piątek, 14 grudnia 2012

Kot, gitara i pianino czyli nowy patchwork.

Dostałam zadanie :-) w formie patchworka i haseł z tytułu wpisu. I oto co wymyśliłam:-)



Kołderkę wspominałam już kilka razy. Wbrew pozorom była pracochłonna. Coś mi nie szła, prułam kilka razy. Jednak, jak nigdy, byłam przekonana, że fajnie wyjdzie. Cały czas realizowałam plan i zrealizowałam. Lubię szycie, razem z pruciem. Bardzo lubię :-) Na to jak wygląda dziesiejszy patchwork duży wpływ miało imię dziewczynki, dla której szyłam. Białe imię. Cieszę się, że wiem dla kogo szyję, znam imię. Gdy je usłyszałam to już wiedziałam, że będzie biała z kolorowymi akcentami. Wygrzebałam wszystkie moje białe tkaniny z różnymi kolorami. W rezultacie zdecydowałam się na jeden dodatkowy kolor. Zielony kot? Oczywiście, że zielony. Kołderka ma pomagać śnić dobre sny. A kto słyszał śnić o szaro - burym kocie? Kot musi we śnie śpiewać, palić fajkę, nosić buty albo chociaż być zielony :-) Jak można się domyślić hasło gitara i pianino ubrałam w nuty :-)




Historia zielonej kokardki. 
Tak się zdarzyło, że w trakcie prac nad tym patchworkiem wpadła do mnie osoba, dla której go szyłam. Nie trzeba mnie było namawiać, żebym pokazała co mam ;-) Ciekawa byłam reakcji, bo patchworki spod mojej igły wyglądały zazwyczaj inaczej. Reakcja była pozytywna, co mnie uspokoiło i rozbujało, bo Osoba zasugerowała, że na poszewce na poduszkę przydałby się zielony akcent. Ja na to hmm... nie bardzo mam jak, ale hasło padło i nie moglam odpuścić...  Zielonego miałam już śladowe ilości, nie miałam też źródła zaopatrzenia (zniknął zielony z IKEA!). Okazało się jednak, że po naszyciu zielonych ramek zostały mi kawałki. Na ramkę wokół nutek nie było szans, ale na kokardkę owszem. I tadam. Poszeweczka standardowo łóżeczkowa 40cm 60cm.




Za tę chwilę spokoju z kołderką i aparatem przyszło mi zapłacić. Cała moja gromada była w domu (sobotnie przedpołudnie). I obiecała nie przeszkadzać jeśli zrobię im później zdjęcia na tej stercie materaców... Zgodziłam się i za 10 min. spokoju miałam pół godziny szaleństwa :-) Moje córki to zwierza fotograficze, no uwielbiają. Janka chciałam przekonać to włożenia czegoś miękkiego, na kształt piżamki, ale nie było szans (na pierwszym zdjęciu poniżej widać co o tym myśli...) Jedynie hasła: zdjąć skarpetki nie muszę dwa razy powtarzać ;-)





Zaczęło się spokojnie....








...ale chłopak z natury sieje zamęt ;-)






Zdjęcie zrobione na stanowczą! sugestię syna, hmmm...


Bezpośrednie przygotowania świąteczne czas zacząć! Jest zezwolenie na czerwień ;-) Może już przy kolejnym spotkaniu u mnie :-)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Poduszki i drzewa.

Będzie historyjka ;-) Jedna Pani powiedziała Drugiej Pani, że ma problem, bo Jej córka marzy o przytulance JABŁONCE! Na to ta Pierwsza Pani, mówi do tej Drugiej, że jest Trzecia Pani, co może jabłonkę uszyć. I ta Druga Pani przyszła przyszła do Trzeciej i zapytała, co ona na to, żeby uszyć drzewo? No i nie mogłam oprzeć się temu wyzwaniu :-) Roboty mam dużo, ale na jabłonkę czas znalazłam :-) Drzewko ma 28 cm wysokości (takie było zapotrzebowanie) i polarowe jabłuszka, jest przestrzenne, z pniem w kształcie walca. Szczegóły na zdjęciach. 




