niedziela, 14 kwietnia 2013

91. Fo Pa czyli minął rok a o niej ani słowa....

Dziś zapodaję 91 wpis na moim blogu a dokładnie rok temu rozpoczęłam KRÓLIKAMI i jakoś poszło :-) Nie przypuszczałam, że pisanie bloga sprawi tyle przyjemności. Trochę się nauczyłam i odświeżyłam kilka znajomości podając swój "nowy adres". Dziś będzie o maszynie, na której szyję wszystkie prezentowane tutaj rzeczy. Wpis o maszynie? Tak, tej maszynie należy się wpis, bo nie ma jej w internecie! Nie ma jej w internecie, a istnieje ;-) Tak, jestem przeszczęśliwa, że ją mam i że tak doskonale się spisuje. Moja maszyna to jakieś holendrskie cudo, wyprodukowane w zakładzie czy fabryce Huiskes, a model to Einer № 303. Maszyna wiekowa, bo opcja zyg-zag nazwana została deluxe :-) Myślę, że ta dama jest w moim wieku, czyli przekroczyła trzydziestkę. 




Maszyna tym wspanialsza, że została mi podarowana przez cudowną osobę :-) I jest to moja pierwsza własna i osobista maszyna, bo wcześniej zawsze szyłam na jakiejś pożyczonej :-) Myślę, że teraz moi czytelnicy zrozumieli, dlaczego poświęcam jej ten rocznicowy wpis :-) Poza tym, że jest taka wyjątkowa to jeszcze jest ładna, prawda? Ma charakter i nie sposób nie zauważyć jej wyjątkowego podobieństwa do radia :-) Posiada zaledwie kilka plastikowych elementów (przyciski) cała jest metalowa i drewniana. Z "dzisiejszych czasów" ma zamontowany silnik. Stary przepalił się, jednym z powodów przepalenia był prawdopodobnie ten, że ponad 10 lat stała nieużywana. Cieszę się szalenie, że jest moja, i że mogę na niej szyć. Nie bardzo pociągają mnie nowoczesne śmigacze. Jedyne o czym cicho marzę jest overlock. Doszłam jednak do wprawy w dokładnym zabezpieczaniu brzegów zyg-zakiem deluxe ;-) więc marzę bardzo cichutko ;-)



Co jeszcze po roku blogowania? Nie będę przytaczała statystyk, bo nie są ważne (nie są też wysokie). Ważne jest to, że do mnie zaglądacie :-) Cieszę się z miłych słów i z tego, że mogę dzielić się z Wami moją pasją szycia i gotowania. Cieszę się, że korzystacie z przepisów i czasem uśmiechacie rozpoznając siebie w moich poplątanych myślach :-) Nie wiedziałam, nie planowałam (i nadal tego nie robię) jak blog ma wyglądać i w jakim zmierzam kierunku. Nie wiem co tu będzie i jak długo zostanę. 



















Dziękuję za odwiedziny i dobrego tygodnia życzę. Karolina

czwartek, 11 kwietnia 2013

Od męskiej koszuli do damskiej tuniki.

Koszulę męską w rozmiarze XXXL zakupiłam już dawno temu. Bardzo dobrej jakości, duża i bez przednich kieszonek była dla mnie źródłem ładnego kawałka materiału na patchwork. Zazwyczaj ubrania przeznaczone na materiał od razu tnę i zostawiam tylko to, co się przyda. Tym razem zostawiłam w całości bo gdzieś coś mi świtało ;-)


