Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania konfitura jabłkowa, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania konfitura jabłkowa, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 października 2012

Weka i mrożonki czyli my się zimy nie boimy.

Pogoda w sobotę była szalona. Padał śnieg, w domu rodziców pachniało pysznościami, bo szykowaliśmy urodzinowe przyjęcie Taty. Czułam jakby nadeszły święta, ale brak pierników przywoływał odpowiednie osadzenie w czasie ;-)


Przygotowując domowe przetwory zachwycam się kolorami. To nieprawdobodobnie piękne barwy, które działają dodatkowo na węch i smak. Inny kolor surowy, inny gotowany a jeszcze inny zatopiony w cukrze, ten po kilku godzinach smażenia ma piękny połysk. To prawie niemożliwe, ale jednak: są ludzie, którzy zamieniliby spożywanie pokarmów na "weź pigułkę" celem uzupełnienia energii... Nie mam kanonu przetworów zimowych. Zazwyczaj robię te, na które owoce lub warzywa dostaję w dużej ilości z powodu nadprodukcji czyjegoś ogrodu :-). W tym roku zakupiłam paprykę i trochę pomidorów. Ponieważ moje uwielbienie do pieczonej papryki zdecydowanie wzrosło tej jesieni postanowiłam zainwestować nieco więcej w ten kolor. Ku mojej niezmiernej radości, dostaję też domowe słoiczki od rodziny, znajomych i przyjaciół. To fantastyczne, takie wymienianki i smak innej kuchni na moim talerzu. Radość dla mnie wielka i wielkie DZIĘKUJĘ dla moich przetworodawców :-)


Konfitura wiśniowa


O konfiturze wiśniowej pisałam już TUTAJ. Podam raz jeszcze, że staropolskim zwyczajem stosuję proporcję "ile owoców tyle cukru".  Tak mniej więcej, bo na 8kg owoców używałam około 7kg cukru. Konfitura jest bardzo słodka, ale przełamana naturalną kwaśnością wiśni. Dzięki dużej ilości cukru konfitura gęstnieje, ale owoce nie rozgotowują się w niej. Poza tym nie gotuję konfitur godzinami bez przerwy. Owoce potrzebują czasu aby naturalnie "nasycić" się cukrem i nie rozgotować w soku. Sprawiają wtedy wrażenie kandyzowanych. 
Jak to robię? Podam na przykładzie kilograma owoców.

Składniki: 1kg wiśni, 1kg cukru

Wydrylowane wiśnie zasypuję częścią cukru (około 0,5kg) i pozostawiam na 2 godz. aby puściły sok. Następnie zagotowuję je i na małym ogniu gotuję około 20 minut po czym wyłączam, wsypuję resztę cukru i mieszam. Dopiero gdy całość wystygnie ponownie doprowadzam do wrzenia i od razu wyłączam. I tak postępuję (zagotowuję całość na wolnym ogniu i zaraz zdejmuję z ognia) do czasu otrzymania zadawalającej gęstości. W moim przypadku trwa to kilka dni, ponieważ w ciągu jednego dnia można 2 najwyżej 3 razy zagotować duży garnek konfitury (dość długo stygnie). Wszystko zależy oczywiście od tego ile owoców mamy. Konfiturę należy gotować i studzić bez przykrycia, aby woda mogła powoli odparować. Zazwyczaj część konfitury rozlewam do słoików wcześniej, w postaci lekko lejącej. Taką lubię na tosty, do herbaty lub lodów. Część gotuję dłużej z przeznaczeniem do pączków, dla mojej mamy oraz jako warstwę tortową :-) Gdy konfitura ma zadawalającą gęstość wlewam ją gorącą do umytych i wyparzonych słoików. Przez cały czas rozlewania garnek z konfiturą trzymam na malutkim ogniu, żeby miała wysoką temperaturę. Słoiki zamykam i odwracam do góry dnem. W przypadku konitury nie pasteryzuję weków dodatkowo. Nie zdarzyło mi się jeszcze zastać popsutej zawartości.