Przy okazji mojej nowej pozycji przypomniało mi się, że kiedyś już miałam połączenie drzew i poduszek :-) To poszewki, które uszyłam dla mojej Przyjaciółki. Bardzo chciałam, żeby miała coś ode mnie. Są bardzo ode mnie, bo z motywem drzew. Lubię botaniczne ozdobniki :-) To poduszki salonowo - kanapowe. Dostałam kawałek tkaniny, z którego w tym samym salonie uszyte są zasłony (ten kremowy). Resztę pozostawiono mi, tak więc kolor czekoladowy i lniany, koronki i haft to już mój pomysł. Lubię zadania ;-) Trudno byłoby mi uszyć coś pod bardzo konkretne wytyczne, ale jakieś hasła, kawałek materiału, kolor - tak, to lubię - to takie małe wyzwania :-)





P.S. Jak na razie trzymam się w ryzach, żeby nie zrobić świątecznego false staru ;-) Chociaż pierwsze ozdobniki w domu już się pojawiły, już czerwień zaczyna mi mącić w głowie :-)

piątek, 7 grudnia 2012

Ciasteczkowa pora roku i pierniczone przypomnienie.


To ta część roku, w której ciasteczka piekę najchętniej. Rozpoczyna się, gdy końca dobiega Złota Polska Jesień i trwa, aż wiosna rozbuja się zielenią, więc niemal pół roku... Mogę gnieść, wykrwać i roztapiać się w temeraturze mojej kuchni w nieskończoność. To też swoiste leczenie: aromatoterapia, nic mi tak nie poprawia nastroju jak zapachy gotowania czy pieczenia. W pozostałej części roku ciasteczka bywają, ale bez szaleństw. Polubiłam te zbiorcze wpisy kulinarne. Nie wiem, jak Wy dajecie radę je czytać, bo są przydługie, ale nie mam poczucia winy ani wstydu ;-) bo możecie wyłączyć moje wywody w każdej chwili ;-) Nauczę się w końcu opcji "zwijanie tekstu" i część wpisu będzie zwinięta, ale to dopiero jak się nauczę... Lubię te wpisy, bo widzę, że przez lata praktyki kuchennej mam już swoje kanony i dokładnie wiem, które przepisy, na dzień dzisiejszy powinny tutaj trafić. Lubię próbować nowych rzeczy, ale uwielbiam te sprawdzone, które robię z zamkniętymi oczami i wiem, że będą wykradane przez małe rączki, jeszcze gorące. Dziś prezentuję mój SUBIEKTYWNY KANON CIASTECZEK. 


Ciasteczka Maślane Mimi

Nasze rodzinne No 1 już poznaliście, a jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. To Maślane Ciasteczka Mimi. To ciasteczka, na zapach których moja Helena powiedziała kiedyś "Mamo, ale zrób milijon" ;-)



Ciasteczka Owsiane.

Drugie ciasteczka, które chcę Wam przedstawić, to po części moje ciasteczka. Wychodziłam z przepisu na Ciasteczka Owsiane z bloga White Plate. Zajrzyjcie, porównajcie, jeśli chcecie. Moje, nie moje, bardzo je lubię. A chciałam osiągnąć smak podobny do ciasteczek owsianych oblanych czekoladą firmy Tago. Staram się jeść zdrowo i tak karmić moją rodzinę, ale nie mam obsesji na tym punkcie. We wspomnianych ciastkach poraziła mnie jednak ilość składników typu E... I jakoś przestałam je kupować a zaczęłam poszukiwać tego smaku w mojej kuchni, bo smaczne są trzeba przyznać. 




Z podanej porcji wychodzi około 25 ciasteczek o średnicy 5 cm.

  • 1/3 szklanki mąki orkiszowej (można użyć pszennej)
  • 1/3 szklanki mąki pszennej
  • 1 1/2 szklanki mąki owsianej (można zmielić w blenderze płatki owsiane)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 150 g masła
  • 1/2 szklanki cukru białego
  • 1/2 szklanki cukru ciemnego, trzcinowego
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki sezamu
  • 1 1/2 (150g) tabliczki czekolady
Mąkę (wszystkie trzy rodzaje), sól, sezam mieszam w jednej misce. W drugiej misce ucieram masło na puszystą masę. Ucierając dodaję cukier a następnie kolejno jajka. Dalej ucieram i dodaję stopniowo wymieszane suche składniki. Dodaję pokrojoną czekoladę i mieszam. Powstanie klejące ciasto. Dwoma małymi łyżeczkami nakładam ciasto na blachę zostawiając dość duże ok. 5 cm. odstępy (ciasto rozpłynie się). Piekę 10 - 15 min. w temperaturze 170 ℃. Gorące ciasteczka są miękkie, po wystudzeniu stwardnieją.