Początkowo miałam dokonać niewielkich przeróbek i zrobić z niej koszulę nocną. Tylko, że ja nie sypiam w koszulach nocnych... I tak ze dwa tygodnie temu gdy wzięło mnie na szycie ubrań wymyśliłam, że to będzie tunika. Wisiała tydzień na mych oczach a ja zastanawiałam się jak powinna wyglądać. Ostatecznie: Odcięłam sztywny kołnierzyk i mankiety. Rozcięłam i dopasowałam boki, ramiona i podkrój dekoltu koszuli oraz wycięłam i skroiłam na nowo rękawy. Pozostawiłam orginalne zapięcie przodu, podwinięcie dołu i karczek. Dodatkowo wszyłam tunelik w pasie i wciągnęłam gumę. Dekolt i rękawy wykończyłam gotową satynową lamówką. Kilka szczegółów widać na zdjęciach poniżej. Nie wyszło idealnie, ale podoba mi się i prawdopodobnie będę w niej chodziła :-) Pokazuję wszystko "na gorąco" bo koszulę skończyłam szyć dokładnie dziś. Rano wykańczałam ręcznie lamówkę i przyszywałam guziczki do rękawów. Wniosek: przerabianie koszuli na tunikę jest tak samo praco- i czasochłonne jak uszycie jej od nowa... Przynajmniej dla mnie :-)



No i niech będzie. Koszula na mnie... Nie czułam się komfortowo w roli modelki mimo cennych uwag fotografa i bardziej doświadczonej modelki w jednym (moja Droga Helena). Na zdjęciach widać moje napięcie i stress ;-) Jednak tunika na wieszaku wygląda inaczej niż na człowieku więc zdecydowałam się pokazać, ale nie mówmy już o tym ;-)


Karolina

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Opowiem Ci o smaku chleba razowego z pastą z awokado :-)

Jak już piszę na blogu o kulinariach to przygotowuję cały cykl o.... I tym razem tak miało być, ale uznałam, że mam wyjątkowo dużo do powiedzenia, więc dziś będzie prawie tylko o awokado ;-) Pana Awokado poznałam podczas tych Wielkanocnych świąt i cóż mogę powiedzieć? Jest wspaniały i taki ZIELONY :-) Zajadałam się kanapkami z domową, pieczoną szynką i awokado i nie mogłam uwierzyć, że przeżyłam 34 lata bez tego smaku ;-) 


Pasta z awokado.
W poniedziałek, z samego rana dostałam świeży (domowy) razowy chleb zawinięty w ściereczkę. Od zaprzyjaźnionych sąsiadów dostałam :-) Od kilku dni miałam w lodówce dojrzałe awokado. W domu miałam także gorączkujące dziecko. Poniedziałek trwał dalej: przychodnia, lekarz, szkarlatyna, antybiotyk i... blender, awokado, oliwa sól, pieprz. I przekonanie, że przecież wszystko będzie dobrze, dziecko wyzdrowieje. Smak awokado towarzyszył mi do wieczora :-) Tak, jest dobrze, a rzeczony poniedziałek właśnie się kończy...


Składniki:
  • dojrzałe awokado
  • 1 łyżka oliwy
  • sok z cytryny (lepiej limonki)
  • sól, pieprz
Opcjonalnie (do wyboru):
  • natka pietruszki
  • kolendra
  • jajko
  • czosnek
Przygotowanie:

Awokado obrać ze skórki, przekroić, wyjąć pestkę i skropić sokiem z cytryny. Wszystkie składniki rozgnieść widelcem lub zmiksować w blenderze. Nie miksowałam mocno, w mojej paście można wyczuć kawałki owocu. Do pasty dodałam troszkę natki z pietruszki. Nie będę rozpisywała się na temat samego owocu czy pochodzenia pasty. Ta występuje także jako guacamole, ale nie jestem pewna czy pod tą nazwą nie kryje się konkretny skład (min. kolendra) więc nie używam jej (tej nazwy). W internecie znajdziemy bardzo dużo różnych wersji past. Bardzo dobrze zebrane informacje można przeczytać np. TUTAJ. Można wymyślać i dobierać smaki w zależności od upodobań i zawartości lodówki :-) Ja zazwyczaj próbuję i próbuję a moim ulubionym zostaje ten z najmniejszą ilością składników :-)

Kopytka smażone na głębokim tłuszczu. 