Konfitura jabłkowa z cynamonem



Składniki: 3kg jabłek (obranych i bez gniazdek nasiennych), 1kg cukru, 1 opakowanie cynamonu (15-20g) 

Jabłka pokrojone w dość dużą kostkę (ok. 2cm × 2cm) zasypuję połową cukru i zagotowuję całość. Pozostawiam na małym ogniu 10 minut i wyłączam. Dodaję resztę cukru. Po wystudzeniu zagotowuję ponownie i od razu wyłączam, dodaję cynamon. Podobnie jak w przypadku konfitury wiśniowej postępuję tak do uzyskania zadowalającej konsystencji - doprowadzam do zagotowania i od razu wyłączam. W przypadku jabłek trwa to znacznie krócej. W tym roku zagotowałam je tylko dwa razy, a za trzecim rozlewałam do słoików. Gotującą konfiturę wlewam do słoików, zamykam i odwracam do góry dnem.




Bardzo lubię ten mój sposób przetwarzania jabłek. Jabłka w dużych kawałkach, nie rozgotowane i nie miksowane na mus. Wykorzystuję je później do szarlotki lub szybszej wersji: crumble (na zdjęciu). Szarlotka czy crumble na świeżych (surowych) jabłkach zapieka się dość długo (jak dla mnie 60 - 90 min.), a przygotowanie samych jabłek to także dość czasochłonne zajęcie. Podwieczorek na przetworzonych jabłkach przygotowuje się znacznie krócej. Moje crumble w przeciągu godziny wjechało na stół w towarzystwie lodów. Crumble czyli zwyczajne owoce z kruszonką. Przygotowałam także kilka słoików jabłek bez cynamonu, na klasyczny jabłecznik. To między innymi, według mnie, różni szarlotkę  od jabłecznika. Do jabłecznika nie dodaję lub dodaję niewielką ilość cynamonu. Jabłka bez cynamonu świetnie nadają się także do rekonwalescencji po grypie jelitowej, gdy na drugi dzień ryż z w/w jabłkami zdaje się  być ucztą dla króla...


Pigwowiec*


*To, co potocznie nazywamy w Polsce pigwą, w świetle botaniki nią nie jest. Nasze rodzime krzaczki to Pigwowiec. Właściwa Pigwa w Polsce nie rośnie. Wszędzie jednak gdzie trafimy na takie wyjaśnienie dodaje się również, że nasz rodzimy pigwowiec jest znacznie bardziej aromatyczny, czyli smaczniejszy :-) 


To owoc, który w stanie surowym nie nadaje się do jedzenia.
Szukałam w internecie przepisów i pomysłów na pigwowca dość długo. Miałam trochę czasu bo pojawiła się w moim domu zaplanowana. Zazwyczaj dostaję worek owoców, warzyw, tudzież 20kg dynię i muszę szybko działać. Jeszcze nigdy nie przetwarzałam pigwowca. Zupełnie nie wiedziałam czego szukam: konfitury, soku, nalewki raczej nie. Nie podaję źródła przepisu,ponieważ to wypadkowa tego, co przeczytałam, przemyślałam, na to nałożyłam swoje upodobania i wyszła mi "Konfitura z Pigwowca KarolinyPe". Niestety większość przepisów na pigwowca podaje "zmiksować na papkę" oj nie lubię, nie lubię...  W konfiturze ważne są kawałki owoców, które jakby kandyzowane w cukrze delikatnie chrupią, nie są jednolitą papką. Takie owoce można wrzucić do zimowej herbaty. W tym roku przygotowałam pigwowca w czystej postaci, chciałam go sprawdzić, posmakować, popełnić błędy, wyrobić sobie zdanie, przygotować notatki. Za rok spróbuję połączyć go z jabłkami. Przygotowanie owoców do konfitury zajmuje sporo czasu. Kilogram owocu gotowego do przetworzenia uzyskałam po 2 godzinach pracy! Gotowy do przetworzenia czyli bez gniazdek nasiennych. Ze skórki nie obierałam i nie bardzo mogę sobie to wyobrazić. Owoce są dość małe i niewiele zostałoby z nich. Poza tym myślę, że zabrakłoby mi cierpliwości i to byłyby ostatnie słoiczki pigwy jakie wyszły spod mojej łyżki ;-) Zanim przejdę do przepisu napiszę jeszcze tylko, że Konfitura wyszła świetna. Idealna do herbaty: aromatyczna, kwaskowa, odrobinę gorzka, LUBIĘ TO :-)