Ciasteczka Owsiane Typu "Zdrowego" od Gosi.

Gosi popsuł się kiedyś piekarnik. Mieszkała wtedy w bloku obok nas i przybiegła z surowym ciastem do mojego piekarnika, połowę ciastek zostawiła :-) Bardzo je lubię i są trochę pamiątkowe... Zazwyczaj piekę połowę ciasteczek z rodzynkami a połowę bez. Ja rodzynki uwielbiam, ale stanowię jedynie 1/5 część rodziny ;-) A dlaczego zdrowe? Wszystkie dzisiejsze ciasteczka są zdrowe, w sensie domowe, naturalne bez ulepszaczy (nie używam nawet proszku do pieczenia), ale wygladają jak sklepowe ;-) W tych widać całe płatki owsiane i tak mi się zdrowo kojarzą :-)





Z podanej porcji wychodzi około 20 sztuk ciasteczek.

  • 150 g masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • cukier waniliowy
  • 160 g płatków owsianych
  • jajko
  • 80 g rodzynków (jeśli chcemy pominąć rodzynki należy uzupełnić ciasto płatkami owsianymi lub zastąpić sezamem, wiórkami kokosowymi uprażonymi z płatkami)
Płatki owisiane prażę na suchej patelni. Masło rozpuszczam w rondelku, dodaję cukier. Podgrzewam do rozpuszczenia cukru, a nawet nieco dłuzej - aż cukier zaczyna lekko karmelizować się. Gdy masa przestygnie dodaję płatki, cukier waniliowy, jajko i mieszam. Dwoma łyżeczkami nakładam porcje ciasta na blachę w 5 cm odstępach - ciasto rozpływa się. Piekę 15 - 20 minut w 180 ℃. Gorące ciasteczka są miękkie, po wystudzeniu stają się kruche. Ciasteczka ładnie błyszczą, zupełnie jakby były z miodem, ale miodu nie zawierają, nie zapomniałam :-)
Ciasteczka Korzenne.

Zanim zaczęłam piec pierniki, to właśnie te ciasteczka chrupaliśmy w Święta Bożego Narodzenia i te ciasteczka dostawali od nas znajomi i przyjaciele razem ze śwątecznymi życzeniami. Przepis pochodzi z bloga White Plate - Ciasteczka Kruche, z moją małą zmianą celem nadania korzennego smaku. Zrezygnowałam też z proszku do pieczenia. To ciasteczka podobne do korzennych serduszek sprzedawanych w sklepach o tej porze roku.



Z podanej porcji wychodzi około 50 ciasteczek, w zależności od użytych foremek i grubości ciasteczek.
  • 175 g miękkiego masła
  • 200 g cukru pudru (mielę zwykły cukier w blenderze)
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka domowej przyprawy piernikowej (kupnej więcej)
  • 3 łyżeczki cynamonu
  • 400 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka soli
Na stolnicy zagniatam ciasto i wkładam do lodówki do schłodzenia (wystarczy 1/2 godziny) Dzielę ciasto na porcje, wałkuję na około 1/2 cm grubości i wycinam ciasteczka. Ciasto jest bardzo plastyczne i wygodne w użyciu, jeśli szukacie przepisu do pieczenia z dziećmi, ten polecam, wypróbowałam. Piekę 8 - 12 minut w temperaturze 180 ℃. 

Ciasteczka serowe.