A co jeszcze do pasty z awokado? Zazwyczaj widać ją w towarzystwie czipsów itp. A ja proponuję smażone kopytka. Ech... to też historia :-)
Wiele znajomości, przyjaźni czasem niektórych chwil spędzonych z nimi, kojarzę z konkretnym smakiem lub zapachem. Bardzo wiele i bardzo mocno. Za każdym razem kiedy czuję ten konkretny smak czy zapach jestem myślami z tymi osobami, czasem tylko wtedy bo nasze drogi rozeszły się. Jest mocny zapach kawy z ekspresu, ale tylko latem. Są ciasteczka owsiane i pasta jajeczna. Jest pizza z szynką i rukolą. Jest pomidorowa z ryżem i zapiekanki z pieczarkami i żółtym serem na kajzerkach. Jest kurczak po prowansalsku i chleb ze śmietaną i cukrem... Jestem przekonana, że smażone kopytka będą przywoływały w pamięci To Sąsiedztwo :-) A że są wspaniałe (sąsiedzi i kopytka) to często będę o nich myślała ;-) 


Nie znałam wcześniej tych kluseczek w smażonej postaci. Jadałam takie tylko gotowane. Jestem przeszczęśliwa (czasem tak niewiele trzeba) bo pierwszy raz robiłam kopytka i wyszły! Przepis od mamy, ze wskazówkami sąsiadki.

Składniki:

  • Ugotowane ziemniaki, przeciśnięte przez praskę lub dobrze rozgniecione.
  • Mąka pszenna (ilości składników zostaną wyjaśnione w tekście)
  • jajka (2 sztuki na około 1 kg ziemniaków)
  • sól

Przygotowanie:


Może i można inaczej, ale ten sposób, który pokazała mi mama podoba mi się tak bardzo, że nie mam zamiaru niczego przeliczać :-) Ziemniaki należy lekko ubić łyżką w garnku czy misce i wyrównać. Następnie podzielić na 4 części (zaznaczyć nożykiem, czy łyżką linie na krzyż), jedną z tych części wyjąć i przełożyć na pozostałe robiąc w ten sposób trójkątny dołek na... mąkę! Dołek wypełnić mąką pszenną i to jest właśnie potrzebna ilość mąki :-) Przełożyć wszystko na stolnicę, dodać jajka i sól i zagnieść ciasto. W razie potrzeby dosypać mąki. Ciasta nie można zbyt długo wyrabiać. Mama mi powiedziała, że przy długim wyrabianiu ciasto znów robi się luźne i można dosypywać i dosypywać mąki, co nie wpłynie dobrze na smak kopytek. Następnie odkrawać po kawałku ciasta, rękoma formować waleczek o średnicy ok. 2 cm i ciąć go pod kątem na 1 cm kawałki tworząc w ten sposób kształt kopytek :-) Takie surowe kluseczki smażyć na głębokim tłuszczu do zarumienienia. 


"Opowiedz mi o smaku chleba razowego z pastą z awokado, albo nie mów nic..."
(Dubska) - Można posłuchać TUTAJ.
To  powód mojej radosnej tęsknoty do smaku pasty z awokado :-) Taka sobie piosenka. No lubię, lubię... Piosenkę i ludzi z którymi można pogadać o paście z awokado czy podobnych "sprawach". O abonamencie i pogodzie można pogadać ze wszystkimi... Chodzi mi o to, o czym mówił Kubuś Puchatek: "Bo z nimi (reszta bandy ze Stumilowego Lasu) mogę robić wszystko, ale tylko z Tobą Krzysiu mogę robić nic" :-)

Karolina

sobota, 6 kwietnia 2013

Na początku był album.