Składniki: 1kg pigwy (bez gniazdek nasiennych), 1kg cukru, 1 litr wody

Umytą pigwę pokroiłam na cząstki i oczyściłam z gniazd nasiennych. Zalałam zimną wodą i gotowałam na malutkim ogniu aż owoce zmiękły (około 15 - 20 minut). Łyżką cedzakową delikatnie wyjęłam owoce z wywaru i odłożyłam na miseczkę. Wywar zważyłam i dodałam tyle curu ile ważył otrzymany wywar. W składnikach podałam orientacyjnie, że użyłam 1 litr wody i  1 kg cukru. Wywar z cukrem zagotowałam do całkowitego rozpuszczenia cukru. Zestawiłam garnek z ognia i przełożyłam ugotowane wcześniej owoce pigwy do wywaru. Całość pozostawiłam pod przykryciem na 24 godziny. Po tym czasie postępuję podobnie jak z konfiturami opisanymi wyżej. Zagotowuję i wyłączam ogień. Pozostawiam do wystudzenia i postępuję tak do otrzymania odpowiadającej mi konsystencji. Nie trwało to długo. Moim zamysłem było otrzymać konfiturę do herbaty, zamiast cytryny. Dlatego moja konfitura z pigwy jest lejąca i z tosta z pewnością spłynęłaby. Gotową wrzącą konfiturę wlewam do umytych i wyparzonych sloików, odracam do góry dnem i pozostawiam do wystudzenia. 
Mam co chciałam: śliczną, błyszczącą, smaczną konfiturę. Obyło się bez miażdżenia czy wyrzucania owocu po otrzymaniu soku. To smak, który raczej podkręca smak innego owocu czy herbaty, choć taka czysta konfitura smakuje bardzo dobrze. Jeszcze coś o czym warto wspomnieć. Wyczytałam już po fakcie, w moim przypadku, że owoce pigwowca należy obrywać po pierwszym mrozie inaczej będą gorzkie i nie nadadzą się do przetworów. Postanowiłam zaryzykować, bo owoce już miałam w domu. Konfitura ma lekko gorzki posmak, ale absolutnie nadaje się do jedzenia i jest smaczna. Ja lubię takie gorzkie zakręty smakowe, ale to nie tylko moje zdanie. Herbatą z konfiturą częstowałam już kilka osób i wszyscy chętni na przepis :-) I dla nich ten wpis powstał :-)

Mrożona pieczona papryka


Na przygotowanie papryki pieczonej potrzeba trochę czasu i trochę więcej cierpliwości ;-) Jednak po pigwowcu taka papryka to pikuś ;-)




Pierwszy etap to pieczenie: Umytą świeżą paprykę zawijam w spożywczą folię aluminiową ("PAZŁOTKO" - znacie to określenie na folię? Nierawdopodobne! Kto to wymyślił? :-) Pozdrawiam wszystkich użytkowników!!!) Każdą sztukę pakuję oddzielnie. Układam na blaszce do pieczenia i piekę w temp. 180 ℃ przez 60 min. Po tym czasie wyjmuję blaszkę z piekarnika i pozostawiam do przestygnięcia. Teraz następuje etap, do którego potrzebna jest w/w cierpliwość. Każdą paprykę kroję na 4 części, oczyszczam z gniazdek nasiennych i obieram z cieniutkiej skórki. Ważne, aby papryka była jeszcze ciepła. Gdy wystygnie całkowicie skórka trudniej schodzi. Jest przy tym trochę pracy, ale ta paprykowa skórka jest czymś czego bardzo nie lubię w przetworzonej papryce dlatego chętnie to robię. Tak przygotowaną paprykę układam jedną warstwą w woreczku strunowym i zamrażam. Na temat układania i mrożenia w woreczkach napisałam kilka zdań na końcu wpisu.

