piątek, 8 kwietnia 2016

Chłopakowy zestaw moro.

Ten zestaw powstał już bardzo dawno temu....we wrześniu. W jego skład wchodzi jeszcze worek, ale wisi w przedszkolu. Przy okazji zdjęć na łące zabrałam ów zestaw na spacer i dziś Wam pokazuję. Torbę można było zobaczyć już TUTAJ. Do tego siatka na zabawki, które w piątek wędrują z chłopcem do przedszkola i jeszcze piórnik oraz portfelik. Wszystko w wojskowych barwach moro daje zestaw dla chłopaka.









Serdecznie pozdrawiam i melduję, że szyję :-)


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Pieczone warzywa i zupę z nich można zrobić.

Zanim wiosna rozbuja się kolorem na dobre, a nowalijki przestaną być podejrzane wcinamy warzywa ziemne, które o tej porze roku mają się jeszcze całkiem nieźle. Trwa nasza przyjaźń i częste spotkania z marchwią, burakami, ziemniakami i porami. Warzywa ziemne, na razie to nam pozostało. Wbrew pozorom (wiosna) potrzeba nam jeszcze dużo energii i siły. Osłabieni po zimowych wachaniach temperatur i wczesnowiosennych, jeszcze zimnych  deszczach musimy się dogrzewać. (My - moja rodzina - nie piszę w imieniu Polaków ;-)). Pieczone warzywa pokazywałam przy okazji świąt. Postawiłam wtedy na obiady proste, smaczne i wypróbowane. Bardzo często w okresie jesienno - zimowym i jak widać wczesnowiosennym pieczemy na obiad warzywa. Dzieci bardzo lubią i my także. Pieczemy same ziemniaki lub mieszankę warzyw. O tej porze roku korzystamy z warzyw ziemnych. 



Pieczone warzywa w składzie:

  • Czerwone buraki
  • Bataty, czyli słodkie ziemniaki
  • Zwykle ziemniaki
  • Marchew

Pokroiłam warzywa w kostkę. Buraki, które pieką się najdłużej pokroiłam najdrobniej. Wrzuciłam wszystkie na blachę. Następnie polałam olejem z pestek winogron i przyprawiłam solą ziołową. Piekłam około 40 minut. Warzywa można podawać z sosem czosnkowym. Mogą być samodzielnym obiadem lub towarzystwem dla mięsa. 

Co jeszcze można piec? Wszystko: cebule, pory, seler, pietruszkę, paprykę, seler, bakłażany, cukinie, kalarepy, kalafior. 


Na kanwie warzyw, które kupiliśmy na święta ugotowałam po świętach zupę z pieczonych warzyw. Od rana świeciło u nas słońce, ale moja głowa podpowiadała, że to się zmieni. Było coraz pochmurnej i zaczęło padać. Zajrzałam na blogi, których od tygodnia nie przeglądałam i zobaczyłam u Pani Olgi zupę z pieczonych warzyw. Poszłam do kuchni żeby sprawdzić co mam. Najpierw zaczęłam spisywać czego mi brakuje, ale po chwili mnie olśniło i postanowiłam użyć tego co mam, zwłaszcza, że nie miałam ochoty na spacer... Jeśli chcecie zobaczyć oryginał zupy zajrzyjcie na bloga Olgi Smile. Trafiłam na niego gdy szukałam jak zrobić mąkę gryczną. Teraz często korzystam z powodu diety bezmlecznej. Blog bardzo pomocny przy różnych dietach, to ogromne źródło wiedzy kulinarnej. Tymczasem z czego zrobiłam moją zupę. Mój przepis znacznie uproszczony, ale zupa wyszła pyszna. Dawno (nigdy?) takiej nie jadłam: bardzo głęboki warzywny smak. Zupa jest gęsta, lekko słodka, sycąca. Nie dodawałam ziół, jedynie te do pieczenia warzyw. Gdy spróbowałam jej po zmiksowaniu uznałam, że jej smak jest idealny ;-). Dodatkowo zużyłam wszystkie resztki chleba po świętach. Przygotowałam grzanki do zupy. Moja rodzina lubi jak coś w zupie chrupie. Dlatego jeśli robię zupy typu krem to zawsze przygotowuję do nich grzanki.


