czwartek, 4 maja 2017

Projekt 52 - część 2.

Dawno takiej przerwy na blogu nie było. Powody są różne, nie wiem, czy uda mi się nadrobić zaległości, ale działalności nie zawieszam. Postanowiłam powrócić wpisem o kontynuacji mojego noworocznego projektu. Nie jest bowiem tak, że mi się nie chce, że ta pogoda i, że postanowienia noworoczne też nic... Wręcz przeciwnie, mam się dobrze, robię dużo i chce mi się bardzo. Dość regularnie jestem na Instagramie, ale to nie to samo co blog, wiem o tym i brakuje mi.


Dla tych, którzy nie pamiętają, albo są u mnie pierwszy raz. Projekt 52 to mój pomysł na urozmaicenie naszej domowej kuchni. 52 to jeden nowy posiłek/smak/wypiek na tydzień. Na razie udaje mi się go realizować bez problemów, czasem robiłam dwie nowe rzeczy w tygodniu, a czasem żadnej.  Projekt 52 to chęć przeżycia nowych przygód na własnym talerzu, czyli doświadczenia smaków, o których istnieniu nie wiedziałam. To często wychodzenie poza strefę komfortu kulinarnego, po to, by dowiedzieć się, jak bardzo można ją poszerzać. Ostatnio gdzieś przeczytałam, że przygoda zaczyna się poza strefą komfortu. Nie potrzeba wspinaczki Mont Blanc i nie twierdzę, że to jest to samo ;-). Niektóre nowe  posiłki są bardziej skomplikowane, a inne zupełnie zwyczajne. Jedną z nowości w tym odcinku jest dla mnie domowe mleko owsiane. Jeśli chcecie więcej poczytać o idei mojego pomysłu zapraszam do TEGO wpisu. Pierwsze wnioski są takie, że w mojej kuchni mamy kilka nowych posiłków, które regularnie wykorzystuję. Możliwe, że z czasem pojawią się na blogu. 

Możnaby napisać, że sponsorem dzisiejszego wpisu jest książka "Na zdrowie" Elizy Mórawskiej. Bardzo ją lubię. Najczęściej używana i najbardziej lubiana przeze mnie książka kucharska, którą posiadam.

5. Krajanka owsiana z bananami, jagodami i masłem orzechowym. "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 219.



6. Chleb z Vermont. Jest to chleb według receptury znanego z wypieków chleba Jeffreya Hamelmana.  Ja korzystałam dokładnie z TEGO przepisu. W dniu, w którym go upiekłam napisałam na swoim Instagramie: Chleb to dla mnie ciągle tajemna moc... Chleb na zakwasie to 3 składniki: woda, mąka i sól, a można doznawać tak różnych smaków. Różne proporcje tych samych mąk, różne procedury przygotowania ciasta ciągle z tych samych, 3 składników i otrzymujemy różne chleby. To dla mnie od zawsze niewiarygodne. Dziś dla odmiany spróbowałam upiec chleb bez formy, na kamieniu. No cóż, do ideału mu daleko, ale cudny jest. Ostatnio smakuję chleb z Vermont w/g Hamelmana. Pyszny chleb, regularny miąższ, znakomita skórka. Wystarczy mi masło.



7. Sernikotofi. To także Eliza Mórawska, ale "White Plate - słodkie", strona 80. To pierwsza książka tej autorki. Nasza rodzina nie przepada za sernikami, ale to wydanie bardzo wszystkim smakuje. 



8. Kotleciki ziemniaczane ze szpinakiem. Tym razem w wydaniu z jarmużem. Przepis to "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 117. Bardzo proste i smaczne danie na bazie gotowanych ziemniaków i szpinaku. Do tego kilka przypraw i dzieciaki były zachwycone.



9. Mleko owsiane. Przepisów w sieci na mleka roślinne nie brakuje, ja skorzystałam jednak po raz kolejny z "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 80. To pierwsze mleko roślinne, które mi smakuje i mogę wypić z nim nawet kawę. Przyznaję, że zazwyczaj kupuję, ale domowe także pojawia się w lodówce. 



10. Gulasz z warzywami. To kolejna propozycja "Na zdrowie" Eliza Mórawska, strona 183. Eliza pisze o kiepskim wspomnieniu gulaszu z dzieciństwa. Muszę przyznać, że mam podobnie. Dlatego tak chętnie wypróbowałam ten przepis. Gulasz, jak obiecuje autorka, jest pyszny i delikatny. Robiłam go już kilka razy.



11. Ciecierzyca z bukietem warzyw. A ten bukiet to marchewka, brokuł i kalafior. Danie bardzo proste, smaczne i sycące. Ciecierzycę jadaliśmy w postaci hummusu, dlatego w takiej postaci to dla nas nowość. Jeśli jest w kuchni puszka ciecierzycy, a w zamrażalniku wspomniany bukiet, to danie powstaje w kilka minut. Dodaję jeszcze oliwy, trochę soli i pieprzu. Jeśli po obiedzie zostanie nam potrawy to można  dodać więcej oliwy, trochę wody, soku z limonki, ząbek czosnku i pasta do chleba na kolację gotowa.



Dobiega końca 18 tydzień roku, a ja (i moja rodzina) spróbowałam 18 nowych smaków. Jestem na bieżąco z noworoczną decyzją i bardzo mnie to mobilizuje do działania. Dzisiejszy wpis kończę na 11 potrawie, mam nadzieję wkrótce nadrobić zaległości. 
Tymczasem dla zainteresowanych pozostałe części projektu:
Projekt 52 - część 1.

I niechby ta wiosna wróciła... Mam taką ochotę na chłodniki...


3 komentarze:

  1. Fajny pomysł na nowe danie co tydzień.Zawsze to jakieś urozmaicenie i poznawanie nowych smaków. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wiecznie mam dylemat 'co na obiad??' niestety moi panowie mi nie pomagają: syn wola pierogi, a mąż obojętnie - jeszcze nie znalazłam na to przepisu ;) takie wyzwanie to dobry pomysł żeby urozmaicić menu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Dziewczyny. Naprawdę do stałego menu doszło nam kilka nowych standardów. Bardzo mnie to cieszy. Próby jak to próby, niektóre wychodzą inne nie. Czasami robię małe porcje, żeby sprawdzić czy nam posmakują. Dzieci i mąż coraz ciekawsze, obserwują, nie zmuszam ich do jedzenia, ale coraz chętniej próbują. Widzę jak taka niby zwykła rzecz poszerza horyzonty i otwartość na nowe. Powolutku, bez spinki i do przodu. Właśnie pachnie mi brownie z fasoli... Czy to może być smaczne? Przekonamy się jutro 😀😀😀 Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Na moim kameralnym blogu zaczęło pojawiać się dużo spam'u... Zdarzyło się nawet, że przedostał się przez zabezpieczenia bloggera i został opublikowany jako komentarz. Stąd moja decyzja o moderowaniu komentarzy. Dziękuję za każdy niespamowy komentarz :-).