wtorek, 25 października 2016

Gdzie byłam i co robiłam.


Nie będę się tłumaczyć, pomyślałam tylko, że usiądę przy moim biurku i napiszę co ostatnio robiłam. Jakiś czas temu założyłam konto na Instagramie. Tam można mnie było spotkać znacznie częściej i dało się uchwycić powody mojej nieobecności tutaj. To nie tak, że zmieniłam miejsce. Łatwiej jest mi dodać jedno zdjęcie i opis, nawet codziennie niż zrobić duży wpis. Tymczasem nadeszła jesień z małą ilością słońca, a nią zmiana trybu działania. Trudniej o ładne, jasne zdjęcia, natomiast łatwiej o smaczne, ciepłe jedzenie. Zdecydowanie więcej czasu spędzam w kuchni. Rozpoczęłam nowy sezon pieczenia chleba. Świeży, domowy chleb i zupa... nic więcej nie potrzeba. Na zdjęciu zupa porowo-ziemniaczna w/g przepisu z bloga whiteplate.



Październik to także bardzo rocznicowy czas dla naszej rodziny. Rocznice narodzin, ślubów oraz imieniny. Jak co roku, domowy tort musi być, przynajmniej jeden. Zazwyczaj jestem bardzo zachowawcza jeśli chodzi o ozdabianie tortów, tym razem mnie poniosło.... Moja ulubiona czekolada (75% kakao z drobinkami pomarańczy), kandyzowane cząstki pomarańczy i granat zadecydowanie były pomocne w obecnych warunkach atmosferycznych...



Poza znaczną ilością cukru w tym torcie pijemy teraz znaczne ilości zdrowych koktajli tzw. smoothie. Tak, wzięło i nas i to mocno. Każdy robi jaki lubi, jedyna wytyczna, to zakaz dodatku cukru. Nikt się nie buntuje. I co dziwne, często działają lepiej niż kawa...





Jeśli chodzi o zdjęcia, to postanowiłam nieco się podszkolić. Oczywiście najważniejsze to te zdjęcia robić, ale i wiedza teoretyczna jest potrzebna. Od niedawno zaczęłam podglądać i czytać bloga jest rudo, rady dla amatorów fotografii, zdjęcia profesjonalistki i nie tylko. Na początek weszłam w projekt 35 zdjęć, które musisz zrobić tej jesieni. Kilka zrobiłam, mam nadzieję, że jeszcze kilka zrobię. Będzie podsumowanie. Póki co, to taki Instagramowy projekt stąd format zdjęć.








Później pojawiło się jesienne wyzwanie fotograficzne, którego baner widzicie po prawej stronie i to jemu poświęciłam więcej uwagi. Jestem w trakcie. Kilka zdjęć pojawiło się na Instagramie.



Przez trzy tygodnie zajęta byłam malowaniem komody. Prawdę powiedziawszy ten pomysł pojawił się 3 lata temu, gdy wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Trochę mi zeszło, ale się udało. Migawki były na Instargamie. Dziś pokażę jeszcze efekt pośredni. Powiem Wam, że zastanawiałam się nad pozostawieniem takiego stanu, ale jednak poszłam w biel, nie żałuję.




Mam nadzieję, że wkrótce pokażę efekt końcowy, całościowy. Tymczasem pozostawiam Was z tabliczką, którą dzisiaj wyjątkowo wzięłam sobie do serca... I właściwie to niewiele więcej zrobiłam...


Serdecznie Was pozdrawiam, trzymajcie się ciepło i zdrowo, czy jako tako, jak kto może....



środa, 12 października 2016

Nowe wieszaki do łazienki.

Jeszcze w wakacje planowaliśmy odświeżenie  łazienki. Przygotowałam wieszaki, które miały w niej zawisnąć, ale tak się jeszcze nie stało, bo i odświeżania nie było. Wieszaczki jednak czekają i latem zrobiłam im kilka fotek na balkonie. Pokażę Wam je dzisiaj, gdyż długo mnie tu nie było. Powodów jest kilka, a jednym z nich jest projekt domowy, który zajął mi ponad trzy tygodnie. Nie będę tworzyć atmosfery: pomalowałam dużą komodę i półkę w pokoju. Pogoda jednak sprawia, że ciężko teraz zrobić zdjęcia w mieszkaniu, choć nasze jest bardzo jasne. Tak, wiem wystarczy dobry warsztat fotograficzny i wszystko się da. Wracając do dzisiejszego wpisu najpierw zdjęcia, a pod nimi komentarza słów kilka.