Jak pisałam we wstępie moja miłość do pieczonej papryki rośnie wprost proporcjonalnie do ilości zjedzonej ;-) Do czego jej używam? Odkryłam kolejne połączenie idealne: pieczona papryka i salami. Zarówno na prezentowanej domowej pizzy czy zwykłych kanapkach. Poza tym pieczona papryka jest doskonała jako dodatek do sosów czy zupy dyniowej (będzie o niej już wkrótce, jestem w trakcie przygotowań). Pieczona papryka jako przystawka obiadowa? Wystarczy kilka kropli oliwy i odrobinę soli ziołowej. Według mnie jest także konieczna w paście z bakłażana. I fantastyczna w wigilijnych śledziach z sosem pomidorowo-paprykowym. Polecam :-)

 Przecier i Sos pomidorowy 


Można by rzec: rzutem na metę zdążyłam jeszcze z przetworami pomidorowymi. Prawdopodobnie były to jedne z ostatnich smacznych sztuk w tym roku... Jak dla mnie już jest po pomidorach. To już nie ten smak.




Z części pomidorów przygotowałam standardowy przecier: Pomidory sparzyłam gorącą wodą i obrałam ze skóry, gotowałam ok. 30 minut, zmiksowałam i zamknęłam w słoikach. Przecier pomidorowy dodatkowo pasteryzuję.

Z częścią pomidorów posunęłam się o krok dalej i przygotowałam sos pomidorowy. Sos pomidorowy już od dawna gotuję w/g TEGO przepisu z bloga White Plate. Tak więc powtarzam za Liską.

Sos pomidorowy

Składniki:
230g pomidorów z puszki (lub przecieru pomidorowego, przyp.KaPe)
1 łyżka oliwy
1 ząbek czosnku, drobno pokrojony
1/2 łyżeczki suszonego oregano
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
1/4 łyżeczki cukru (jeśli pomidory są słodkie pomijam, przyp.KaPe)
1/2 łyżeczki soli
odrobina pieprzu

Wszystkie składniki umieścić w garnuszku. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować przez 10 min.

Takiego sosu używam zarówno do pizzy jak i makaronu. W zależności od potrzeby przygotowuję sos o różnej gęstości. Zazwyczaj robię znacznie zwielokrotnioną porcję. Na blogu White Plate i w internecie w ogóle, jest dużo różnych odmian sosu pomidorowego. Większość osób gotuje go na oko. Ja też tak zawsze robiłam. Przekonuję się jednak, że przepisy i waga bardzo pomagają w szybkim przygotowaniu posiłków. Kiedyś myślałam zupełnie odwrotnie... Uważałam, że spontanicznie znaczy szybko. Dziś myślę, że na gotowanie spontaniczne i tworzenie potrzeba jest więcej czasu: dosalanie, doprawianie, dokładanie i ciągle brzęczące "czegoś tu jeszcze brakuje.." trochę trwa, choć wydaje się, że minął zaledwie kwadrans ;-) Teraz chętnie spisuję, także swoje własne spontaniczne, receptury i korzystam z nich dzięki czemu zyskuję sporo czasu w skali miesiąca ;-) Wracając do sosu pomidorowego to jeden ze sposobów na szybki obiad. A teraz jeszcze szybszy, bo mam kilka woreczków gotowego już sosu. Sos zamrażam, w porcjacch różnej wielkości, na płasko w woreczkach strunowych podobnie jak paprykę.  


Mrożona zielenina.

Wydaje mi się, że to nie nowina ;-) Jednak spotykam jeszcze osoby zaskoczone mrożeniem koperku, natki pietruszki i selera.

Po zbiorze lub zakupie zieleniny myję ją i osuszam. Następnie kroję i zamrażam w woreczkach. Bardzo łatwo wyjmuje się łyżeczką potrzebną ilość. W potrawie momentalnie ulegają rozmrożeniu. 

Zieleninę mrożę stopniowo, jak tylko pojawia się ta zwyczajna, z gruntu. Gdy kupuję pęczek to właściwie rzadko wykorzystuję całość. Wtedy tę niewykorzystaną część wrzucam do woreczka i do zamrażalki. Pod koniec sezonu kupuję ile potrzeba i dorzucam do pełna. Mrożona zielenina wygląda i smakuje jak świeżo zerwana. Suszonej, od jakiegoś już czasu, mówię nie.



Mrożenie.

