środa, 21 września 2016

Szafa Mamy. Torby.

To dobra pora, żeby pokazać torbę wiosenno/letnią i jesienno/zimową oraz podsumować dwa różne modele. Ostatnio lubię nosić torby, które sama sobie uszyłam, w przeszłości różnie z tym bywało. Przejrzałam całe mnóstwo inspiracji i najbardziej odpowiadają mi modele, które Wam pokazuję. Jeśli chodzi o użytkowanie jeden z nich sprawdza się zdecydowanie lepiej.

Torba wiosna/lato



Torba jesień/zima



Domyślacie się, która torba jest wygodniejsza? Zdecydowanie ta granatowa. Obie są wielkie: 55 cm na 70 cm. Jednak tylko ta podłużna dała wykorzystać swoją wielkość i ładowałam do niej wielkie zakupy. Kształt beżowej sprawiał, że nawet mała butelka z wodą była problemem. Obijała się o biodra, nie była wygodna i nie wyglądała dobrze. Jedynie noszenie lekkich, miękkich rzeczy wydobywało z niej urok, a ma go, wierzcie mi. Taka torba mogłaby się sprawdzić jedynie z bardzo krótkim paskiem, sprawdzę to jeszcze.

To mówiłam ja,


poniedziałek, 19 września 2016

DIY - szyjemy z dżinsu osłonki na doniczki. Recycling dziurawych spodni część 2.



Dzisiaj szyjemy dżinsowe osłonki na doniczki, tudzież puszki. Dżins jest fajny. Ma ładne kolory, wyraźną strukturę i dobrze prezentuje się w różnych odsłonach. Jest to pomysł na kolejny dżinsowy gadżet do pokoju nastolatków lub rozwiązanie dla osób maniakalnie uprawiających roślinki i wykorzystujących do ich sadzenia wszystko co wpadnie w ręce (puszki, pudełka itp.). Wykorzystamy  zszytą nogawkę, więc pracy będzie bardzo mało i z powodzeniem można uszyć takie osłonki ręcznie.


W poprzednim odcinku sagi o dziurze na kolanie wykorzystaliśmy krótkie spodnie. Dzisiaj wykorzystamy niedziurawą część nogawki. Do roboty.


Odcięte nogawki są, teraz szukamy puszki, kubka lub pudełka po jogurcie, które wpasują się obwodem w nogawkę. Ja używam spodni dziecięcych, więc znalazłam nie za dużą puszkę po kawie. Puszka może być mniejsza obwodem od nogawki, wystarczy wtedy owiązać ją sznurkiem, tasiemką lub podobnym wiązadłem. Gdy mam już puszkę docinam nogawkę do odpowiedniej długości. Jedną osłonę uszyję z wywinięciem (musi być dłuższa), drugą bez.


Postanowiłam, że jedna osłonka będzie miała szew widoczny z przodu, drugi umieszczę na boku. Po wywinięciu na lewą stronę przypięłam szpilkami spód każdej osłonki w jednej umieszczając szycie na boku, w drugiej z przodu. Jak na zdjęciach poniżej.


Przeszywam dół osłonek na maszynie lub ręcznie. Tak, czy tak, pracy nie jest dużo, a nawet mało.


Teraz nadajemy osłonce trzeciego wymiaru. Składamy dno prostopadle do przeszycia i zapinamy rogi szpilkami około 2 cm od brzegu. Zdjęcia poniżej obrazują opisany proceder. 




Przeszywamy. To także zajmuje chwilką. Rogi możemy zostawić albo uciąć. Ja zostawiłam, usztywnią nieco formę.


Wywracamy na prawą stronę i gotowe :-).



Jest 6.45. Wypiłam kawę, zrobiłam wpis, stukam do Was Dzień Dobry i życzę miłego dnia.


P.S. DZIECI, WSTAJEMY !

czwartek, 15 września 2016

DIY - obszywamy nogawki spodenek ozdobną tkaniną. Recycling dziurawych spodni część 1.


