Na koniec inspiracja do laptopowej zawieszki. Zapodaję zrzut ekranu ze strony IKEA. Nie znalazłam jej w nowej kolekcji, tak więc daję co mam. Zawieszka na tacę w kuchni, tudzież iPada w nieco zmienionej i poszerzonej formie zmieści nie jednego laptopa :-)



P.S. Jaki szybki i mało obgadany wpis, prawda? ;-) 

niedziela, 14 października 2012

Wykrywacz księżniczek, czyli jak zostałam tapicerem.


W naszym domu, a dokładnie przy naszym stole doszło do małego przegrupowania. Nasza druga córa jest już dużą dziewczynką, a nawet za dużą na krzesło dla maluszków (to nie do końca krzesło, ale o tym później). Jest jednocześnie troszkę za mała na krzesło dorosłe. Specjalnie dla niej uszyłam na krzesło dwie poduszki z gąbki aby wygodnie, jak księżniczka ;-) siedziała z nami przy stole. A wydarzyło to się wszystko dzięki zmianie obić na naszych domowych krzesłach. Były już w kiepskim stanie, do tego dołączyły dwa nowe, z innej historii i chciałam je połączyć jakoś w całość. Tak więc obiłam te, które się obija, a na dwa uszyłam poduszki. Wszystko z mojego cudownego lnu. Jest piękny, naturalny, sztywny i wytrzymały i już się kończy... A dla ożywienia szarości lnu naszyłam białe i naturalne bawełniane taśmy. Już się kiedyś zatrzymałam nad tym biało - szarym połączeniem, jak dla mnie idealnym. 
Taśmy bawełniane na każde krzesło naszyłam w inny sposób. Bardzo podobają mi się różne krzesła przy jednym stole, bardzo! Lubię jednak gdy coś je łączy, kolor czy choćby poduszki.






A oto końcowy efekt mojego przyuczenia do zawodu tapicera ;-) Jako pierwsze nasze nowe, ale nie nowe białe krzesła. Bardzo je polubiłam. Te postarzenia są naturalne i wynikają z historii, które krzesła mają za sobą. Na razie nie planuję odnawiania, podobają mi się takie.




Kolej na krzesła, które są z nami od dawna. Regularnie zmieniam im obicie, to jest już czwarta wersja :-) 



Te krzesła mają pewnie z 60 lat. Bardzo je lubimy, choć powoli nam się wykruszają. Swego czasu zostały odnowione i zabezpieczone przez mojego tatę, teraz co chwilę je sklejamy, dwa już zastąpiliśmy innymi. Lubię takie rzeczy z historią, lubię nadawać im nowy, świeży charakter i używać po swojemu. Krzesła należały do mojej cioci, krórą możecie zobaczyć na zdjęciu. Zdaje się, że to ta dziewczynka w jasnej sukience i ma (miała) na imię Sabina :-) Zdjęcie pochodzi z 1907 roku i dostałam je od tej właśnie cioci. Fajnie mieć takie pamiątki w domu, takie prawdziwe, dotyczące mojej rodziny.




Zapodaję jeszcze fotki cudownego wynalazku, o którym wspomniałam na początku: Handysitt. Genialne siedzisko, które pasuje na większość krzeseł i ma na celu przystosowanie ich dla małego dziecka. Składa się na płasko i łatwo je ze sobą zabrać. To nie artykuł sponsorowany ;-) dzielę się tym, co nam bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie :-) Orginalne Handysitt są dość drogie, ale można je spotkać na tzw. gratach, czyli różnego rodzaju sprzedaży z drugiej ręki. Sprzedawcy często nie wiedzą co mają, bo to dość dziwny sprzęt i sprzedają je za bezcen. Nasz orginalny! Handysitt kosztował 20 zł :-) 



P.S. Jako, że powstała nowa szumna kategoria WNĘTRZA obiecuję, że wkrótce pokażę jeszcze naszą kanapę w jesiennej odsłonie. Proszę z wyrozumiałością zerkać na te moje "wnętrza" jakoś nie znajduję odpowiedniej, a mniej szumnej nazwy...

piątek, 5 października 2012

Jesienny patchwork.