Ha i eM to koleżanki z jednej ławki :-) Cokolwiek będą robiły w przyszłości i ilu przyjaciół poznają zawsze będą dla siebie Kimś bardzo ważnym. Chyba wszyscy pamiętamy tych, z którymi zaczynaliśmy szkołę w jednej ławce :-) Pozdrawiam Cię I, jeśli tutaj kiedyś trafisz :-) Dla tak ważnej osoby przygotowałyśmy album ze zdjęciami z okazji Jej 8 urodzin. Ja uszyłam okładkę i poskładałam zielony brystol w harmonijkę. Helena wklejała i ozdabiała zdjęcia i zrobiła opisy. 
Gdy kupiłam ten brystol, duży arkusz, i szłam z taką sporą, zieloną rurą przez śnieg do połowy łydki (a było to 26 marca) wymyśliłam sobie scenkę rodzajową (tak mam czasami, zupełnie jak w "Misiu" czy czymś na kształt ;-) 
Idzie Pan i pyta (mnie):
- A co Pani tak tam niesiesz w tym śniegu? 
- A wiosnę niosę i nie oddam nikomu! - ja na to. 
- ?? :-/ - Pan na to...




 Pierwsza okładka wyszła dobrze, więc zabrałam się za kolejną. Tym razem na notatnik dla osoby, która bardzo lubi notować :-) To także zasłużony prezent :-) Długo nie miałam na niego pomysłu, ale w końcu zrobiło mi DING! :-) Jako notatnik posłużył mi zeszyt 96k w sztywnej okładce. Notatnik z zakładką, dodam i zamykany na gumkę, coby żadna cenna karteczka nie wyleciała :-)





Na okładce czegoś mi brakowało. Piesków mi brakowało :-)



Jak uszyć taką okładkę? czyli źródło DIY.

Trochę nad tym dumałam. Zastanawiałam się jak najprościej zrobić te założenia na okładkę. W szyciu bywa tak, że jest sprytne rozwiązanie na skąplikowany efekt ;-) I tym razem tak właśnie jest. Skorzystałam z kursu na blogu Czary z materiału. Jestem pełna podziwu dla determinacji z jaką Ela dzieli się swoją wiedzą i umiejętnościami na blogu. Wiem ile dodatkowo czasu trzeba wtedy poświęcić na uszycie (zrobienie) jakiejś rzeczy. Przygotowłam kiedyś proste DIY. I choć myślałam jeszcze o jednym to brakuje mi determinacji i czasu na skończenie. Później trzeba przygotować jeszcze wpis. Uszycie tej okładki jest dość proste i szybkie. Postanowiłam więc uszyć jedną dla nas, na zeszyt ze słownymi "kwiatkami" naszych dzieci :-) Taka najprostsza z jednej z moich ulubinych tkanin IKEA. Notatnik jest zamykany na gumkę i ma sznurkową zakładkę.




Z notatnika. Przy stole:
-Jestem księżniczką! (eM, lat 4,5)
-A ja królem! (Jot, lat 3)
-A ja królową! (eM)
-A ja księdzem! (Jot)

P.S. Nie miewam komentarzy pod moimi wpisami, ale ostatnio pojawił się jeden miły i masz ci los, nie widać go! Wiem, że był bo dostałam wiadomość na maila. Może ktoś wie co z tym zrobić? Sprawdziłam ustawienia i wygląda na to, że jest O.K. Czytałam czasem na blogach, że blogger płata figle. Mnie wystarczy, że wiem, że ten miły komentarz był i ja go przeczytałam. Nie chciałabym jednak, żeby moi czytelnicy myśleli, że to ja mu nie pozwoliłam wyjść ;-) W każdym razie: Dziękuję Elu :-) Jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałaś. Ja u Ciebie bywam często, jak sama widzisz powyżej :-)


Karolina

czwartek, 4 kwietnia 2013

Ciasta z jabłkami część 2.

Jabłkowy sezon powoli dobiega końca postanowiłam zamieścić jeszcze ten wpis z pozostałą częścią moich jabłkowych "ulubionych". Przyznaję, że długo go przygotowywałam. Dziś ciasta nieco bardziej pracochłonne od prezentowanych wcześniej i wymagają większej ilości brudnych naczyń, "ale warto" jak to mówią :-)