To jedno z większych odkryć i zaskoczeń w mojej kuchni. Tak proste i tak efektowne, że trudno uwierzyć. Osoby, które znają się na kuchni prawdopodobnie od razu rozpoznają, że TO NIE JEST CIASTO FRANCUSKIE! Większość osób jednak wpada w osłupienie, że poważyłam się na domowe ciasto francuskie (dementuję, nigdy go nie robiłam). Wracając to tematu: taki efekt daje biały ser w cieście! I od razu piszę: nie zapomniałam o cukrze. Do ciasta nie dodaje się cukru, jedyna słodycz to posypka z cukru pudru. Jedyny minus: ciastka najlepsze są świeże, niestety dużo tracą na drugi dzień, w przeciwieństwie do pozostałych, które dziś prezentuję. Przepis pochodzi z "Twojego Stylu" został wycięty, więc nie podam roku ani numeru. To jeden z przepisów, które wypróbowałam z czystej ciekawości i już został :-)




Z podanej porcji wychodzi około 30 ciasteczek, jeśli wycinamy koła o średnicy 7 - 8 cm.
  • 250 g mąki pszennej
  • 250 g zmielonego białego sera (ja kupuję kostkę kremowego śmietankowego sera i już go nie mielę)
  • 250 g masła
  • cukier waniliowy
  • 3 - 4 jabłka obrane, bez gniazdek nasiennych pokrojone na "łódeczki"
  • cukier puder do dekoracji
Na stolnicy zagniatam ciasto z mąki, sera i masła. Następnie wkładam do lodówki na minimum godzinę, ale najlepiej kilka. Często zagniatam ciasto wieczorem a piekę ciasteczka na drugi dzień. Następnie wałkuję ciasto na około 1/2 cm i wycinam szklanką koła o średnicy 7 - 8 cm. Na każdym układam kawalek jabłka , składam na pół i sklejam jedynie w rogach. Układam na blaszce i piekę 25 - 30 minut w temperaturze 180 ℃. Przed podaniem posypuję cukrem pudrem.

Pierniczone przypomnienie ;-)

Dzisiejszym wpisem PRZYPOMINAM tym, co pieką, że już pora na PIERNICZKI! O pierniczkach tegorocznych z pewnością będzie. Tymczasem podaję sprawdzony przepis i zdjęcia z ubiegłego roku. To były moje pierwsze pierniczki, pierwszy raz je lukrowałam, bawiłam się świetnie, smakowały wybornie. Polecam, zawsze wydawały mi się takie nieosiągalne - a tu - no cóż "papierowy tygrys" ;-) Wypróbowałam kilka przepisów. W tym roku piekę tylko te. Uznałam, że są najlepsze. Pierniczki mają to do siebie, że dobrze im robi leżakowanie. Podobnie jak rok temu pierniczki zaczynam piec 6 grudnia. Te dwa tygodnie to wystarczający czas, żeby nabrały pełnego smaku. Bardzo lubię ten przepis, bo pierniczki nie są twarde jak kamień i można je zajadać już po wystudzeniu. Przy czym zdecydowanie najlepsze są po pewnym czasie. W tym roku porwałam się także na Piernik Staropolski. Zdam relację po Świętach. Zagniotłam ciasto w połowie listopada i leży w lodówce, podobno ma dojrzeć. Upiekę go kilka dni przed Świętami. Jestem bardzo ciekawa. A teraz do rzeczy.


edytowano 05.01.2017
W 2016 roku przygotowałam cały wpis dotyczący pierników z doświadczeniem zdobytym przez te lata. Proponuję przenieść się właśnie tam za pomocą TEJ LINKI(klik).




Pierniczki Sąsiadki Kasi :-) 

Z podanej porcji wychodzi około 120 pierniczków. 
  • 1 kg mąki pszennej
  • 1 szklanka (220 g) cukru
  • 1 szklanka (400 g) miodu
  • 250 g masła
  • 3 - 4 łyżki Domowej Przyprawy Piernikowej (lub  2 opakowania kupnej)
  • 2 łyżki kakao (nie dodaję, lubię zabarwienie od miodu i przypraw)
  • 2 jajka
  • 3 żółtka
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 2 łyżeczki sody
Miód i cukier gotuję, dodaję masło, aby się rozpuściło oraz przyprawy i ewentualnie kakao. Sodę rozcieram ze śmietaną. Gdy masa przestygnie dodaję śmietanę z roztartą sodą i miksuję. Podczas miksowania stopniowo dodaję pozostałe składniki. Przekładam ciasto na stolnicę i wyrabiam, w razie potrzeby dodaję mąki. Ciasto jest dość luźne. Wkładam je do lodówki, dzięki czemu zastygnie i dobrze będzie się wałkowało. Ciasto pozostawiamy w lodówce co najmniej godzinę. Ja zostawiam je na noc, a nawet dłużej. Następny etap to wałkowanie ciasta na około 1/2 cm i wycinanie pierniczków. Piekę około 10 - 15 minut w temperaturze 170 ℃. Po wystygnięciu pierniczki przechowuję w metalowych puszkach.