Rzecz, którą dziś pokażę, to nie jest żadne odkrycie, dla dobrze szyjących oczywista oczywistość. Mam jednak nadzieję na sens swoich działań, może kogoś zainspiruje mój wpis, a może kogoś, czegoś nauczy, a może nie. Ja poćwiczyłam robienie zdjęć w trakcie pracy, co nie jest łatwe. Ręce galopują do przodu, a tu przerwa... uśmiech...pstryk :-)


Mamy długie dżinsy, w dobrym stanie, z dziurami na kolanach. Co z nimi robimy?

a) zostawiamy jak są, niech się dziurawią na zdrowie
b) wyrzucamy, ale my nie o tym
c) obcinamy i zostawiamy do naturalnego strzępienia
d) obcinamy, podwijamy, podszywamy, tak po prostu
e) obcinamy i obszywamy tkaniną

Wrzesień to czas gdy niewielkim, acz problemem  jest poranne ubieranie (się) dzieci odpowiednio do temperatury. Chłodne poranki, a po nich ciepłe, a nawet upalne popołudnia - to wyzwanie. Dlatego bardzo często w użytku są spodenki do kolan. I całkiem niedawno popełniłam ten mały dżinsowy recycling. Spodenki noszone są często, na zmianę z zielonymi, z podobnego recyclingu -  TUTAJ.

Jeśli ktoś ma ochotę na DIY, to zapraszam dalej, jeśli nie, to byłoby na tyle...

Zaczynamy od wycięcia fragmentów spodni z dziurami. Dolną część nogawek zostawiamy, nimi zajmiemy się w kolejnym odcinku spodniowej sagi recyclingowej. Spodenki docinamy do preferowanej długości.


Przygotowujemy obszycia z tkaniny. Wywracamy spodenki na lewą stronę i przymierzając (przykładamy do spodni tkaninę, profesjonaliści tak nie robią) lub mierząc centymetrem (tak robią), wycinamy z wybranej tkaniny kawałek o długości równej obwodowi nogawki, z zapasem na szew. Szerokość paska zależy od tego, jakie szerokie chcemy zrobić obszycie. Moje gotowe obszycia mają około 4 cm, paski do ich przygotowania miały 8 cm szerokości. 


Obszycia, nazwijmy je roboczo mankietami, zszywamy i przymierzamy do nogawek, czy aby na pewno są tego samego obwodu. Jeśli nie, poprawiamy. Zapasy szwu rozprasowujemy, a następni, z jednej strony, mankiet podwijamy tzn. zaprasowujemy na ok. 1 cm. Robimy tak tylko z jednej strony i jeśli nasze mankiety mają górę i dół, np. są na nim ptaszki, to podwijamy tę górną stronę, czyli np. od strony główki ptaszka, jak to ma miejsce u mnie. Oczywiście wszystkie działania wykonujemy na obu mankietach.


Układamy mankiet w nogawce prawą stroną mankietu do lewej strony nogawki, jak na zdjęciu poniżej. Zszycie na mankiecie układam z tyłu nogawki. Przypinamy szpilkami, zszywamy.


Wywijamy obszycie na prawą stronę nogawki, przypinamy szpilkami.


Wywracamy spodenki na lewą stronę. Nie jest to konieczne, ale moim zdaniem wygodniej szyje się od środka nogawki. Nie potrafię słowami precyzyjnie wyjaśnić o co mi chodzi, dlatego zamieszczam zdjęcie tego procederu poniżej. Dzięki temu unikam przypadkowego zszycia nogawki w worek...


I koniec. Wygląda to tak.


A nawet tak.


Serdecznie pozdrawiam.


niedziela, 11 września 2016

Dziwni ludzie przywożą z wakacji dziwne pamiątki...

Tak już jest.