Oto kołderka, która już ubiegłej jesieni umilała długie wieczory. Razem z poduszkami patchwork stanowi nasz podręczny zestaw drzemkowy. Ma swoje miejsce na drewnianej skrzyni w pokoju dziennym i gdy tylko jest potrzeba otulenia, tudzież przyłożenia głowy do poduszki on jest na miejscu :-) Podobnie jak patchworki z poprzedniego wpisu, dopiero kilka dni temu doczekał się zdjęć. Gdybym dziś szyła patchwork na jesień byłaby to raczej krata w kolorach granatowych, niebieskich i beżach (patrz jesienny nagłówek 2012). I nic mnie nie powstrzymuje, żeby taki popełnić ;-) no, może czas. Ten patchwork uświadomił mi moją potrzebę sezonowych zmian kolorów w mieszkaniu. Gdy nadeszła wiosna, no cóż ciężko było mi się do niego przekonać. Nawet było mi przykro, bo z dużą przyjemnością i starannością projektowałam go i szyłam. Myślałam, że tak już zostanie. Jednak tej jesieni, a nawet końcówce lata z ogromną przyjemnością znów się nim otuliłam. Rzecz w kolorach tkwi i nastrojach, które zmieniają się z porą roku. Już częściowo uzbierałam tkaniny na patchwork wiosenno - letni i gdy nadejdzie czas, powstanie i taki.






Podczas sesji miałam asystenta. Ułożył fantastyczną kupkę siana!


I zestaw drzemkowy na swoim miejscu, zawsze gotów! :-)



P.S. Zdaje się, że czas zdjęć plenerowych powoli się kończy... ech...

poniedziałek, 1 października 2012

Babie Lato.

 
Myślałam, że uda mi się wrzucić wpis numer 8 we wrześniu, ale widzę, że powyżej 7 nie podskoczę... Trochę czasu to zajmuje, no i muszę jeszcze coś robić/szyć, żebym miała co tutaj pokazywać :-) Zapewniam, że tak się dzieje :-) Tak więc rozpoczynamy październik. Ja lubię, bardzo. Podobno człowiek sympatyzuje z porą roku i miesiącem swoich narodzin ;-) Dziś kolekcja Babie Lato czyli babskie zestawy w letnim stylu ;-) Oto prezentuję zestwy drzemkowe moich córek. Oba powstały ubiegłego lata. Jednak dopiero kilka dni temu, w czasie tegorocznego babiego lata zrobiłam im zdjęcia. Trochę to trwało. Dziewczynki używają ich latem jako przykrycia nocnego, a w czasie jesienno - zimowym są narzutą na łóżko i przykryciem podczas drzemki. W skład zestawu wchodzi: kołderka patchwork, poszewka na standardową poduszkę (60cm × 50cm) i poduszeczka - domek, służąca jako jasiek.

Zestaw №1
Powstał dla wielbicielki koloru pomarańczowego z okazji jej trzecich urodzin. Spód tego patchworka to, według mnie, jeden z najładniejszych materiałów IKEA, niestety już niedostępny... Jako wypełnienie kołderek użyłam polarowych kocyków IKEA. Domyślałam się, że nie długo będą dobrze wyglądały i od początku planowałam użyć ich jako wypełniacza do właściwych narzutek - kołderek dla dziewczynek.







P.S. Kolory tej kolderki tak bardzo przypadły mi do gustu, że w niemal identycznym zestawieniu tworzyły pierwszy nagłówek tego bloga :-)


Zestaw №2
Gdy już wygniotłam trawę w tym jednym miejscu przeniosłam się kilka metrów dalej celem sesji drugiego zestawu. Po chwili zorientowałam się, że rozdeptałam mrowisko... Odezwała się moja biologiczno - przyrodnicza dusza i przepraszałam te biedne stworzenia, że im zruinowałam domy tuż przed zimą... Zaraz potem przypomniała mi się książka, do której wróciłam po kilku miesięcznej przerwie. "Imperium mrówek" Bernarda Webera to horror, jak dla mnie, w którym główną rolę odgrywają mrówki! I okazuje się, że wcale nie są takie bezbronne. Nieprawdopodobnie wciągająca historia pisana po części z perspektywy... mrówki 327... Przerwałam czytanie, bo nie miałam nastroju na takie strachy. Tak więc odsunęłam nieco moje patchworki, ale już ze strachu raczej niż poczucia winy i takie zdjęcia im zrobiłam:







P.S. Tak, wiem, że Hello Kitty nie ma uśmiechu. Moja córka zupełnie nie rozumiała dlaczego, a że nie potrafilam Jej tego wytłumaczyć to nasza Hello Kitty jest orginalna i ma uśmiech i nikt nas o prawa autorskie nie zapyta ;-) A kołderka powstała z okazji szóstych urodzin.




Pozdrawiam październikowo :-)