Wieszak do parowania skarpetek już był. Jednak w zupełnie innej odsłonie. Po przeprowadzce przez jakiś czas z niego zrezygnowałam, bo już mi się nie podobał tak bardzo jak kiedyś (faza na decoupage). Jednak po kilku tygodniach zawisł gdyż jego funkcjonalność przewyższyła urodę. Teraz gdy trwa moja faza na skrzynki wieszak powstał właśnie z nich. Przyznam Wam szczerze, że jeszcze nie zawisł, a ja mam na niego jeszcze inny pomysł... W planach jest remont łazienki i jeśli dojdzie on do skutku to za rok zobaczycie kolejny wieszak na skarpety ;-). Po co? Nie jestem perfekcyjną panią domu, no nie jestem. Dlatego wypranie jednej skarpetki z pary zdarza mi się czasami  często. I - sprawdziłam to doświadczalnie - od czasu posiadania wieszaka skarpetki zawsze zazwyczaj odnajdują parę.
Jeśli nie do parowania skarpet to do kuchni, na zapiski wszelakie i ziół suszenie. Tudzież do przedpokoju na kartki okolicznościowe.




Jak już robiłam wieszak na skarpety to zrobiłam jeszcze taki standardowy. Na ścianie w łazience wisi plastikowo - zżółknięty i straszy wespół ze zżółkniętymi fugami. Jedno i drugie ma ulec odświeżeniu, wkrótce...


To byłoby na tyle. Mam nadzieję, że słońce jeszcze kiedyś się pojawi, nie tylko ze względu na zdjęcia...

Pozdrawiam Was serdecznie.


piątek, 30 września 2016

Drewniane tace też miały sesję.

Tace mogliście już poznać. Pojawiły się na blogu w trakcie ich wykonywania. Gdy zabrałam na małą sesyjkę mój stołek , ot na balkon, pomyślałam o tacach. No to przy niebie zasnutym jesiennymi chmurami powstały te fotki.

Taca № 1 załapała się na zdjęcia TUTAJ. Wtedy zupełnie surowa, dzisiaj zabejcowana i nawoskowana. Uchwyty ze sznura. Taka sobie naturalnie przyniszczona i choć sprawia inne wrażenie, jest gładka i nie grozi drzazgami.




Taca № 2, na nią czekałam od długiego czasu, to znaczy długo nie mogłam się za nią zabrać. Jak dla mnie super praktyczna rzecz. Stoi na stole w dużym z wodą, cukrem, podkładkami pod szklanki i podkładką pod obiadowy gar. Łatwo ją przenieść ze wszystkimi przydasiami, czy też podnieść do mycia stołu. Na zdjęciach podczas woskowania TUTAJ.


Taca № 3, ta również ułatwia mi życie, a dokładnie sprzątanie. Stoją w niej moje sukulenty, te mniejsze, i te  z mojej uprawy. Plan był taki, że będę rozdawała jak podrosną, praktyka jest taka, że nie mogę się z nimi rozstać... Taca pojawiła się TUTAJ.





Taca № 4, no może podkładka bardziej niż taca. Podczas sesji stały na niej starszaki z mojej uprawy. Prawdę mówiąc, te są już zupełnie gotowe do wyjścia z domu... Posadziłam je w pomalowanych puszkach po kawie. Na dnie oczywiście drenaż, żeby nie stały w wodzie, sukulenty tego nie lubią. Dzisiaj podkładka jest już w kuchni, stoją na niej konewki, które brudzą mi parapet.




- Mamo cio lobiś?  (Mamo co robisz?)
- Zdjęcia.
- Djęcia? (Zdjęcia?)
- Tak.
- Tak lobiś djęcia? (Tak robisz zdjęcia?)
- Tak synku, tak robię...


Z pozdrowieniami


niedziela, 25 września 2016

Gotowy stołek, czyli mój pierwszy mebel raz jeszcze.

O moim stołku pisałam TUTAJ, mogliście go zobaczyć tuż po zmontowaniu, bez obróbki i pomysłu. Postał sobie trochę taki, po czym został wyszlifowany, a następnie z lekka postarzony metodą wyczesania drucianą szczotką. Ostatecznie zdecydowałam się pomalować go bejcą w kolorze dębu i nawoskować. Teraz wygląda tak i nie wyobrażam sobie życia bez niego ;-). Najbardziej cieszy mnie to, że mój mąż lubi stołek tak samo jak ja :-). Wieczorem ustawiamy go na balkonie, siadamy i patrzymy na miasto z 10 piętra. Jak stare dobre przed chatą na wsi, tylko trochę (!) inaczej. A jak już opił się woskiem (stołek, nie mąż) zabrałam go na balkon i zrobiłam małą ustawkę ;-).








I  już zawsze będzie pamiątką bardzo trudnych dniach dla mojej rodziny. Był terapią na pędzące myśli i strach. Czy to dziwne zbierać takie pamiątki? Czy ja wiem, tak wyszło, dla mnie to nie był zły czas. Tak już jest, w trudach przychodzą też dobre doświadczenia, choćby bliskości i jedności. Pozdrawiam Was w tych coraz krótszych i bardziej nostalgicznych, jesiennych dniach. Podobno ulubioną porą roku dla człowieka jest ta, w której przychodzi na świat. Mój miesiąc właśnie nadchodzi...