Tak prezentuje się szuflada mojej zamrażarki po zapełnieniu jej mrożonkami. Najpierw woreczki leżą na płasko, żeby równo zamroziły się przetwory. Później układam je w ten sposób. Bardzo łatwo znaleźć potrzebną mrożonkę i miejsce w szufladzie jest bardzo dobrze wykorzystane. Do mrożenia, już od kilku sezonów, używam woreczków strunowych z IKEA. Bardzo je lubię, są mocne i szczelne. Dzięki zamrażaniu przetworów "na płasko" można je szybko rozmrozić. Jeśli mamy mało czasu wystarczy polać taką "taflę" ciepłą wodą i całość wyskakuje z woreczka. W przypadku papryki mrożę tylko jedną warstwę w woreczku. Dzięki temu porcję mogę podzielić przełamując ją bez problemu. Dodatkową zaletą mrożenia jest ta, że możemy mrozić porcje różnej wielkości np. sos na 2-3 pizze albo do spagetti dla całej rodziny. Woreczki z mrożonkami podpisuję wodoodpornymi pisakami. Opisuję: zawartość, datę mrożenia, oraz wielkość porcji (wagę lub ilość szklanek).


P.S.I.Moje przetwory maleją w zastraszającym tempie!!! 

P.S.II. Do przetworów powrócę. Jeszcze przetwarzam. Panienka Hokaido oczekuje na wielką odsłonę ;-) 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Ciasta z jabłkami część 2.

Jabłkowy sezon powoli dobiega końca postanowiłam zamieścić jeszcze ten wpis z pozostałą częścią moich jabłkowych "ulubionych". Przyznaję, że długo go przygotowywałam. Dziś ciasta nieco bardziej pracochłonne od prezentowanych wcześniej i wymagają większej ilości brudnych naczyń, "ale warto" jak to mówią :-)



Na początek. Jaka jest różnica między jabłecznikiem a szarlotką? Tak, mam swoją definicję wypracowaną w praktyce ;-) Po pierwsze aromat i smak: dla mnie szarlotka jest mocno cynamonowa i aromatyczna. Jabłecznik w nadzieniu ma jabłka i cukier, czasem dodaję odrobinę cynamonu, ale raczej tego unikam. Po drugie nadzienie: szarlotka w nadzieniu ma jabłka w wyczuwalnych kawałeczkach, jabłecznik to dla mnie jabłka starte na tartce. Trzecia różnica to ciasto. Szarlotka jest na kruchym cieście najlepiej z kruszonką na wierzchu. Jabłecznik w cieście ma proszek do pieczenia więc ciasto jest bardziej puszyste takie piaskowo / półkruche. To moja wersja. Natomiast jakiś czas temu "u cioci na imieninach" dowiedziałam się, że różnica jest w jabłkach! Podobno szarlotka tylko i wyłącznie z Szarych Renet. Zgadzam się, że to najlepsze jabłka na szarlotkę, ale jak dla mnie różnic jest więcej. Dzięki tym różnicom szarlotka na ciepło i z lodami - pycha! Jabłecznik, no już nie bardzo to widzę. Są i tacy, którzy uważają, że szarlotka i jabłecznik to jest to samo. Tak więc według mojej subiektywnej opinii jabłecznik jest na zdjęciu po prawej stronie a przpis był TUTAJ. Natomiast twszystko, co pisałam o szarlotce  zawiera się w przepisie poniżej.


Moja szarlotka.

To było tak: Zjadłam kiedyś pyszną szarlotkę w jednej kawiarni i za punkt honoru obrałam upiec taką samą albo i lepszą... Teraz już nie zrobiłabym tak, poprostu chodziłabym na tę szarlotkę do kawiarni:-) Jednak dzięki temu, że kiedyś taka właśnie byłam mamy naszą domową szarlotkę, którą podaję na ciepło z lodami. Trochę to trwało zanim zaczęła przypominać tę pyszną z kawiarni. Przepis jest mojego autorstwa. Oczywiście początkowo wychodziłam z innych przepisów, ale mocno je modyfikowałam. 