Na początek. Jaka jest różnica między jabłecznikiem a szarlotką? Tak, mam swoją definicję wypracowaną w praktyce ;-) Po pierwsze aromat i smak: dla mnie szarlotka jest mocno cynamonowa i aromatyczna. Jabłecznik w nadzieniu ma jabłka i cukier, czasem dodaję odrobinę cynamonu, ale raczej tego unikam. Po drugie nadzienie: szarlotka w nadzieniu ma jabłka w wyczuwalnych kawałeczkach, jabłecznik to dla mnie jabłka starte na tartce. Trzecia różnica to ciasto. Szarlotka jest na kruchym cieście najlepiej z kruszonką na wierzchu. Jabłecznik w cieście ma proszek do pieczenia więc ciasto jest bardziej puszyste takie piaskowo / półkruche. To moja wersja. Natomiast jakiś czas temu "u cioci na imieninach" dowiedziałam się, że różnica jest w jabłkach! Podobno szarlotka tylko i wyłącznie z Szarych Renet. Zgadzam się, że to najlepsze jabłka na szarlotkę, ale jak dla mnie różnic jest więcej. Dzięki tym różnicom szarlotka na ciepło i z lodami - pycha! Jabłecznik, no już nie bardzo to widzę. Są i tacy, którzy uważają, że szarlotka i jabłecznik to jest to samo. Tak więc według mojej subiektywnej opinii jabłecznik jest na zdjęciu po prawej stronie a przpis był TUTAJ. Natomiast twszystko, co pisałam o szarlotce  zawiera się w przepisie poniżej.


Moja szarlotka.

To było tak: Zjadłam kiedyś pyszną szarlotkę w jednej kawiarni i za punkt honoru obrałam upiec taką samą albo i lepszą... Teraz już nie zrobiłabym tak, poprostu chodziłabym na tę szarlotkę do kawiarni:-) Jednak dzięki temu, że kiedyś taka właśnie byłam mamy naszą domową szarlotkę, którą podaję na ciepło z lodami. Trochę to trwało zanim zaczęła przypominać tę pyszną z kawiarni. Przepis jest mojego autorstwa. Oczywiście początkowo wychodziłam z innych przepisów, ale mocno je modyfikowałam. 




Składniki

Ciasto:
  • 300 g mąki pszennej
  • 250 g masła
  • 1 żółtko
  • 80 g cukru pudru
  • szczypta soli
Nadzienie:
  • 6 dużych jabłek (najlepiej Szara Reneta) obranych, pokrojonych w dużą kostkę
  • 2/3 szklanki cukru
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki przyprawy piernikowej
  • 2 łyżki stopionego masła
Kruszonka:
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 125 g masła
  • 1 żółtko
  • cukier waniliowy
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:

Ciasto zagnieść i na 30 minut wstawić do lodówki.
Jabłka wymieszać z pozostałymi składnikami nadzienia, nie smażyć.
W misce umieścić składniki na kruszonkę (masło pokroić na kawałki) i ucierać mikserem do uzyskania konsystencji mokrego piasku.
Piekarnik rozgrzać do 180℃.
Wyjąć ciasto z lodówki i rozwałkować. Ciasto wałkuje się dość trudno. Warto jednak pomęczyć się trochę ponieważ jest smaczne i nawet na drugi dzień kruche. Można zadziałać sposobem: wałkować ciasto pomiędzy kawałkami folii spożywczej. Gdy uzyskamy odpowiednią wielkość placka, zdjąć folię z jednej strony, z pomocą jednej folii przełożyć ciasto na blachę wyłożoną papierem i zdjąć drugą część folii z góry. Ta ilość ciasta jest wystarcająca na standardową blachę (ok. 25cm × 35 cm). Ciastem wyłożyć także brzegi blachy. Jeśli używamy tortownicy o średnicy 23 cm ta ilość ciasta jest za duża. Można z pozostałej części upiec ciasteczka albo rozwałkować, pociąć na paski i ułożyć na cieście zamiast kruszonki.
Na ciasto wyłożyć nadzienie i posypać kruszonką.
Piec 40 minut w temperaturze 180℃ , następnie zmniejszyć temperaturę do 150℃ i dopiekać szarlotkę przez kolejne 40 minut. Jeśli mocno zarumieni się przykryć blachę folią alumniową i tak dopiekać ciasto. 