Zupa z pieczonych warzyw z grzankami ziołowymi
  • 3 średnie buraki
  • 3 średnie bataty (słodkie ziemniaki)
  • 3 duże marchwie
  • 1 por
  • 4 ząbki czosnku
  • 10 suszonych pomidorów
  • 3 l wody
  • 0,5 l przecieru pomidorowego
  • 0,5 l mleka owsianego
  • Sól ziołowa, sól, pieprz
  • Oliwa lub olej roślinny
  • Chleb do grzanek

Warzywa (poza czosnkiem) pokroiłam, polałam olejem z pestek winogron, przyprawiłam solą ziołową i piekłam w 200℃ około 40 minut. 

Warzywa przełożyłam do garnka, zalałam wodą, tak aby przykryła warzywa, dodałam pokrojone suszone pomidory i czosnek. Gotowałam dalej, około 20 minut, do miękkości warzyw. 

Dolałam przecier pomidorowy, wodę i gotowałam kolejne 15 minut.

Zmiksowałam całość blenderem i wlałam stopniowo mleko owsiane (które sama przygotowałam dzień wcześniej, przepis także znajdziecie na stronie Olgi Smile, choć ja korzystałam z książki Qmam Kasze).

Grzanki. Na blachę po upieczonych warzywach wrzuciłam chleb pokrojony w kostkę. Polałam olejem z pestek winogron i posypałam solą ziołową. Piekłam w piekarniku około 15 minut.


Dziś pięknie świeci słońce. Miłego dnia zatem. Gdziekolwiek jesteście :-)


niedziela, 3 kwietnia 2016

Małe radości. Przy stole.


Mam chwilę. Taką chwilę, którą wiem, że mam. Co robić? Co robić? Dziś niedziela, nie włączam pralki ani odkrzacza. To może jakiś wpis na bloga zrobię. Wszystkie rozgrzebane, nie zdążę, za chwilę muszę zabrać się za obiad. Chwila taka złapała mnie przed chwilą gdy wyjęłam z piekarnika pierwszą partię rogalików, najmniejszy zasnął, najstarsza poszła lekcje dokończyć. Usiadłam przy stole. Przybiegła Maria z książką, towarzystwa potrzebuje. Zrobiłam jej miejsce i śmiać mi się zachciało.  Dwie książki kucharskie, które ciągle przeglądam, jak ulubioną bajkę "What Katie Ate. Weekend Katie" i "Qmam Kasze". Na książce szczoteczka do zębów najmłodszego. Dwa razy dziennie słychać u nas nawoływania: "Widział ktoś szczoteczkę Jacka?": - W kuchni, -U nas w pokoju, - Na kanapie, - Na parapecie w dużym, - Na stole... - Sprawdźcie w piekarniku... Do tego Jego spodnie. Gdy kładłam go spać, przed chwilą, zdjęłam i odłożyłam... na stół....?  No i rogale gorące. Dieta bezmleczna wymaga częstego pieczenia, tylko wtedy jestem pewna, że nie ma mleka. Wiele rzeczy mnie zadziwia (zawartością mleka), ale zioła prowansalskie i kwasek cytrynowy na razie wygrywają... 


Miłej niedzieli i dobrego tygodnia Wam życzę Drodzy Czytelnicy.


P.S. Przeczytałam ten krótki tekst, żeby błędy sprawdzić i się zastanawiam, ile trwa chwila...

P.S. W komentarzu zostałam poproszona o przepis na rogaliki. Tam też go podałam. Są to rogaliki bez mleka i jajek. Zapraszam do komentarzy jeśli ktoś jest zainteresowany.

piątek, 1 kwietnia 2016

W kolorach wiosny, a nawet tropiku. Papuga.

Pomyślałam sobie: Jak nie dziś to dopiero za rok.... No jest dziś. Zwłaszcza, że rano miało zostać użyte - przebranie pt. Papuga. Dziś w naszej szkole nie pytają tych, co przebrali się za zwierza jakiegoś. Ostatecznie jednak wygrała szara mysz... Lepszy modny szary niż szalona papuga (w/g opinii publicznej prawie nastolatek...).


Gdy robiłyśmy zdjęcia stroju księżniczki Leai Marysia poprosiła, czy mogłybyśmy wyjąć też przebranie papugi, bo w ubiegłym roku nie udało nam się zrobić żadnego zdjęcia. Marysia do stroju papugi ma ogromną słabość. Poprosiła abym go nikomu nie wydawała, bo ona dla dzieci swoich zostawi :-). Tak więc zdjęcia ubiegłorocznego stroju na tegorocznej dziewczynce. Szycie maski to praca drobiazgowa, ale bardzo efektowna. Sama przygotowałam wykrój, na podstawie różnych inspiracji. Dla Marysi najważniejsze było to, żeby nos nie był zakryty. Nie lubi. Udało się. W masce można swobodnie oddychać.