Nie, ziemniaków nie przywiozłam z wakacji, są wynikiem działania wichajstrów z pierwszego zdjęcia. Poznaniacy mogą być ze mnie dumni: pyry na pińcet sposobów.



Aby jednak nie wyjść na wariatów przywożą też ceramikę od Benedyktynów. I to nie obniżona cena z powodu jakiś nadprogramowych maźnięć na talerzu, skłoniła ich do tego zakupu, ale te maźnięcia właśnie... Wiem, że ta informacja nie pomaga mi w wybrnięciu z wizerunku dziwaka... Drugim powodem zakupu był malunek na dnie talerza. Pamiętam z dzieciństwa talerze z rysunkami na dnie. Jaka to była przyjemność w odkrywaniu tych rysunków, organoleptycznie nieomal... I to codziennie. 



Biżuteria, lepiej prawda? Biżuteria wygląda już całkiem dobrze jako pamiątka, ale nie wspomnę, że ta przywodzi na myśl niewolnicze bransoletki starożytnego Rzymu, bo może nie wszystkim i jakoś ujdą...



Guziki są wynikiem przechadzki po Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku.


Dzieci ratują matkę z wizerunku zbieraczki niewolnicy. Standard: gwizdek, breloczek, kolorowa bransoletka i takie kosteczki na gumce, z których można różne kształty układać. I badyle, tak przywieźliśmy z gór badyle, wielkie, dłuuugie badyle. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że inni też przywożą badyle z wakacji i cuda z nich robią.


Celem zatarcia ewentualnych chęci pukania palcem po czole: mamy też muszelki znad morza, tak po prostu. Ta duża i piękna ukazała się mym oczom dopiero w domu. To było dziwne bo myślę, że widziałam każdą maleńką muszelkę zaraz po wyłowieniu jej z morza i okrzyku: mamo! mam muszelkę!


O tym, co z wakacji przywlekliśmy w ubiegłym roku TUTAJ.

Dobrego tygodnia Drodzy Czytelnicy. 


P.S. Niestety NIE przywiozłam z wakacji grzybów, jak niektórzy ;-) i teraz tylko zazdraszczam.

niedziela, 4 września 2016

Czerwona wyprawka Przedszkolaka.

Z małym opóźnieniem powstała obiecana wyprawka dla Przedszkolaka. Życie jest nieprzewidywalne. Na wydarzenia, które zawsze działy się u kogoś, konieczne było przedłużenie terapii z poprzedniego wpisu... Ora et labora. Zdecydowanie dobre jest dla mnie zajęcie czymś rąk i trochę głowy. Pomaga na czas pracy, na chwilę, ale okazuje się, że to ta chwila jest ważna, dzień, który trwa. Jutro będzie dopiero jutro i nie wiadomo jakie będzie...



Fartuszek - standard przedszkolny. Może sobie trochę "wlewam", ale całkiem chłopakowy, jak na fartuszek, prawda?



Poniżej to nie jest ten sam woreczek wywrócony na lewą stronę. Jeden worek do przedszkola, drugi, mniejszy, na skarby przedszkolaka: autka, kamyki oraz żelki ;-)



Ulubionym kolorem Przedszkolaka od dawna był czerwony (kony). Gdy Ciotka Klotka (ja) zaplanowała już co i jak Przedszkolak stwierdził, że lubi jeszcze pomarańczowy... I tak nie do kompletu, ale zgodnie z upodobaniem, ręczniczki Przedszkolaka w kolorze pomarańczy. Z jednego ręcznika powstały dwa, które nie szurają po podłodze w przedszkolnej łazience. Przedszkolak lubi też numerki :-).


To jeszcze nie koniec sagi przedszkolnej. Otóż Przedszkolak ma Młodszą Siostrę, która w godzinach przedpołudniowych została opuszczona przez Przedszkolaka :-(. I dla Niej, na pocieszenie, woreczek na skarby i kilka skarbów od kuzynek, na dobry początek :-).



Pozdrawiam.