Alzacka tarta z jabłkami.

Przepis na pewno pochodzi z jakiegoś bloga. Spisałam przepis do zeszytu i niestety nie zapisałam z jakiego. Jeśli kiedyś ją znajdę to uzupełnię wpis. Tarta jest pyszna i dość wyjątkowa. Słodkie jogutrowe wypełnienie mile otula jabłka. Bardzo smaczna z innymi owocami np. jagodami. Z truskawkami też próbowałam, ale wtedy do zdjedzenia od razu. Polecam szczególnie kruchy spód, który jest wytrawny, nie zawiera cukru.


Składniki

Ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 2-3 łyżki śmietany
  • 130 g zimnego masła
  • 1/4 łyżeczki soli
Nadzienie:
  • 2 duże jabłka obrane, pokrojone na ćwiartki i dalej na plasterki
Masa jogurtowa:
  • 170 g jogurtu naturalnego (ja najbardziej lubię grecki)
  • 1 łyżeczka wanilii
  • 100 g drobnego cukru
  • 2 jajka 
  • 50 g mąki pszennej
Przygotowanie:

Z podanych składników zagnieść ciasto. Wyłożyć nim formę do tarty i piec około 12 minut w 200℃ . Można wyłożyć ciasto papierem (od góry) i obciążyć (np. fasolą) żeby nie robiły się pęcherze powietrza.
W tym czasie przygotować nadzienie. Zmiksować dokładnie składniki masy jogurtowej.
Zdjąć obciążenie (jeśli je stosowaliśmy). Na podpieczonym spodzie ułożyć plasterki jabłek i wlać masę jogurtową. Piec 40 minut w 180℃ .

Tarta Tatin.

To ciasto, które mnie zaintrygowało i zrobiłam je z czystej ciekawości. Czytałam gdzieś, że powstało przez przypadek, gdy rzeczona Panna Tatin zapomniała położyć na spód formy kruchego ciasta na tartę. Tak więc gdy się zorientowała (czując zapach karmelizowanych jabłek) co jej pozostało jak nie położyć ciasta na jabłkach a po upieczeniu odwrócić, jak należy? I tak zrobiła. A dziś możemy cieszyć się tym cudem. Przepis pochodzi z bloga White Plate.



Składniki

Ciasto:

  • 150 g mąki pszennej
  • 100 g masła
  • 25 g cukru
  • 2 żółtka
Nadzienie:
  • 5 jabłek średniej wielkości obranych i pokrojonych w ćwiartki
  • 100 g cukru
  • 40 g masła

Przygotowanie:

Ciasto zagnieść z podanych składników i włożyć do lodowki na 30 minut.

W tym czasie karmelizujemy jabłka. Szczegóły na ten temat napisałam w recepturze poniżej. Tutaj po krótce, w razie wątpliwości proponuję doczytać wpis do końca ;-) Na dużej patelni (nie może mieć plastikowych części, ja używam patelni Tefal z odpinaną rączką) rozgrzać masło z cukrem. Kiedy cukier zacznie karmelizować ułożyć jabłka i smażyć je z jednej strony, a gdy się zarumienią przewrócić na drugą stronę. Kiedy nabiorą złocistego koloru zdjąć patenię z ognia. 
Piekarnik rozgrzać do 200℃ .
Wyjąć ciasto z lodówki i rozwałkować na nieco większy placek niż średnica patelni. Ciasto trochę się rwie, dlatego warto je wałkować między dwoma kawałkami folii spożywczej, o czym pisałam powyżej, w przepisie na szarlotkę.
Nałożyć ciasto na jabłka, zawinąć brzegi do środka i wstawić patelnię do piekarnika.
Piec 20 minut w temperaturze 200℃ , a następnie kolejne 20 minut w 160℃ .
Po wyjęciu z piekarnika przygotować duży talerz i przełożyć ciasto na talerz tak, żeby jabłka były na wierzchu. Wykonuję to szybkim, zdecydowanym ruchem. Jeśli jakieś jabłko zostanie na patelni przekładam je widelcem na ciasto. 