Jak Wam mija wiosna Drodzy Czytelnicy?
Czy też daliście się nabrać na tę jesień od rana?
Pozdrawiam serdecznie.


wtorek, 29 marca 2016

Migawki świąteczne.

Lista spraw "do zrobienia" przed świętami ciągle nie zamknięta ;-). Podłoga w kuchni nie umyta, a na oknach ślady małych rączek. Okazało się też, że świeżo uprane, białe zasłony są idealne do... bujania się na nich brudnymi rączkami, tymi samymi co upaćkały okna... Piątek spędziłam w kuchni, było cieplutko i pachnąco. W sobotę mocno odpuściłam. Jedzenia nie było dużo, nawet obiadu na dziś już nie mam. Owszem, były przygotowania, było sprzątanie, było gotowanie i pieczenie, większe niż zazwyczaj, było ujście emocji przedświątecznych, które postawiło mnie do pionu. Po co? Stąd to wszystko co nie zrobione, nie zostało zrobione. I było całkiem spokojnie i słonecznie. Już od soboty, zaraz po "burzy"...

Kartki świąteczne

Od jakiegoś czasu zamawiamy kartki świąteczne w pobliskiej drukarni. Nie mam czasu, ani siły na poszukiwanie kartek bez kurczaczków i zajączków. Kilka razy właśnie z tego powodu nie wysłaliśmy kartek, choć bardzo lubimy ten archaiczny proceder świąteczny. Tak, wysyłamy do wszystkich takie same, bo dlaczego nie? 


"Święconka"

To miłe słońce od rana w sobotę... Zdecydowanie pomagało. W koszyczku minimum: jajka sztuk 2, kawałek chleba, sól i wędlina. Nic więcej, zjedzone bez problemu. Mam wspomnienie z dzieciństwa: zimne jajka, dużo zimnych jajek, do tego zeschnięty chleb i inne takie, które koniecznie muszą zostać zjedzone, bo święcone... Do tego złotka po zajączkach i skórki z pomarańczy na talerzyku przestawiane z miejsca na miejsce, bo wyrzucić nie można - święcone... Zdaje się, że w końcu lądowały w piecu, ale pewności nie mam...




Chrzest

Już kolejny raz dane nam jest przeżywać Chrzest podczas Paschy. I to nawet jako rodzice chrzestni (ja i mąż). Tak więc w przedświąteczne przygotowania wpisane było szycie Białych Szat (nie tylko dla syna chrzestnego) i kartki. 




Dekoracje

Jajka ze sznurka już widzieliście. Te z masy plastycznej, także. Zawisły w przedpokoju i pokoju dziewczynek. Poza tym delikatne wianki z gałązek eukaliptusa. Jak pięknie pachniało w domu gdy je zaplatałam....











Jedzenie

Bardzo proste. Mięso wyszło delikatne po kilkudniowym leżakowaniu w marynacie z soli i ziół. Warzywa, które mają się dobrze o tej porze roku. Buraki, marchew, ziemniaki zwykłe i słodkie upieczone w piekarniku z dodatkiem oliwy, ziół i soli. 


Słodkie małe szaleństwo. Maślane ciasteczka z kolorowym lukrem dały dzieciom dużo radości. I mazurek kajmakowy, z ciasteczkami maślanymi. Babeczki drożdżowe zaparzane. Pyszne do dziś: wilgotne i puszyste. Wyrosły wielkie, ale lekko podupadły na końcu. Zakalca nie było, nie było też spektakularnej poduchy. Powstały pyszne dekadenckie babeczki ;-).









O tym deserze na deser :-) Dostałam w piątek książkę autorki bloga qumam kasze. Bloga czytam od jakiegoś czasu, więc ucieszyłam się szalenie. Trafiłam na niego ze względu na potrawy bezmleczne. Od miesiąca mój syn jest na diecie bezmlecznej. Uczę się jej, poznaję nowe smaki i rozwiązania. Książkę wzięłam do rąk w cichy niedzielny wieczór. W poniedziałek rano, w piżamie, ukleciłam najpierw kaszę (tak, tak), później lody. Na deser były gotowe. Te lody są jak objawienie... Pyszne, kremowo - sorbetowe, mocno owocowe. Radość syna? Bezcenna... Trzy dokładki ;-)


No to tyle doniesień poświątecznych. Wyrzucam listę "do zrobienia" i zabieram się do pracy :-). Pozdrawiam.



sobota, 26 marca 2016

Pascha 2016


Nowego Życia Wam życzę Drodzy Czytelnicy