Przyprawa piernikowa.

Podobnie jak cukru waniliowego nie kupuję już przyprawy piernikowej. Dziś kupiłam, ale tylko po to, żeby pokazać wizualną różnicę. Niestety tej zasadniczej, zapachowej i smakowej pokazać nie mogę. To jest odpowiedź na pytanie: Po co, skoro ta ze sklepu to zaledwie 2 zł? Argument ekonomiczny już dawno odpada przy produkcji domowej. Przy masowej produkcji dzisiejszego świata i wytanieniu wszystkiego, domowe jedzenie i rzeczy to już towar z wyższej półki :-) Zakup tych wszystkich przypraw jest wydatkiem, który szczerze polecam. Te przyprawy, które się uda zakupuję w postaci niezmielonej. Całość mielę i przygotowuję w zwykłym blenderze w/g przepisu z TEJ strony. 


Po prawej stronie Domowa Przyprawa Piernikowa. Po lewej ta ze sklepu.
Co robi mąka! w przyprawie piernikowej?
Za Panią Dorotą podaję więc przepis:
  • 50 g kory cynamonu
  • 20 g suszonego imbiru
  • 15 g całych goździków
  • 15 g wyłuskanych ziaren kardamonu
  • 10 g gałki muszkatałowej
  • 10 g ziela angielskiego
  • 3 g czarnego pieprzu (w orginalnym przepisie jest 10 g, dla mnie za ostro)
  • 5 g ziaren anyżu (ja nie dodaję, anyż jest piękny, ale ja nie lubię...)
Wszystkie składniki zmielić w młynku do kawy lub utłuc w moździeżu. Ja mielę w zwykłym blenderze. Przyprawa jest bardzo aromatyczna. Na 1 kg mąki daję 3 - 4 łyżki przyprawy.

Ze swojej strony podpowiem jeszcze jak doprowadzam moje urządzenie do porządku. Po zmiksowaniu tak aromatycznych przypraw długo nie można pozbyć się zapachów. Po umyciu naczynia w detergencie i osuszeniu go mielę w nim ryż i zostawiam nawet na kilka dni. Ryż dobrze chłonie zapachy i wilgoć. Zawsze wsypuję ryż do nieużywanych aktualnie termosów i bidonów. Dzięki temu nie mają przykrych zapachów.

Gałka muszkatałowa, ach...

Do tego roku nie wiedziałam, jak piękna jest gałka muszkatałowa. Zazwyczaj nie udawało mi się zakupić gałki w nasionach. Zapach bez porównania do tej zmielonej.



Lukier królewski

Lukrowanie to przecież bardzo ważna sprawa podczas pierniczenia ;-) Pierniczki lukruję dopiero kilka dni przed Świętami. Ten lukier jest bardzo biały, trwały i nie kruszy się w porównaniu do tradycyjnego lukru z cukru i wody. Podobnie jak przyprawę przygotowałam go z przepisu ze strony Moje Wypieki. Można tam też podpatrzeć inspiracje do ozdabiania pierników, ja tak zrobiłam, ale jak sami widzicie po kilku godzinach lukrowania zaczyna człowieka ponosić ;-)



  • 1 białko
  • 1 szklanka cukru pudru
Białko utrzeć z cukrem pudrem np. łyżką drewnianą. Ilość cukru pudru zależy od wielkości białka. Cukier dodaję stopniowo, sprawdzam w trakcie gęstość lukru. Wystarczy kapnąć na czysty talerzyk i zobaczyć jak lukier się zachowuje, nie powinien się rozpływać. 
Lukier można zabarwić naturalnie: sokiem z buraków, marchwi, malin, jagód. Wtedy prawdopodobnie będzie potrzeba zwiększenia ilości cukru pudru. Można też wykorzystać barwniki spożywcze.
Czym robić wzorek na pierniczkach? Można użyć rękawa cukierniczego lub strzykawki. Ja, podobnie jak autorka przepisu, używam rożków, które skręcam sobie z papieru do pieczenia i odcinam końcowkę. Po wyciśnięciu porcji lukru biorę nowy rożek.
Taki lukier można przechowywać w lodówce zamknięty szczelnie w woreczku. Jeśli lukier zgęstnieje za bardzo wystarczy zanurzyć go z woreczkiem w ciepłej wodzie.