Składniki

Ciasto:
  • 300 g mąki pszennej
  • 250 g masła
  • 1 żółtko
  • 80 g cukru pudru
  • szczypta soli
Nadzienie:
  • 6 dużych jabłek (najlepiej Szara Reneta) obranych, pokrojonych w dużą kostkę
  • 2/3 szklanki cukru
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki przyprawy piernikowej
  • 2 łyżki stopionego masła
Kruszonka:
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 125 g masła
  • 1 żółtko
  • cukier waniliowy
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:

Ciasto zagnieść i na 30 minut wstawić do lodówki.
Jabłka wymieszać z pozostałymi składnikami nadzienia, nie smażyć.
W misce umieścić składniki na kruszonkę (masło pokroić na kawałki) i ucierać mikserem do uzyskania konsystencji mokrego piasku.
Piekarnik rozgrzać do 180℃.
Wyjąć ciasto z lodówki i rozwałkować. Ciasto wałkuje się dość trudno. Warto jednak pomęczyć się trochę ponieważ jest smaczne i nawet na drugi dzień kruche. Można zadziałać sposobem: wałkować ciasto pomiędzy kawałkami folii spożywczej. Gdy uzyskamy odpowiednią wielkość placka, zdjąć folię z jednej strony, z pomocą jednej folii przełożyć ciasto na blachę wyłożoną papierem i zdjąć drugą część folii z góry. Ta ilość ciasta jest wystarcająca na standardową blachę (ok. 25cm × 35 cm). Ciastem wyłożyć także brzegi blachy. Jeśli używamy tortownicy o średnicy 23 cm ta ilość ciasta jest za duża. Można z pozostałej części upiec ciasteczka albo rozwałkować, pociąć na paski i ułożyć na cieście zamiast kruszonki.
Na ciasto wyłożyć nadzienie i posypać kruszonką.
Piec 40 minut w temperaturze 180℃ , następnie zmniejszyć temperaturę do 150℃ i dopiekać szarlotkę przez kolejne 40 minut. Jeśli mocno zarumieni się przykryć blachę folią alumniową i tak dopiekać ciasto. 

Alzacka tarta z jabłkami.

Przepis na pewno pochodzi z jakiegoś bloga. Spisałam przepis do zeszytu i niestety nie zapisałam z jakiego. Jeśli kiedyś ją znajdę to uzupełnię wpis. Tarta jest pyszna i dość wyjątkowa. Słodkie jogutrowe wypełnienie mile otula jabłka. Bardzo smaczna z innymi owocami np. jagodami. Z truskawkami też próbowałam, ale wtedy do zdjedzenia od razu. Polecam szczególnie kruchy spód, który jest wytrawny, nie zawiera cukru.


Składniki

Ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 2-3 łyżki śmietany
  • 130 g zimnego masła
  • 1/4 łyżeczki soli
Nadzienie:
  • 2 duże jabłka obrane, pokrojone na ćwiartki i dalej na plasterki
Masa jogurtowa:
  • 170 g jogurtu naturalnego (ja najbardziej lubię grecki)
  • 1 łyżeczka wanilii
  • 100 g drobnego cukru
  • 2 jajka 
  • 50 g mąki pszennej
Przygotowanie:

Z podanych składników zagnieść ciasto. Wyłożyć nim formę do tarty i piec około 12 minut w 200℃ . Można wyłożyć ciasto papierem (od góry) i obciążyć (np. fasolą) żeby nie robiły się pęcherze powietrza.
W tym czasie przygotować nadzienie. Zmiksować dokładnie składniki masy jogurtowej.
Zdjąć obciążenie (jeśli je stosowaliśmy). Na podpieczonym spodzie ułożyć plasterki jabłek i wlać masę jogurtową. Piec 40 minut w 180℃ .

Tarta Tatin.

To ciasto, które mnie zaintrygowało i zrobiłam je z czystej ciekawości. Czytałam gdzieś, że powstało przez przypadek, gdy rzeczona Panna Tatin zapomniała położyć na spód formy kruchego ciasta na tartę. Tak więc gdy się zorientowała (czując zapach karmelizowanych jabłek) co jej pozostało jak nie położyć ciasta na jabłkach a po upieczeniu odwrócić, jak należy? I tak zrobiła. A dziś możemy cieszyć się tym cudem. Przepis pochodzi z bloga White Plate.



Składniki

Ciasto:

  • 150 g mąki pszennej
  • 100 g masła
  • 25 g cukru
  • 2 żółtka
Nadzienie:
  • 5 jabłek średniej wielkości obranych i pokrojonych w ćwiartki
  • 100 g cukru
  • 40 g masła

Przygotowanie:

Ciasto zagnieść z podanych składników i włożyć do lodowki na 30 minut.