Karmelizowane jabłka krok po kroku ;-)


Nad karmelizowanymi jabłkami postanowiłam jeszcze się rozpłynąć :-) Poznałam je w tej postaci dzięki Tarta Tatin, ale przyrządzam nie tylko wtedy. Są doskonałym dodatkiem do lodów, zdecydowanie szybszym od szarlotki. Pyszne z naleśnikami.



Składniki:
  • 100 g cukru
  • 40 g masła
  • 5 - 6 jabłek obranych i pokrojonych na części

Przygotowanie:

Na dużej patelni rozgrzać masło z cukrem. Kiedy cukier zacznie karmelizować ułożyć jabłka i smażyć je z jednej strony, a gdy się zarumienią przewrócić na drugą stronę. Kiedy nabiorą złocistego koloru zdjąć patenię z ognia. Przy karmelizowaniu należy użyć na tyle dużej patelni, żeby jabłka leżały obok siebie. Kawałki nie powinny leżeć na sobie. Jabłek nie należy przewracać zbyt często, najlepiej tylko raz, ponieważ przez jakiś czas przygotowywania są bardzo kruche i mogą się rozpaść. Nie wyglądają później tak ładnie. Po zakończeniu karmelizowania nie są już tak delikatne i ładnie zachowują formę. Podczas każdego karmelizowania należy pamiętać o bardzo wysokiej temperaturze, która powstaje przy rozpuszczaniu cukru. Przed podaniem należy owoce przestudzić.
Karmelizować można w ten sposób także inne owoce (banany, gruszki).



Przy okazji postanowiłam pokazać moją obróbkę jabłek ;-) Niby nic, ale odkąd posiadam dwa fantastyczne przydasie kuchenne taka obróbka idzie migiem. To oczywiście nie jest wpis sponsorowany ;-) Dzielę się moimi pomocnikami, jak podzielila się ze mną sąsiadka, gdy pewnego dnia, tej jesieni, nie mogłam zatrzymać się na kawę bo zostałam obdarowna workiem jabłek :-) Przydasie numer 1: Obieraczka do warzyw a dokładnie pomidorów! (tak, obiera pomidory ze skórki bez sparzenia) (Victorinox ok. 20 zł). Numer 2: Nożyki porcjujące jabłka (IKEA 10 zł). Jeśli wierzyć przysłowiu, że czas to pieniądz, to powiem, że już sporo zarobiłam na tych przyrządach ;-) 

Podsumowanie. Lubię podsumowania. Dzięki nim powstaje wrażenie przemyślanej całości ;-) Dzięki obfitości jabłek tej jesieni nie musiałam jeszcze otwierać moich przetworów jabłkowych. Tak więc ten czas bez owocny, który nadchodzi przeżyjemy w niezłym stylu :-) Dla ułatwienia poszukiwań jabłkowych na blogu:

  • Konfitura jabłkowa jest TUTAJ
  • Ciasta - część pierwsza jest TUTAJ.


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Torebki dwustronne. Mała kolekcja No 3.

Podobno kolekcja zaczyna się od trzech sztuk... No teoretycznie mam dwie sztuki, ale praktycznie cztery, bo po raz kolejny pokazuję torebki 2 w 1 :-) Wyszły bardzo wiosenne, ale raczej z tęsknoty niż inspiracji... W łazience suszą się rajstopy, skarpety itp. dzieci... były na sankach... Wracając do wiosny:


Pierwsza sztuka w kolorze róż.



Druga sztuka "zielono mi".




- Mamo, muszę sobie zrobić taką podręczną torebkę jak Ty masz - powiedziała Ha (lat 7).
- Dobry pomysł - odpowiedziałam ja.
Po czym rozpoczęła kompletowanie przypominając sobie co w torbie nosi mama.
-Latarka, cukierki.... Szkoda jeszcze, że nie mam takiego bałaganu jak ty.
- :-/