Na granicy piękna i kiczu ;-)

Teraz jeszcze dwa słowa o talerzyku z ptaszkami. Kupiłam go zupełnie przypadkowo, w osiedlowym sklepiku, co to jest w nim wszystko: od skarpet, przez płyny, proszki i gazety po talerze i półmiski ;-) To talerzyk przede wszystkim na ciasteczka i za każdym razem gdy stoi na stole zastanawiam się: Czy on jeszcze jest w kategorii ładne czy już kiczowate? :-) Z pewnością gdzieś na granicy i ja go uwielbiam! Nie jestem pewna, czy to dobrze ;-)

Po całym dniu stukania w klawiaturę w tzw. międzyczasie udało się ukończyć mikołajkowy wpis. Jak zwykle przydługo... No tak mam ;-) Pozdrawiam :-)

wtorek, 4 grudnia 2012

Poduszki i zabawki dla miłośnika prac ręcznych.


Postanowiłam jeszcze raz uraczyć Was odgrzewanymi kotletami ;-) czyli moja działalność w pracowni świątecznych prezentów z ubiegłego roku. Poduszki - domki. Powstało 6 kamieniczek, które mogą służyć jako jasiek, albo przytulanka, albo zwyczajnie zdobić dziecięcy pokój. Inspiracją były mi domki Llooki. Looka szyje kamieniczki różane i pastelowe, u mnie rządzi zdecydowany kolor. Próbowałam trochę pójść w pastele, ale oczywiście mi nie wyszło ;-) Dwa z nich prezentowałam już TUTAJ, ich właścicielkami są moje córki. Zdjęcia kiepskie, z komórki i w nocy, projekt objęty był ścisłą tajemnicą ;-) 






Uszyłam też poduszkę dla chłopaka. Niektórzy śmieją się ze mnie, bo rysując, szyjąc, tudzież piekąc torty w kształcie autka niezmiennie robię im klamkę jak w historycznej syrence... Drzwi otwierają od środka w kierunku tyłu auta :-)) Do kół zostały jeszcze przyszyte kołpaki w postaci pięknych drewnianych guzików, ale już nie zdążyłam zrobić im zdjęcia bo autko odjechało do nowego właściciela :-)



I trochę na świeżo, coby się nie odbijało za bardzo ;-) Przygotowałam mały upominek dla mojej szyjącej znajomej. Wiem, że lubi kratkę, a Jej pokój jest ciepło pomarańczowy i wiem też, że szyje obecnie ozdoby świąteczne i pod tym kątem przygotowałam to małe conieco ;-) Jeśli macie wśród znajomych osoby, które szyją lub zajmują się podobnym rękodzielnictwem i nie macie pomysłu na mikołajkowy upominek dla nich podpowiadam: Można pójść do pasmanterii, nakupić wstążek, tasiemek, koronek, sznurków, guzików, koralików, włóczek, a nawet igieł do maszyny i sukces gwarantowany! I nie zastanawiajcie się po co to Jej? To jak kupić dziecku zabawkę :-) Można oczywiście kupić coś praktycznego, ale to już jak kupić dziecku sweter ;-) 



W paczce mikołajkowej znalazły się: kawałki różnych tkanin, bawełniana, naturalna taśma, biało - czerwony sznurek (pomyślałam o zawieszkach do ozdób), drewniane guziki - serduszka i klamerki :-) Przygotowałam też szablon konika Dala, może wejdzie w zestaw świątecznych ozdób. Wszystko zapakowałam w uszyty przeze mnie worek, może przyda się na takie właśnie przydasie ;-) i dodałam breloczek na klucze, tudzież zawieszkę do torby z kwiatkiem własnej produkcji (karabińczyki także możecie kupić w pasmanterii, bardzo przydatna rzecz ;-)



Bądźcie grzeczni Drodzy Czytelnicy i koniecznie trzeba wyczyścić buty :-)