W tym czasie karmelizujemy jabłka. Szczegóły na ten temat napisałam w recepturze poniżej. Tutaj po krótce, w razie wątpliwości proponuję doczytać wpis do końca ;-) Na dużej patelni (nie może mieć plastikowych części, ja używam patelni Tefal z odpinaną rączką) rozgrzać masło z cukrem. Kiedy cukier zacznie karmelizować ułożyć jabłka i smażyć je z jednej strony, a gdy się zarumienią przewrócić na drugą stronę. Kiedy nabiorą złocistego koloru zdjąć patenię z ognia. 
Piekarnik rozgrzać do 200℃ .
Wyjąć ciasto z lodówki i rozwałkować na nieco większy placek niż średnica patelni. Ciasto trochę się rwie, dlatego warto je wałkować między dwoma kawałkami folii spożywczej, o czym pisałam powyżej, w przepisie na szarlotkę.
Nałożyć ciasto na jabłka, zawinąć brzegi do środka i wstawić patelnię do piekarnika.
Piec 20 minut w temperaturze 200℃ , a następnie kolejne 20 minut w 160℃ .
Po wyjęciu z piekarnika przygotować duży talerz i przełożyć ciasto na talerz tak, żeby jabłka były na wierzchu. Wykonuję to szybkim, zdecydowanym ruchem. Jeśli jakieś jabłko zostanie na patelni przekładam je widelcem na ciasto. 




Karmelizowane jabłka krok po kroku ;-)


Nad karmelizowanymi jabłkami postanowiłam jeszcze się rozpłynąć :-) Poznałam je w tej postaci dzięki Tarta Tatin, ale przyrządzam nie tylko wtedy. Są doskonałym dodatkiem do lodów, zdecydowanie szybszym od szarlotki. Pyszne z naleśnikami.



Składniki:
  • 100 g cukru
  • 40 g masła
  • 5 - 6 jabłek obranych i pokrojonych na części

Przygotowanie:

Na dużej patelni rozgrzać masło z cukrem. Kiedy cukier zacznie karmelizować ułożyć jabłka i smażyć je z jednej strony, a gdy się zarumienią przewrócić na drugą stronę. Kiedy nabiorą złocistego koloru zdjąć patenię z ognia. Przy karmelizowaniu należy użyć na tyle dużej patelni, żeby jabłka leżały obok siebie. Kawałki nie powinny leżeć na sobie. Jabłek nie należy przewracać zbyt często, najlepiej tylko raz, ponieważ przez jakiś czas przygotowywania są bardzo kruche i mogą się rozpaść. Nie wyglądają później tak ładnie. Po zakończeniu karmelizowania nie są już tak delikatne i ładnie zachowują formę. Podczas każdego karmelizowania należy pamiętać o bardzo wysokiej temperaturze, która powstaje przy rozpuszczaniu cukru. Przed podaniem należy owoce przestudzić.
Karmelizować można w ten sposób także inne owoce (banany, gruszki).



Przy okazji postanowiłam pokazać moją obróbkę jabłek ;-) Niby nic, ale odkąd posiadam dwa fantastyczne przydasie kuchenne taka obróbka idzie migiem. To oczywiście nie jest wpis sponsorowany ;-) Dzielę się moimi pomocnikami, jak podzielila się ze mną sąsiadka, gdy pewnego dnia, tej jesieni, nie mogłam zatrzymać się na kawę bo zostałam obdarowna workiem jabłek :-) Przydasie numer 1: Obieraczka do warzyw a dokładnie pomidorów! (tak, obiera pomidory ze skórki bez sparzenia) (Victorinox ok. 20 zł). Numer 2: Nożyki porcjujące jabłka (IKEA 10 zł). Jeśli wierzyć przysłowiu, że czas to pieniądz, to powiem, że już sporo zarobiłam na tych przyrządach ;-) 

Podsumowanie. Lubię podsumowania. Dzięki nim powstaje wrażenie przemyślanej całości ;-) Dzięki obfitości jabłek tej jesieni nie musiałam jeszcze otwierać moich przetworów jabłkowych. Tak więc ten czas bez owocny, który nadchodzi przeżyjemy w niezłym stylu :-) Dla ułatwienia poszukiwań jabłkowych na blogu:

  • Konfitura jabłkowa jest TUTAJ
  • Ciasta - część pierwsza jest TUTAJ.